Zespół z ikrą

Nieco ponad 10 lat temu zespół: Dan Bricklin, Bob Frankston i Julian Lange stworzyli pierwszą ''wystrzałową'' aplikację dla PC -- arkusz obliczeniowy Visicalc, który spowodował przewrót w użyciu PC. Ale przemysł komputerowy nie spoczywa na laurach. Poniżej z niewielkimi skrótami zamieszczamy rozmowę, przeprowadzoną przez dziennikarzy Computerworld (USA) z wymienioną trójką.

Nieco ponad 10 lat temu zespół: Dan Bricklin, Bob Frankston i Julian Lange stworzyli pierwszą ''wystrzałową'' aplikację dla PC -- arkusz obliczeniowy Visicalc, który spowodował przewrót w użyciu PC. Ale przemysł komputerowy nie spoczywa na laurach. Poniżej z niewielkimi skrótami zamieszczamy rozmowę, przeprowadzoną przez dziennikarzy Computerworld (USA) z wymienioną trójką.

W późnych latach 70. Dan Bricklin, Bob Frankston i Julian Lange, pionierzy przemysłu software'owego, założyli niewielką firmę Software Arts. Opracowali tu małą aplikację Visicalc, która zapaliła wielki płomień aplikacji PC dla biznesu. Wszyscy trzej podążali od tej pory różnymi drogami zawodowymi, ale są nadal ściśle związani z przemysłem komputerowym. Bricklin prowadzi firmę Software Garden; poprzednio był szefem już nie istniejącej firmy Slate Corp zajmującej się aplikacjami dla komputerów z pisakiem (pen pad). Frankston pracuje w oddziale zaawansowanych technologii Microsoft. Lange jest adiunktem Babston College w Wellesley (Mass.) i dyrektorem Chatham Associates, firmy konsultacyjnej zajmującej się najnowszymi technologiami.

Wszyscy trzej spotkali się ostatnio ze Stevem Moorem, starszym edytorem Computerworld (USA) w celu podzielenia się uwagami na temat stanu komputerów personalnych. Spotkanie odbyło się tuż po zakończeniu narady roboczej na temat: "Życie po Visicalcu".

Mówi się, że Visicalc był pierwszą "wystrzałową" aplikacją dla komputerów osobistych. Czy będą następne?

- Bricklin. Cóż to takiego "wystrzałowa" aplikacja? Wydaje się, że ma to być platforma albo produkt, które nie są poszukiwane przez ludzi, dlatego że istnieją, ale sam fakt jego istnienia powoduje, iż jest kupowany i poszukiwany.

Na przykład dla Macintosha takimi aplikacjami były dostarczane z komputerem MacPaint i MacWrite, używane do wykonywania prezentacji.

- Frankston. Interfejs graficzny (GUI) był taką wystrzałową aplikacją.

- Bricklin. Nie. Początkowo ludzie byli w stanie uzasadnić potrzebę zakupu komputera, ponieważ pozwalał im taniej produkować przezrocza i materiały reklamowe. Następnie wystrzałową aplikacją stały się programy do publikacji na biurku, takie jak Aldus Pagemaker. Uzasadniały one potrzebę posiadania komputera przez zupełnie inne grupy ludzi, w szczególności grafików. Gdy komputer stał się narzędziem powszechnego użytku, to ważniejsza stała się możliwość uruchamiania arkusza obliczeniowego i programów podobnego typu.

Visicalc był taką wystrzałową aplikacją nie dla domu czy dla studenta, ale dlatego, że był przeznaczony dla inwestorów i analityków finansowych, którzy stwierdzili, że komputery osobiste stały się dla nich użyteczne i każdy z nich chciał je mieć. Była to więc właściwa aplikacja dla właściwych ludzi.

- Frankston. Z Visicalcem mieliśmy szczęście, gdyż w owym czasie naprawdę niewiele osób traktowało poważnie komputer osobisty. Obecnie zaś jest wręcz odwrotnie. Jest tak wiele nowych aplikacji, tak wiele możliwości toteż wyzwaniem jest wyróżniać się w jakiś sposób. Ludzie próbują się wyrwać do przodu, ale trudno jest przewidywać przyszłość.

Czy Mosaic to jest właśnie wystrzałowa aplikacja dla Internetu?

- Bricklin. Poczta elektroniczna jest taką aplikacją, gdyż jest tańsza niż faks.

- Frankston. Poczta elektroniczna jest wystrzałową aplikacją także z innych powodów. Mosaic jest pierwszym przybliżeniem wystrzałowej aplikacji dla ogólnoświatowej sieci. To jest po prostu zwykła przeglądarka, nie zaś najlepsza z możliwych przeglądarek; jednakże czyni ona Internet dostępny i zrozumiały.

