Wydanie 29-2001,
13 sierpnia 2001
Wiadomości
Technologie
Zarządzanie
Konteksty
Online
Punkt widzenia
''Pat, czyli remake'
Jest kilka szkół wychodzenia z kryzysu. Jedna z nich twierdzi, że do żadnych błędów przyznawać się nie należy, bo to oznaka słabości, a słabych pożerają. Inna - wręcz przeciwnie - uważa, że za każdy błąd należy przepraszać do trzeciego pokolenia włącznie, stosując wory pokutne oraz popiół. Osobiście jestem za umiarkowaniem, ale i za przyzwoitością. Jak się nabroiło, to trzeba po sobie posprzątać. Przed wakacjami napisałem felieton Złota małp(k)a, a w nim obficie cytowałem Polską Agencję Prasową. W dniu ukazania się mego tekstu na łamach CW otrzymałem list od najbardziej zainteresowanego, czyli administratora sieci z nazwiska wymienionego w komunikacie.
Poranne obrządki
Zauważyłem, że w ciągu ostatnich dwóch lat moje życie zawodowe uległo niesamowitej stabilizacji. Niemal jak koń w zaprzęgu trafiam prawie po omacku na stanowisko pracy i wykonuję każdego dnia te same rutynowe czynności. Część obligatoryjna obrządku informatycznego trwa niespełna pół godziny, po czym zaczyna brać górę obudzona do życia fantazja artysty - programisty. Jak widać, potrafiłem tak wysoce zautomatyzować procesy i na tyle zapewnić bezawaryjność używanych systemów, że miast mitrężyć cały dzień pracy na walkę z materią komputerową, poświęcam temu zadaniu skromną dawkę czasu - ku uciesze wszystkich, a zwłaszcza mojej.
W czasie przeznaczonym na twórczość dowolną zwykłem wymyślać sobie zadania różne, aczkolwiek zawsze przyświecała mi idea stałego rozwoju, poznawania nowych rozwiązań czy konstruowania własnych. Staram się tym sposobem uniknąć przekwalifikowania do rangi rzemieślnika - informatyka, czyniącego sprawnie i dobrze, jednakże bardzo monotonnie.