Zyskowna metamorfoza

Reaktywacja serwisu BillBird jako sieci płatności Moje Rachunki to jeden ze sposobów na to, jak uratować internetowy biznes.

Reaktywacja serwisu BillBird jako sieci płatności Moje Rachunki to jeden ze sposobów na to, jak uratować internetowy biznes.

BillBird - właściciel sieci płatności gotówkowych Moje Rachunki - jest jednym z zaledwie trzech projektów funduszu Internet Investment Fund (IIF), którym udało się przetrwać do dziś. Jedynym, które ma realne szanse na odniesienie sukcesu. W roku 2001 BillBird próbował zainteresować rynek elektroniczną usługą prezentacji i płatności rachunków w Internecie (Electronic Bills Presentment & Payment). Pomysł był prosty.

Papierowe rachunki klientów serwisu miały być przesyłane przez ich wystawców do BillBird, tam skanowane i prezentowane klientom na stronie internetowej, gdzie ci mieli możliwość ich akceptacji i uruchomienia w ten sposób procedury płatności.

Niestety, zainteresowanie wystawców rachunków i ich odbiorców okazało się niewielkie. Czy serwis był za drogi? Niewygodny w użyciu? Zbyt mało było w Polsce internautów? Wystawcy rachunków okazali się niechętni nowym formom płatności? A może po prostu serwis nie rozwiązywał żadnego istotnego problemu?

Ta ostatnia hipoteza jest chyba najbliższa prawdy.

Rafał Styczeń prezes BillBird i współzałożyciel Internet Investment Fund

Rafał Styczeń prezes BillBird i współzałożyciel Internet Investment Fund

"Rozmawiałem wówczas z prezesem STOEN-u, próbując przekonać go, aby jego firma została partnerem serwisu Moje Rachunki. Ten zaprowadził mnie do sali kasowej. Przed okienkami stały długie kolejki klientów, cierpliwie czekających na to, aby zapłacić za energię i gaz bez prowizji pobieranej przez pocztę czy bank. To był prawdziwy problem STOEN-u, który od dawna chciał zamknąć oddziały kasowe. Internet nie był jednak rozwiązaniem" - mówi Rafał Styczeń, prezes BillBird i współzałożyciel Internet Investment Fund. "Gdybyśmy mogli rozwiązać ten problem, STOEN natychmiast rozpocząłby z nami współpracę" - dodaje.

Rafał Styczeń zrozumiał wówczas, że jego firma ma szansę na sukces, jeśli zaoferuje tanią, wygodną i powszechną metodę płatności gotówkowych. Wcześniej BillBird próbował zaoferować coś, co dla większości osób nie było odróżnialne od bankowości internetowej. Usługę, która rozwiązywała może 1% problemów płatników, a wystawcom nie oferowała w zasadzie żadnych korzyści. Przez rok - dzięki dziesiątkom bezowocnych rozmów z wystawcami rachunków - zarząd firmy zrozumiał jedną rzecz, w Polsce 90% ludzi płaci rachunki gotówką. Większość z owych rachunków jest płacona na poczcie, która pobiera prowizję w wysokości 3,50 zł. Pozostałe osoby szukają oszczędności, płacąc w oddziałach kasowych wystawców rachunków. To, co musiał zrobić BillBird, aby zdobyć ten rynek, to stworzyć instytucję równie dostępną dla klienta jak poczta i tanią jak oddziały kasowe.

Szczęśliwy styczeń

"Wiedzieliśmy już, że kluczowa jest wiarygodność i jeśli chcemy pozyskać takich wystawców rachunków jak STOEN czy Telekomunikacja Polska, to musimy nawiązać współpracę z bankiem" - mówi Rafał Styczeń. Pierwszym i ostatnim bankiem, z którym rozmawiał BillBird, był BRE Bank w osobie Sławomira Lachowskiego, kierującego mBankiem i MultiBankiem. BRE zainwestował w BillBird, który zyskał zarówno wiarygodność, jak i fundusze niezbędne do uruchomienia nowej działalności. Nowy inwestor postawił wyraźne cele, których niespełnienie w nakreślonym horyzoncie czasowym oznaczało dla IIF utratę posiadanych udziałów w firmie.

We wrześniu 2002 r. w jednym ze śląskich hipermarketów Hypernova stanął pierwszy terminal umożliwiający opłacanie rachunków w kasie sklepu. Pierwszy zapłacono rachunek telefoniczny sieci Plus GSM. Do końca 2002 r. trwały kolejne wdrożenia testowe. W styczniu 2003 r. rachunki można było opłacić w kilkunastu punktach w całej Polsce. Rok później liczba punktów przekroczyła 1300. W styczniu 2004 r. z możliwości opłacenia rachunków w hipermarketach, supermarketach i na stacjach benzynowych skorzystało 270 tys. osób, którzy spłacili zobowiązania na kwotę 30 mln zł. Był to też pierwszy miesiąc, który firmie udało się zamknąć zyskiem operacyjnym. "Oczywiście, taka forma płatności jest wygodniejsza dla wielu klientów niż chodzenie na pocztę, ale przy tym poziomie zamożności społeczeństwa nie moglibyśmy liczyć na jakikolwiek sukces, gdybyśmy nie zaproponowali ceny niższej niż 3,50 zł na poczcie" - opowiada Rafał Styczeń.

Do końca 2004 r. w sieci Moje Rachunki ma działać ponad 4000 punktów.