Złe wieści z rynku pracy

Mijający rok był dla pracodawców szokiem. Znalezienie dobrego pracownika graniczyło z cudem. Niestety, nic nie wskazuje na to, by sytuacja miała się poprawić.

Mijający rok był dla pracodawców szokiem. Znalezienie dobrego pracownika graniczyło z cudem. Niestety, nic nie wskazuje na to, by sytuacja miała się poprawić.

Jak wynika z danych portalu z ogłoszeniami Pracuj.pl za pierwsze trzy kwartały br., liczba ofert dla specjalistów IT rośnie co roku o kilka procent. W pierwszych trzech kwartałach br. na stronach portalu pojawiło się prawie 7700 ofert dla specjalistów z zakresu administracji IT, ponad 5300 dla programistów i 780 ofert dla specjalistów od e-commerce. Specjalistów IT szukają dziś wszyscy, począwszy od wielkich dostawców, przez duże instytucje finansowe, firmy telekomunikacyjne, po zakłady przemysłowe, a coraz częściej także firmy z sektora MSP. Co gorsza, nawet najwięksi i najbardziej renomowani pracodawcy mają problemy ze znalezieniem odpowiednich pracowników. Z czego wynikają kłopoty?

Najważniejszą przyczyną jest niż demograficzny z drugiej połowy lat 80., który sprawia, że na rynek pracy wchodzi coraz mniej młodych ludzi. Tymczasem zapotrzebowanie na pracowników nie słabnie. Problem dodatkowo pogłębia trwająca od pięciu lat masowa emigracja zarobkowa. Dotyczy ona w dużej mierze ludzi młodych, pozbawia więc przedsiębiorstwa dopływu młodych kadr, zwykle gotowych do ciężkiej pracy na poślednich stanowiskach w zamian za możliwość zdobycia pierwszych doświadczeń zawodowych.

Na lokalnym rynku pracy pozostali więc specjaliści z co najmniej kilkuletnim doświadczeniem oraz cała rzesza ludzi, którzy widzą szansę w zawodach około informatycznych, niestety nie mając ku temu żadnych kwalifikacji. Ci pierwsi mają już pracę, której zwykle nie muszą zmieniać, chyba że za znacząco większe pieniądze. To właśnie oni windują poziom zarobków na coraz to wyższy poziom.

Ci drudzy gotowi są do pracy za akceptowalną stawkę, byle tylko zdobyć pierwsze upragnione kwalifikacje. W Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych, które z problemem niedoboru pracowników IT niższego szczebla borykają się od dawna, przedsiębiorstwa wypracowały już metody szkolenia, które pozwalają na częściowe zaspokojenie potrzeb działów IT, zwłaszcza w zakresie wsparcia i prostej administracji. W Polsce podobne programy od lat rozwijają operatorzy. Być może sytuacja zmusi duże firmy z innych branż do pójścia w ich ślady.

Pracownik jak klient

Co jeszcze mogą zrobić pracodawcy? Najprostszą drogą jest dalsze windowanie wynagrodzeń. Niestety jest to ślepy zaułek. Zawsze bowiem znajdzie się ktoś, kto będzie skłonny zapłacić naszym pracownikom więcej niż my. Znacznie trudniejszym, ale efektywniejszym pomysłem są inwestycje w kulturę organizacyjną firmy. W świecie, w którym trwa wyścig płac, największą szansę na przyciągnięcie naprawdę wartościowych kandydatów mają ci, którzy zaoferują im coś więcej niż tylko konkurencyjne wynagrodzenie.

"Firmy muszą zrozumieć, że o pracownika muszą zadbać, tak samo jak o klienta" - mówi wprost Artur Kaźmierczak, dyrektor w dziale Human Capital firmy . Z wszystkimi tego faktu konsekwencjami, a więc wypracowaniem strategii w zakresie HR, planem komunikacji z personelem i kandydatami do pracy, badaniami opinii pracowniczej oraz ich odpowiednią segmentacją. Czasem oznacza to konieczność ingerencji w ich zakres obowiązków.

Jedna z dużych, amerykańskich firm logistycznych miała poważny problem wynikający z fluktuacji kierowców, podkupowanych przez konkurencję. Badania opinii wykazały, że jednym z czynników, który zniechęcał do podejmowania pracy w firmie, było to, że byli oni zmuszeni brać udział w załadunku ciężarówek, czego żaden kierowca na świecie nie robi chętnie. Wystarczyło zatrudnienie dodatkowej grupy pracowników odpowiedzialnych za załadunek, by problem zniknął.

Rehabilitacja outsourcingu

To przykład tylko pozornie odległy od IT. Być może już wkrótce w ramach tworzenia komfortowych warunków pracy firmy będą w pewnym stopniu dopasowywać zakres obowiązków do oczekiwań potencjalnych kandydatów do pracy. Podobnie jak w wyżej wymienionym przypadku, będzie to oznaczać zmianę strategii sourcingowej, poprzez wydzielenie zespołu nisko wykwalifikowanych pracowników, którzy będą realizować najbardziej uciążliwe obowiązki. W ten sposób może nastąpić rehabilitacja tej tak znienawidzonej przez personel działów IT koncepcji. Nie będzie się już ona kojarzyć z redukcjami, ale z usprawnieniem pracy.

Byłby to przy okazji całkowity odwrót od koncepcji, której przez lata hołdowali rodzimi pracodawcy. Koncepcji, którą można by streścić w pytaniu: "Po co zatrudniać dwóch pracowników, skoro może to zrobić jeden?". Przez lata poszukiwali oni omnibusów, którzy mogą wylegitymować się znajomością możliwie jak największej liczby technologii. Dziś, kiedy okazuje się, że znalezienie takich "wszechwiedzących" specjalistów jest i tak niemożliwe, a jedynym sposobem na zachęcenie specjalistów do pracy jest zaoferowanie im silnie ukierunkowanej ścieżki rozwoju zawodowego, praco-dawcy są zmuszeni do racjonalizacji oczekiwań względem kandydatów.