- Bricklin. Ilu ludzi potrzebuje przeglądać zasoby ogólnoświatowej sieci? Poczta elektroniczna to zupełnie co innego. Komunikowanie się z dziećmi w odległym internacie jest zawsze potrzebne.

- Frankston. Aby używać poczty elektronicznej nie trzeba być użytkownikiem Internetu. Jedyne co Internet dodał do poczty elektronicznej to łatwość łączenia się oraz domenowy system nazw, co pozwala nie pamiętać skomplikowanych adresów.

Potężne aplikacje pojawiają się w środowisku klient/serwer. Czy jednak koncepcja klient/serwer nie uległa zniekształceniu?

- Frankston. Termin klient/serwer zmienia swe znaczenie. Dawniej w dniach systemu operacyjnego Multics, oznaczał on, że mamy niezależne części: motor gdzieś tam w tle oraz część związaną z interfejsem użytkowym, dające się opracować oddzielnie. Sądzę, że obecnie stał się on programem zachowania stanowisk przez ludzi z działów informatyki przedsiębiorstwa.

Klient/serwer oznacza, że jesteśmy w stanie podzielić aplikację w takim miejscu, aby można ją było uruchamiać na odpowiednich systemach. W idealnym przypadku te części powinny być równorzędne, tak że klient może działać na jednej maszynie, a serwer na drugiej, takiej samej maszynie. Problem polega na tym, że termin ten zaczyna być używany do celów politycznych. Serwer staje się bardzo dużą dedykowaną maszyną, wymagającą zarządzania przez dział informatyki, a klient to prawie zwykły terminal.

- Lange. Jedną z rzeczy, które zdarzyły się środowisku klient/serwer jest fakt, że w pewnym sensie służy do uzasadniania przydatności działu informatyki.

Visicalc był to w pewnym momencie ruch partyzancki ludzi, którzy zbuntowali się przeciw zależności od scentralizowanego działu informatyki. Pamiętam przypadek wykonywania ok. 1980 r. badań dla zespołu szefów przedsiębiorstw produkujących sprzęt sportowy. Z grupy 50 dyrektorów, kilkanaście osób zgłosiło się z pytaniem jaki komputer personalny powinni kupić -- Apple czy Radio Shack oraz co to jest ten Visicalc i gdzie go mogą kupić.

Mówili oni tak: "Gdy mam problem do rozwiązania i zgłaszam się z nim do swego szefa działu informatyki próbując mu wyjaśnić o co chodzi, to jakaś część informacji ginie w trakcie tłumaczenia. Po dwóch tygodniach otrzymuję odpowiedź, ale jedynie na część mego pytania. Gdy zgłoszą się z pełną odpowiedzią powtórnie po następnych dwóch tygodniach, to jest już za późno, gdyż musiałem podjąć decyzję bez potrzebnych danych".

Za pomocą Visicalca i komputera typu Radio Schack czy Apple mogli pominąć cały ten proces, zapłacić za sprzęt i program z własnego budżetu bez rozliczania się z działem informatyki.

- Bricklin. Łatwiej jest wykonać interfejs użytkowy dla ludzi, z którymi stykamy się na co dzień. Jeżeli wykonuje się to na centralnej maszynie, to nie ma dość szerokiego pasma przesyłania do użytkownika, a sama maszyna nie ma dostatecznej mocy obliczeniowej. Znacznie taniej jest przenieść moc obliczeniową bliżej ludzi.

Jednakże istnieją rzeczy łatwiejsze do zaprogramowania na centralnej maszynie. Dział informatyki podkreśla swą ważność: nie da się rozdzielić pewnych czynności, takich jak archiwizowanie danych, gdyż wszędzie mielibyśmy dane nic nie warte.

Co sądzicie o postępującej konsolidacji firm software'owych?

- Lange. Niezależna firma tworząca produkt powszechnego użytku ma coraz więcej kłopotów z wejściem na rynek.

- Frankston. Działalność można zacząć albo pod nogą słonia, albo należy znaleźć takie miejsc, gdzie on nie stanie.

- Bricklin. Gdy startowaliśmy takim słoniem był IBM, obecnie jest to Microsoft; jednakże ciągle jest tyle samo firm software'owych. Wystarczy zauważyć, że liczba członków Stowarzyszenia Twórców Oprogramowania (Software Publishers Association) jest coraz większa.

Czy należy podzielić Microsoft, korzystając z zarzutu o działaniach monopolistycznych, z powodu dominacji firmy na rynku oprogramowania?

- Frankston. Świat zmienia się ciągle, a rząd USA chce zmieniać rzeczy nieco za późno. Microsoft zamierza tworzyć całkowicie nowy świat.

- Bricklin. Sądzę, że śledztwo powinno toczyć się dalej. Przypominam, że IBM nie tylko został podzielony na części, ale wyrok Departamentu Sprawiedliwości miał znaczny wpływ na jego działalność. Szefem Microsoftu jest osoba zdecydowana i zdeterminowana. Gdy zamierza wejść w pewien obszar działalności, próbuje wszelkimi siłami i stać ją na to.

