Być między ludźmi

Z Mateuszem Radziszewskim, prezesem zarządu firmy BLStream, rozmawia Andrzej Gontarz.

Z Mateuszem Radziszewskim, prezesem zarządu firmy BLStream, rozmawia Andrzej Gontarz.

Przed kilkoma laty założyliście Państwo firmę w Finlandii. Gdy zaczęła odnosić sukcesy na światowych rynkach, przenieśliście ją do Polski. Jakie czynniki wpłynęły na tę decyzję?

Być między ludźmi

Mateusz Radziszewski

Nasza firma od początku była graczem międzynarodowym. Ponieważ oferowane przez nas rozwiązania dotyczą najbardziej zaawansowanych technologii, klientów mamy głównie w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej. Znajdujemy jednak coraz więcej chętnych na nasze produkty związane z bieżącą obsługą działalności również na rynku polskim, głównie w sektorze telekomunikacyjnym i bankowym. W tym obszarze polski rynek jest bardzo atrakcyjny - jest duży, a potrzeby odbiorców wciąż rosną.

Co prawda wcześniej nie mieliśmy w Polsce klientów, ale produkcja odbywała się zawsze tutaj. Z czasem, gdy rynek polski urósł, pojawiła się na nim dostatecznie duża liczba odbiorców, mogliśmy przenieść firmę do Polski. W Finlandii pozostał tylko oddział handlowy, chociaż spółka polska jest własnością spółki fińskiej. Obecność w Finlandii jest dla nas ważna ze względu na aspekt bezpośredniego dostępu do wiedzy i informacji w kolebce technologii mobilnych. A one są właśnie domeną naszej działalności. Wytwarzaniem naszych produktów zajmują się jednak polscy specjaliści.

Co przesądziło o tym, że to właśnie Szczecin został wybrany na siedzibę centrali firmy?

Szczecin ma kilka bardzo ważnych atutów, być może niedocenianych z perspektywy centrum kraju. Przede wszystkim infrastruktura transportowa - łatwa dostępność dużego huba lotniczego w Berlinie - jest nie do przecenienia. Sprawne połączenia lotnicze mają kluczowe znaczenie dla prowadzenia działalności w branży IT w wymiarze globalnym. Do tego dochodzi bardzo dobra sieć dróg - wystarczy wyjechać tuż za granicę z Niemcami, by znaleźć się na autostradzie.

Szczecin skazany jest na sukces ze względu na swe geopolityczne położenie. Oprócz dobrej dostępności infrastruktury komunikacyjnej, jego niezwykłym atutem jest też wielka żywotność rynku małych i średnich przedsiębiorstw. Wiele z nich stanowi zaplecze usługowe dla pobliskiego Berlina. Branża usługowa przeżywa zaś obecnie wielki i szybki rozwój. To ożywia konkurencję, mobilizuje do aktywności gospodarczej, do poszukiwania nowych, innowacyjnych rozwiązań, zachęca ludzi do podnoszenia kwalifikacji i poszerzania wiedzy.

Nie bez znaczenia dla perspektyw rozwojowych Szczecina jest też możliwość zatrudnienia dobrych fachowców opuszczających mury szczecińskich uczelni.

Mówi się, że mamy w Polsce bardzo dobrych informatyków. W jakim stopniu ich kwalifikacje są zachętą do lokowania biznesu IT w naszym kraju?

To prawda, Polska jest krajem wysoko wykwalifikowanej kadry specjalistów od IT. Zaczyna nam jednak brakować informatyków. Zniesienie obowiązkowej matury z matematyki nie było bez znaczenia dla tej sytuacji. Może, paradoksalnie, rynek jest przez to ciekawszy, bo firmy muszą konkurować między sobą o specjalistów nie tylko wysokością wynagrodzenia, ale też innymi zachętami, np. możliwością dostępu do najnowszych technologii. Sytuacja u nas staje się podobna pod tym względem do sytuacji na innych rynkach światowych. Fenomenem jest tu Nokia, która w Finlandii jest synonimem sukcesu. Jej legenda i pozycja na rynku jest tak silna, że wszyscy chcą tam pracować, zwłaszcza młodzi ludzie.

Jakie widzi Pan możliwości zaradzenia odpływowi młodych Polaków od technicznych kierunków kształcenia?

W naszej firmie myślimy z wyprzedzeniem co najmniej 5-10 lat. Widzimy w tej perspektywie duże zagrożenie związane ze zmniejszającą się liczbą studentów studiów informatycznych, czy, nawet szerzej, politechnicznych. Będziemy podejmować różne działania animacyjne, by zachęcać młodzież do kształcenia się na kierunkach związanych z technikami informacyjnymi, a także przekonywać młodych ludzi do pozostawania w kraju.

Uruchomiliśmy już specjalny program stypendialny, który służy wspomaganiu studiowania informatyki zarówno na uczelniach polskich, jak i zagranicznych. Z pomocy tej skorzystało już kilka osób. We współpracy z Uniwersytetem Szczecińskim rozpoczęliśmy cykl wykładów w ramach Otwartego Uniwersytetu Javy. Chcemy w ten sposób zebrać ludzi, którzy mieli już styczność z technikami komputerowymi, z informatyką, ale z różnych względów studiują na innych kierunkach. Wiele z tych osób chciałoby się z pewnością przekwalifikować. Badamy, jaki jest potencjał wiedzy i zainteresowań technicznych na innych kierunkach studiów. Chętnych do zmiany zawodu będziemy kształcić w nowych umiejętnościach.

Czy szanse na zmianę profilu zawodowego w stronę specjalizacji IT mają też studenci studiów humanistycznych, społecznych?

Myślę, że ekonomista czy dziennikarz mogą wnieść do branży IT nowe, cenne wizje i pomysły. Podstawą bycia dobrym informatykiem jest zdolność do abstrakcyjnego myślenia. Humaniści, którzy ją mają, też mogą być dobrymi informatykami. Będziemy jednak chcieli jako firma w przyszłości korzystać z wiedzy i umiejętności samych socjologów. Mogą być dobrymi konsultantami w sprawie funkcjonalności oferowanych przez nas rozwiązań. Patrząc na produkty IT z punktu widzenia użytkownika, mogą nam powiedzieć, czego ludzie naprawdę potrzebują, co jest im naprawdę potrzebne. Dysponując taką wiedzą, będziemy mogli lepiej dopasować własną ofertę do rzeczywistych oczekiwań i potrzeb naszych odbiorców. Dzisiaj nierzadko jest tak, że ktoś wprowadza na rynek nowy program dla mobilnych handlowców, a oni i tak potem z niego nie korzystają, dalej robiąc zestawienia na kartce papieru. Aby uniknąć takich sytuacji, będziemy szukać coraz większej synergii między różnymi specjalnościami i dziedzinami wiedzy.


TOP 200