Pokusa przeciętności

Odtrąbiono już zwycięstwo wiedzy i kreatywności we współczesnym przedsiębiorstwie, ale osłabienie gospodarcze znowu przyniosło zwątpienie, czy gorszych czasów nie lepiej przetrwać z gronem pracowników może miernych, ale tanich i pokornych.

Odtrąbiono już zwycięstwo wiedzy i kreatywności we współczesnym przedsiębiorstwie, ale osłabienie gospodarcze znowu przyniosło zwątpienie, czy gorszych czasów nie lepiej przetrwać z gronem pracowników może miernych, ale tanich i pokornych.

Nikt, oczywiście, nie kwestionuje potrzeby uczenia się pracowników i menedżerów, podnoszenia kwalifikacji, pełnego wykorzystywania zmysłu twórczości, dążenia do wszechstronności i mobilizacji korporacyjnej wiedzy na każde zawołanie rynku. W dalszym ciągu panuje tyrania nie tylko dyspozycyjności, ale też innowacyjności albo chociaż pomysłowości. I słusznie. Wszak wiedza jest potęgą, a człowiek podobno wykorzystuje zaledwie ułamek swojego potencjału intelektualnego. Odpowiednia motywacja i przyjazne okoliczności mogą wyczarować cuda z rozumu, oczywiście, cuda na ludzką miarę. Mogą przynieść przedsiębiorstwu nowe patenty na większą sprawność, większą oszczędność, większą rentowność, a klientom lepsze zaspokojenie potrzeb. We współczesnej gospodarce inny kapitał jest podobno bardziej dostępny niż wiedza i wola człowieka. Wątpię, czy polscy przedsiębiorcy tak szybko zgodzą się z tym twierdzeniem, popularnym w krajach rozwiniętych. Ale rzeczywiście o pieniądzach przynajmniej wiadomo, gdzie są i jakim regułom podlegają, a ludzka twórczość chodzi niezbadanymi ścieżkami. Pobudzając ludzi do wysiłku i podnosząc ich kompetencje, zyskuje się kapitał niepodobny do żadnego z konkurentów, bo ich ludzie wymyślą zapewne coś innego.

Ale demony recesji przyniosły zwątpienie, czy prawo pierwszeństwa wiedzy, twórczości i talentu działa zawsze, czy może są to jednak czasy, kiedy lepiej skupić w firmie pracowników może niezbyt twórczych, ale pokornych, mało wymagających, tanich. Tu nie chodzi tylko o mniejsze wynagrodzenia, które trzeba im zapłacić, choć to też ma niebagatelne znacznie. Bardziej liczy się to, do czego najwyżsi szefowie nie przyznają się głośno. Bo o cięciach w zarobkach mówią głośno i bez żenady, ot po prostu obiektywna konieczność. Najlepsi pracownicy, nie dość że dużo zarabiają, to jeszcze stanowią wyzwanie dla swoich zwierzchników, ponieważ mają pomysły. A pomysłami trzeba zarządzić: wybrać te do realizacji, przykroić do nich strategię firmy, zadbać o fundusze, odpowiednio poinformować rynek i partnerów, uhonorować pomysłodawcę. Twórczy pracownik wymaga lepszego zarządzania firmą niż pracownik mierny. Ból ich zwierzchników polega na tym, że oni nie są w stanie nadążyć za takim pracownikiem. Nie dlatego że są głupsi, mniej inteligentni lub mają złą wolę. Po prostu pracownicy działają zawsze jako indywidualni ludzie, a im bardziej są utalentowani, tym są większymi indywidualistami. Czerpią ze swoich wewnętrznych zasobów i recesja nic nie zmienia w ich sposobie działania i myślenia, w ich kreatywności. Tymczasem menedżerowie z natury swojej profesji muszą być zdecydowanie bardziej społeczni. Oni myślą całą organizacją, całą firmą. W czasach trudności gospodarczych ma to i taką konsekwencję, że muszą dużo zmienić w swoim myśleniu i działaniu, posiąść nową wiedzę i przywyknąć do jej używania. Dlatego nie mogą szybko i zadowalająco odpowiedzieć na postulaty swoich najlepszych ludzi. Odczuwają większą bliskość raczej z tymi pracownikami, którzy są przeciętni, zagubieni i pokorni, niż z najlepszymi, którzy stawiają im wymagania jak gdyby nigdy nic. W gorszych czasach ujawnia się wielki roz- dźwięk między najwyższą kadrą menedżerską a utalentowanymi, twórczymi ludźmi, któremu nikt tak naprawdę nie jest winien. Pracownicy zarzucają szefom, że nie działają dość mądrze i dynamicznie, a szefowie zarzucają im lekkomyślność i egoizm.

Tego konfliktu nie da się uniknąć. Ale nie można mu się poddać. Nie można postawić na przeciętność tylko dlatego że jest tania i pokorna. Nie można potępiać szefów za to, że nagle ich wiedza okazała się niewystarczająca i muszą przejść przyspieszony kurs zarządzania w czasach burzliwych. W złych czasach obie strony konfliktu powinna obowiązywać przekorna solidarność, polegająca na niepozwalaniu, aby dynamika dziejów podzieliła ludzi stworzonych do współpracy.


TOP 200