Badania są bardziej opłacalne

Z prof. Henrykiem Skarżyńskim, dyrektorem Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu, rozmawia Andrzej Gontarz.

Z prof. Henrykiem Skarżyńskim, dyrektorem Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu, rozmawia Andrzej Gontarz.

Zespół Telezdrowia udowodnił, że i w Polsce jest możliwe łączenie osiągnięć naukowych z praktycznie użytecznymi zastosowaniami. Czy zamierzacie Państwo pokusić się o sukces rynkowy?

Nasze rozwiązania można by z pewnością potraktować jako produkt rynkowy. Prosta sprzedaż jest, jednak, dla nas nieopłacalna. O wiele bardziej interesowałaby nas możliwość udostępnienia systemu do przeprowadzenia badań epidemiologicznych na dużą skalę w zamian za ich wyniki. Zwykły handel przyniesie nam zdecydowanie mniej korzyści niż możliwość wykorzystania w przyszłości danych porównawczych z różnych części świata.

Mamy pomysł, by przygotować program badań epidemiologicznych dla całej Europy. Chcielibyśmy, aby były one finansowane z funduszy Unii Europejskiej. Prowadzimy rozmowy z potencjalnymi partnerami w firmach i ośrodkach naukowo-badawczych. Przygotowywane są poszczególne wersje językowe. Trwają także rozmowy z przedstawicielami Mayo Clinic w Rochester na temat wspólnego programu badań przesiewowych w Stanach Zjednoczonych.

Jakim celom mogłyby te dane służyć?

Miałyby duże znaczenie dla prac badawczych. Dysponując rozległą, reprezentatywną bazą danych, można by uzyskać wiele cennych informacji służących jako podstawa podejmowania stosownych decyzji. Na podstawie otrzymanych wyników można przedstawiać różnego rodzaju propozycje czy wnioski, np. dla WHO, ONZ czy rządów poszczególnych krajów. Można sporządzać raporty, analizy, zestawienia. Dostęp do takiej wiedzy umożliwia jej różnorodne przetwarzanie.

Taki potencjał informacyjny może służyć doskonaleniu metod diagnozowania, leczenia i rehabilitacji. Poprzez rozpowszechnianie naszego produktu chcielibyśmy pokazać światu potencjał naszej myśli medycznej i poziom usług medycznych w Polsce. Chcemy przedstawiać się jako ci, którzy potrafią dobrze leczyć i zajmować się rehabilitacją. W przyszłości promocja poprzez serwis internetowy może przynieść bardzo wymierne korzyści. Liczymy na to, że przysłuży się przyciągnięciu pacjentów z Europy. Jeżeli ktoś zetknie się w sieci z informacją o nas i wykona sobie badania, być może zastanowi się także, czy nie skorzystać z naszej oferty leczenia. Nikt od razu nie przyjedzie z Niemiec lub Holandii na jednorazowe badanie. Jeżeli zaś nastawi się na długotrwałą i kosztowną rehabilitację, to już dzisiaj jesteśmy bardzo konkurencyjni. To przyniesie nam większy zysk, niż gdybyśmy teraz szybko sprzedali nasz program.

Neil Postman zarzuca lekarzom, że są coraz bardziej ubezwłasnowolnieni przez technikę medyczną...

Kiedyś lekarz miał do dyspozycji bardzo mało środków technicznych. Z konieczności więc długo i dokładnie badał pacjenta. To było potrzebne do zebrania niezbędnych informacji. Pacjent miał poczucie, że lekarz się nim rzeczywiście zajmuje. Dzisiaj wielu lekarzy skupia uwagę przede wszystkim na wynikach specjalistycznych badań. Kontakt z pacjentem ogranicza się w takim przypadku do wypisania pliku skierowań do laboratoriów. Jeżeli rozwój medycyny będzie szedł tylko w tym kierunku, nie będzie to dobrze wróżyło sztuce lekarskiej. Komputery działają algorytmicznie. Nie zwrócą one uwagi na objawy niepokojące, ale nie zaprogramowane w parametrach badania. Wiele cennych informacji przesądzających o wyborze metody leczenia mogą dostarczyć odpowiedzi na dodatkowe pytania zadane pacjentowi, analiza jego zachowań, sposobu postępowania itd. Aparatura nie zastąpi wiedzy lekarza, wyniki badań nie zastąpią rozmowy z pacjentem i wywiadu. Trudno jednak byłoby dzisiaj myśleć o skutecznym leczeniu bez wsparcia ze strony technologii.

Czy kierowanie pacjentów na badania nie wynika też z asekuracji lekarzy?

Ten problem najbardziej widoczny jest w Stanach Zjednoczonych. Został on jednak w dużym stopniu wywołany przez prawników. Pracując pod stałą presją procesów sądowych, lekarze robią wszystko, by nie można im było niczego zarzucić. W USA jest mnóstwo szczegółowych standardów, do których lekarz musi się stosować, inaczej może być oskarżony o błąd w sztuce. Dlatego lekarze amerykańscy tak bardzo obwarowują się badaniami, odwołują się do technik medycznych. To jest, moim zdaniem, wypaczenie. Nam to na razie nie grozi, chociażby ze względu na sytuację ekonomiczną. Naszego systemu opieki zdrowotnej nie stać na tak liczne badania specjalistyczne.

Jakie efekty przynosi dzisiaj stosowanie systemów telemedycznych?

Przede wszystkim jest to wykreowanie postaw prozdrowotnych. Mając łatwy dostęp do informacji, uczymy się, jak zachowywać się racjonalnie. Wiemy, co mamy w danej sytuacji zrobić, gdzie powinniśmy się zgłosić ze swoimi problemami, jakie objawy świadczą o konieczności udania się do lekarza. Zarówno pacjenci, jak i lekarze mają dostęp do wiedzy o różnorodnych możliwościach leczenia. Nie muszą być zdani tylko na jedną metodę lub decyzję jednej osoby. Dlaczego od razu stosować drogi aparat słuchowy, gdy równie skuteczne mogą być inne, prostsze sposoby rozwiązania problemu? Mając dostęp do informacji, można do nich dotrzeć.

Czy coraz większa wiedza pacjentów nie będzie odbierana przez lekarzy jako zagrożenie ich pozycji?

To bardzo dobrze, że pacjenci wiedzą coraz więcej. To bardzo ułatwia nam, lekarzom, zadanie. Od porozumienia lekarza z pacjentem mogą w dużym stopniu zależeć efekty kuracji. Pacjent może łatwiej podporządkować się zaleceniom lekarza, zrozumieć potrzebę zmiany swoich nawyków. Dzisiaj inaczej rozmawia się z pacjentami. Zadają oni bardziej konkretne pytania, bardziej świadomie reagują na uwagi lekarza. Łatwiej jest uzasadnić wybór metody leczenia czy przekonać do sprzyjających terapii zachowań. Ludzie już nie boją się pójść do szpitala na operację czy poddać się zabiegowi. Szerokie informowanie społeczeństwa jest potrzebne. Dużą rolę odgrywają w tym zakresie mass media. Wiedza pozwala obalać stereotypy, zwalczać fałszywe przekonania. I o to właśnie chodzi. To leży w obopólnym interesie pacjentów i lekarzy.


TOP 200