Zweryfikowani przez rynek

Trudności w okresie transformacji systemowej mają tylko najgorsi. Dotyczy to również osób poszukujących pracy. Dobrzy poradzą sobie niemal zawsze, najlepsi - zwłaszcza w trudnych sytuacjach - zostają z reguły naprawdę docenieni. Nadszedł wreszcie czas, gdy liczy się fachowość i konkretna wiedza. Te wartości bardzo szybko potrafi zweryfikować rynek.

Trudności w okresie transformacji systemowej mają tylko najgorsi. Dotyczy to również osób poszukujących pracy. Dobrzy poradzą sobie niemal zawsze, najlepsi - zwłaszcza w trudnych sytuacjach - zostają z reguły naprawdę docenieni. Nadszedł wreszcie czas, gdy liczy się fachowość i konkretna wiedza. Te wartości bardzo szybko potrafi zweryfikować rynek.

Takiego zdania jest Tomasz Domański, dyrektor Francusko-Polskiego Instytutu Zarządzania, który nowoczesnymi metodami interakcyjnymi, przy pomocy komputerów, szkoli fachowców od marketingu i kierowania zespołami ludzkimi w warunkach gospodarki rynkowej.

Dyrektor Tomasz Domański widzi wielką przyszłość dla informatyki i elektroniki. Problemem jest brak odpowiedniej infrastruktury i wysokiej klasy specjalistów. Zapotrzebowanie na nich stale rośnie, ale zatrudnienie znajdą tylko prawdziwi fachowcy, znający praktyczne zastosowanie systemów komputerowych, zasady marketingu, bankowości i obowiązkowo obce języki; najlepiej francuski i angielski.

Co do kolejności języków, można by polemizować, ale z resztą wywodów dyrektora Domańskiego trzeba się zgodzić. Potwierdzają je w całej rozciągłości przedstawiciele firm, które mają renomę atrakcyjnych miejsc pracy.

W plebiscycie Międzynarodowego Stowarzyszenia Studentów Nauk Ekonomicznych i Handlowych AIESEC, na najatrakcyjniejsze miejsce pracy, w konkurencji firm zagranicznych, drugie miejsce zajął IBM. Pisaliśmy o nim w poprzednim numerze. Natomiast w konkurencji krajowej, firmy komputerowe nie były tak wysoko klasyfikowane. Najwyższe, ale dopiero 13 miejsce, zajął Soft-tronik. Firma niezwykle dynamiczna, choć jej macierzyste biura działają na polskim rynku zaledwie dwa lata. W ub. roku obroty Soft-tronika w Polsce wyniosły ok. 40 mln USD.

Team Soft-tronika, odnoszący spore sukcesy na środkowoeuropejskim rynku, liczy tylko 230 osób. Mówi o nich jeden z menedżerów firmy, Tomasz Kręglewski:

"Zatrudniamy ludzi młodych i pełnych zapału, którzy jednak mają odpowiednie przygotowanie merytoryczne. Zdajemy sobie sprawę, że uczelnie w Polsce nie przygotowują pełnych fachowców, z różnych zresztą względów. Brakuje im przede wszystkim odpowiedniego wyposażenia, a i programy nauczania są przestarzałe. Na początku więc staramy się stworzyć nowym pracownikom warunki do uzyskania praktycznych doświadczeń i potrzebnej wiedzy. Mamy trzy ośrodki szkoleniowe (Warszawa, Wrocław, Gdańsk), autoryzowane przez firmy The Santa Cruz Operation i Novell. Dyplomy wydawane przez nas osobom kończącym kursy są honorowane na całym świecie. Dotychczas przeszkoliliśmy kilkuset informatyków, pracujących w różnych dziedzinach gospodarki narodowej Polski. Ostatnio prowadzimy cykl szkoleń dla pracowników Urzędu Rady Ministrów.

Swoim pracownikom stwarzamy warunki najlepszego wykazania się swoja wiedzą i szybkiego zaadaptowania się w środowisku. Sprzyja temu przejrzysta struktura firmy; obowiązują partnerskie zasady współdziałania wszystkich naszych oddziałów.

Mimo iż dbamy o stabilność załogi i z nikogo lekkomyślnie nie rezygnujemy, to zdarza się, że ktoś nie jest w stanie sprostać wymaganiom stawianym przez firmę. Dobitnie to wykazują efekty wymierne jego pracy, m.in. ekonomiczne i wówczas następuje moment rozstania, których na szczęście jest niewiele".

Nie mogłem, niestety, dowiedzieć się jakie warunki finansowe stwarza swoim pracownikom Soft-tronik. Są one oczywiście "atrakcyjne" i "zindywidualizowane", ale te ogólniki niewiele mówią. Jest to swoista specyfika naszego rynku pracy, że o zarobkach mówi się tylko "w cztery oczy" między pracodawcą i pracownikiem. Jakże na tym tle jaśnieje przykład amerykański, gdzie podano do publicznej wiadomości, że nowo przyjęty szef IBM, Louis V. Gerstner - junior otrzyma pensję roczną w wysokości 3,5 mln USD; trzy razy wyższą niż jego poprzednik. Wynika z tego, że w USA ceni się "juniorów" i, że w pogłoskach o kryzysie IBM jest trochę przesady.