"Znowu Kalemu ukraść krowa"

Kiedy kilkanaście miesięcy temu zacząłem pisywać felietony do CW pod nadtytułem "Wyznania anarchisty", nie przyszło mi do głowy, że niedługo znajdę się w doborowym towarzystwie dużej części społeczeństwa. Jednakże ostatnie wypowiedzi ministra finansów jednoznacznie klasyfikują myślących Polaków jako oszustów, niszczących swoje państwo. Czyli anarchistów! Wprawdzie główny księgowy firmy pod nazwą Rzeczpospolita nie użył słowa "anarchiści", lecz wszystkie epitety, którymi się posłużył, mają jednoznaczną wymowę, choć jest to anarchizm zbiorowy, wymuszony huśtawką przepisów.

Kiedy kilkanaście miesięcy temu zacząłem pisywać felietony do CW pod nadtytułem "Wyznania anarchisty", nie przyszło mi do głowy, że niedługo znajdę się w doborowym towarzystwie dużej części społeczeństwa. Jednakże ostatnie wypowiedzi ministra finansów jednoznacznie klasyfikują myślących Polaków jako oszustów, niszczących swoje państwo. Czyli anarchistów! Wprawdzie główny księgowy firmy pod nazwą Rzeczpospolita nie użył słowa "anarchiści", lecz wszystkie epitety, którymi się posłużył, mają jednoznaczną wymowę, choć jest to anarchizm zbiorowy, wymuszony huśtawką przepisów.

Szkoda tylko, że pan księgowy nie zauważył belki we własnym oku. Otóż, jako władający od dwu lat Ministerstwem Finansów, odpowiedzialny jest w sporej części za skandal z systemem Poltax. Notabene brak skutecznego systemu komputerowej rejestracji podatków może być jedną z głównych przeszkód w śledzeniu papierowych darczyńców oraz darbiorców. Zaś bałagan z nadawaniem numeru identyfikacji podatkowej jest wprost wzorowym przykładem pomroczności jasnej wśród urzędników państwowych. Wszyscy dorośli obywatele Polski są już przecież skatalogowani nie tylko w PESEL-u, lecz także w ZUS-ie, przydzielanie więc im trzeciego numeru jest wyjątkową rozrzutnością, nie podyktowaną rozsądkiem. Oczywiście ktoś tam na Świętokrzyskiej wykaże się efektownym sprawozdaniem z zakończenia procesu nadawania NIP-ów, lecz cała ta zabawa dzieje się za nasze, podatników pieniądze.

W ogóle państwo nie ma ostatnio dobrej passy, jeśli chodzi o ustalanie prawa. W branży komputerowej zaczęło się od prawa abolicyjnego, które usankcjonowało kradzież oprogramowania. Głównie zresztą przez państwo, jako jednego z większych użytkowników "nielicencjonowanego" towaru. Myślenie logiką Kalego jest w tym przypadku oczywiste - jak podatnikowi zabrało się jego własność, to dobrze, jak podatnik nie chce oddać części dochodów, to jest oszustem. Kiedy państwo nakłada absurdalne zobowiązanie testowania i sprawdzania najnowocześniejszych urządzeń, po to tylko, aby dostały państwowy certyfikat, gdy już będą wycofywane z rynku, to wtedy prawo jest stosowane "uczciwie". Także gdy wspomniany minister finansów po cichu podpisuje zmianę przepisów podatkowych, powodując, że małe firmy usługowe w branży komputerowej nie mogą już dłużej płacić korzystnego dla siebie ryczałtu. Fakt ten ukrywa się przez trzy tygodnie, nie publikując nowych przepisów, lecz jedynie rozsyłając je w postaci odbitek kserograficznych. Bałagan, jaki wynikł wskutek przeklasyfikowania działalności z ryczałtowej na podatkową, nikogo jednak nie obchodził rok temu w Ministerstwie Finansów. Prawo powielaczowe jest bowiem długoletnią tradycją w tym resorcie.

Można zastanowić się, czy w ogóle TAKIE państwo ma jakiekolwiek prawo do obrażania swoich obywateli ustami najemnych urzędników. To mniej więcj tak, jakby dyrektor zarządzający dużą spółką giełdową, np. Optimusem lub ComputerLandem, nagle oświadczył publicznie, że posiadacze akcji jego przedsiębiorstwa są nędznymi spekulantami, gdyż nie chcą dalej podtrzymywać wysokiej ceny akcji, choć dywidenda jest mała. Oczywiście sytuacja taka na giełdzie byłaby absurdalna i raczej spowodowałaby dalszy spadek ceny akcji firmy i w konsekwencji zmianę zarządu spółki. A przecież my wszyscy jesteśmy udziałowcami mimo woli w przedsiębiorstwie Polska z o.o. Jaka więc jest aktualna cena notowań NASZEJ firmy? Chyba jednak bardzo niska. A dywidendy na pewno nam nie wypłacą!