Jeżeli narzekamy, że działalność Microsoft jest zła, gdyż firma nie robi takich lub innych rzeczy, to trzeba pamiętać, że na pewno pojawią się one w następnej wersji.

Jeżeli jednak ma się takiego szefa i swoistą kulturę w firmie oraz zatrudnia się ludzi nadgorliwych, to wyniki są właśnie takie. To śledztwo powinno wprowadzić do firmy trochę samokontroli w celu zahamowania tej nadgorliwości.

Jeżeli np. zawierają oni umowę z jakimś OEM (twórcą oryginalnego produktu, na ogół tylko przyklejającego własną nalepkę na produkcie innych firm -- przyp. mł), to pytają ironicznie: "Czy masz jakiś wybór?" I robią to zarówno ludzie z dołów, jak z góry hierarchii. Właśnie śledztwo Departamentu Sprawiedliwości spowodowało, że IBM stał się bardzo ostrożny w przedwczesnym anonsowaniu produktów. Może i Microsoft też będzie musiał być ostrożniejszym.

- Lange. Popatrzcie na to czym był IBM w latach 80. Przecież wtedy, gdy kontaktowali się z nami w sprawie Visicalcu byli potęgą. To nie wyrok Departamentu Sprawiedliwości spowodował ich kłopoty. Była to raczej liczba istniejących instalacji komputerowych. W starym dowcipie pyta się: Dlaczego Bóg był w stanie stworzyć świat w 6 dni? Bo nie było istniejących już instalacji.

Co jest wspaniałego we współczesnej informatyce to fakt, że jak zauważył Dan [Bricklin], jest więcej firm niż kiedykolwiek wcześniej i w niektórych z nich mogą na pięterku powstać wielkie idee, które się przebiją.

Jaka będzie rola IBM na rynku oprogramowania dla PC w ciągu najbliższych kilku lat?

- Frankston. Jeżeli spojrzeć na rynek AS/400 to IBM jest potęgą jeśli chodzi o rynek aplikacji pionowych. Czy może te doświadczenia przenieść na rynek PC? Nie ma powodu, aby IBM-owi się to nie udało.

- Bricklin. Nie będzie to takie łatwe jak kiedyś. Znajomość aplikacji dla działalności gospodarczej jest ważniejsza niż cokolwiek innego. Czy to jednak wystarczy, aby uzyskać obrót 10 mld USD? To jest pytanie.

Jaki wpływ na rynek oprogramowania PC będzie miała komunikacja bezprzewodowa?

- Frankston. Myślę, że możliwość połączenia się z dowolnego miejsca będzie miała duże znaczenie. Problem jest w tym, że komunikacja bezprzewodowa może oznaczać śmierć zwykłego telefonu.

Rynek komputerów z piórem i osobistych asystentów cyfrowych będzie niewielki, ponieważ dane są potrzebne tam, gdzie właśnie się znajdujemy. Jednakże parametry tego przenośnego sprzętu nie są dostateczne. Brak potrzeby zastanawiania się, gdzie dane się znajdują znacznie zwiększa wartość PC i jego urządzeń peryferyjnych.

- Bricklin. Problem jaki się pojawi jest związany z faktem, że coraz bardziej polegamy na na naszym komputerze na biurku i pasmie jego łączności z siecią. Jeżeli zaczniemy oczekiwać tego samego w podróży od sprzętu przenośnego, to zaczną się kłopoty z obydwu stron. Zaczną kuleć aplikacje jeżeli będziemy oczekiwać od nich takiego samego działania w obydwu lokalizacjach. Będzie to poważny problem, gdyż ludzie sądzący że będą mieli szerokopasmowe łącze bezprzewodowe, poważnie się rozczarują.

Co to właściwie jest to obecne pasmo? Jeżeli w CD-ROM mamy szybkość transmisji wynoszącą 150 kB/s, to jesteśmy już przestarzali i nie możemy korzystać z nowych gier. Potrzeba co najmniej 300 kB/s, co odpowiada wielu liniom ISDN (o standardowej szybkości 64 kb/s -- przyp. mł). Co tu mówić o komunikacji bezprzewodowej! Jeżeli będziemy oczekiwać wideo w czasie rzeczywistym czy natychmiastowego dostępu do danych z bazy, to można mieć poważne trudności.

Czy zdalne wywołanie procedur może rozwiązać ten problem?

- Frankston. Sądzę, że zdalne wywołanie procedur jest to jedna z tych idei, które należy zdeptać i zapomnieć. Oparta jest na pomyśle, że nie ma różnicy w konwersacji jeśli dwie osoby rozmawiają ze sobą bezpośrednio lub szepcą za pośrednictwem bardzo długiego szeregu ludzi.