@lgorytmiczne społeczeństwo - cz. II

W inteligentnym domu mieszkali sobie nieinteligentni domownicy - tak w dużym skrócie może wyglądać wizja przyszłości podyktowana zakładanym rozwojem intelektu maszyn.

W inteligentnym domu mieszkali sobie nieinteligentni domownicy - tak w dużym skrócie może wyglądać wizja przyszłości podyktowana zakładanym rozwojem intelektu maszyn.

Co wynika z rozważań zamieszczonych w poprzednim numerze Computerworld? Ano to, że coraz bardziej inteligentne narzędzia będą wymagać od rosnącej rzeszy ludzi mniejszego wykorzystania własnej inteligencji.

Jestem daleki od stwierdzenia, że staniemy się hybrydami bioelektronicznymi z wdrukowanymi kodami kreskowymi (to byłby pełny tryumf algorytmu). Bez wątpienia jednak imperatywem cywilizacyjnym staje się technicyzacja przetrwania widoczna w tym, co nazywam numeryzacją człowieka przez PIN-y.

Locus of control będzie się przesuwać wyraźnie na zewnątrz nas do pozaindywidualnych ośrodków sterowania. Sztuczna inteligencja ułatwi nam codzienność, ale to będzie dalsza produkcja algorytmów. Jaki będziemy mieć udział w zarządzaniu inteligentnym domem? Boję się, że im bardziej dom będzie inteligentny, tym mniej inteligentni będą domownicy. Wspomniana technicyzacja przetrwania wymaga od nas coraz więcej kompetencji cywilizacyjnych, ale mniej duchowości. Ten typ kultury staje się coraz cieńszym werniksem na grubej i coraz bardziej wychodzącej na wierzch warstwie popędowej, do której odwołuje się dziś kultura popularna.

Nowy cyfrowy podział

Zdaniem skrajnych pesymistów rozwój cywilizacji informatycznej jest wyścigiem między programistami, którzy wytwarzają coraz łatwiejsze programy użytkowe dla idiotów, a światem produkującym coraz lepszych gatunkowo idiotów. Można zatem powiedzieć, że era informatyczna tym się różni od kamienia łupanego, że wtedy człowiek nie używał inteligentnych narzędzi, więc sam musiał być mądrzejszy. Mówi się dzisiaj o barbarzyńcach, że mieli wiedzę przedrefleksyjną, ale dygitariat (który wklepuje w klawiaturę tryliony bitów codziennie) zapewne stanowić będą już ludzie z wiedzą postrefleksyjną. Wiedza refleksyjna już była - jej szczyt stanowiły Odrodzenie i Oświecenie, zaś barbarzyńcy i dzicy były społeczeństwami wiedzy - żeby przetrwać, musieli się nauczyć całego dorobku swej kultury.

Czy w przyszłości - w epoce on-of-push button, user friendly technologies and idiotencamera - będzie można mówić o społeczeństwie wiedzy? Społeczeństwo wiedzy trzeba więc widzieć w kontekście historycznym: coraz mniej wiedzy przyswojonej przez jednostkę w relacji do ogólnej wiedzy. Wiedza członka społeczeństwa nowoczesnego i ponowoczesnego to wiedza zmaterializowana w wiedzy innych ludzi: w narzędziach, książkach, inteligentnych narzędziach. Szczytem takiej kumulacji wiedzy w narzędziu są usługi sieciowe (web services), czyli zautomatyzowane programy realizacji zadań na zasadzie kontraktowej przez wyspecjalizowane moduły aplikacyjne.

Istotne jest zatem pytanie, jak długo technologie produkujące te algorytmy mogą przyspieszać bez końca. Prawo Moore'a powiada, że moc komputerów podwaja się co 18 miesięcy, a moce intelektualne człowieka rosną nieporównanie wolniej. I to jest moim zdaniem prawdziwy digital divide nadchodzącej epoki. Coraz mniejsza liczba ludzi będzie programować algorytmy coraz większych mas. Każda nowa generacja technologii wypiera ludzi w coraz wyższe rewiry intelektualne, ale tych ludzi będzie coraz mniej, a przybywać będzie "głupszych od komputera". Ci pierwsi to będzie kognitariat (i zarazem profitariat).

Miliony użytkowników końcowych w coraz mniej świadomy sposób będą się posługiwać informacjami. Informacje przesuwają się ze sfery świadomego przetwarzania i podejmowania decyzji, a więc twórczości (wartości dodanej) w sferę gotowych algorytmów rządzących zachowaniami. W erze mechaniki maszyna zastąpiła człowieka wszędzie tam, gdzie praca ludzka została zalgorytmizowana i stała się rutynowa: pralka zastąpiła praczkę, siewnik - siewcę, koparka - kopacza, maszyna tkacka - tkacza. W nadchodzącym pokoleniu dokona się coś analogicznego w sferze rutynowej pracy umysłowej, którą da się zalgorytmizować. To zapowiada rewolucję w urzędach, choć znając podatność na zmiany nieruchawej administracji publicznej, należy się spodziewać, że wcześniej nastąpi to w administracji biznesu.

Inteligencja ludzka będzie potrzebna głównie do "uczenia", czyli programowania komputerów, a te będą uczyć i programować masy ludzkie. Natomiast zanosi się na to, że masa informatyków może podzielić los praczek: zanosi się na ciężkie czasy dla sysopów czuwających nad systemami biznesowymi, kiedy upowszechni się oprogramowanie autonomiczne (szerzej podejmował ten temat na tych łamach Przemysław Gamdzyk), które samo się będzie naprawiać i regenerować jak żywy organizm.

Spłaszczanie struktur

Procesy te przyniosą dalszą dehierarchizację struktur. Będzie to istotna zmiana społeczna: w społeczeństwie przemysłowym partie polityczne, dziennikarze, nauczyciele, księża, popularyzatorzy nauki czy nawet sklepikarze pomagali nam - jako obywatelom, konsumentom i indywiduom - dokonywać wyborów i analizować je. Te instytucje odgrywały rolę filtrów informacyjnych, kontrolowały strumień dóbr materialnych i symbolicznych kierowanych do odbiorcy przez cenzurę, redagowanie, selekcję; wielu wśród nich stanowiły autorytety, którym zawierzaliśmy.

Z każdym nowym supermarketem czy przybytkiem fast food zmniejszała się liczba pośredników. Dotyczyło to w jeszcze większym stopniu społeczeństwa informacyjnego, w którym następuje także redukcja ogniw pośrednich: informacyjny konsument, mając dostęp do sieci w "domowym centrum informacji i rozrywki", sam komunikuje się ze źródłem, co oszczędza kosztów producentom (nie trzeba płacić za "hurt informacji"). Uczymy się w domu, coraz częściej kupujemy z domu, nawet głosować będziemy w domu. W ten oto sposób użytkownik przejmuje kontrolę nad aktem komunikacji, tworzy sobie własne kanały tematyczne, operuje pilotem TV (homo zappiens), set-topem, staje się nadawcą i odbiorcą jednocześnie (sendceiver).


TOP 200