Zapobiec katastrofie

Z Piotrem Kołodziejczykiem, wiceministrem pracy i polityki socjalnej, odpowiedzialnym za projekt ALSO, rozmawia Olo Sawa.

Z Piotrem Kołodziejczykiem, wiceministrem pracy i polityki socjalnej, odpowiedzialnym za projekt ALSO, rozmawia Olo Sawa.

Przed dwoma miesiącami mówił Pan publicznie o możliwości wstrzymania prac nad projektem ALSO?

Mówiłem wówczas o możliwości rozwiązania zespołu projektowego w dwóch wypadkach, wtedy gdy prace nad ALSO zakończą się sukcesem w rozsądnym terminie albo gdy przez dłuższy czas praca zespołu nie będzie przynosić efektu.

Jednak brał Pan pod uwagę możliwość wstrzymania dotychczasowych prac?

Owszem, przez chwilę chciałem wrócić do punktu wyjścia i rozpisać nowy przetarg.

Ale w końcu przedłużył Pan umowy z zespołem Gustawa Pietrzyka...

dlatego, że nie widzę, by przewrócenie projektu decyzją administracyjną miało sens.

A jego kontynuacja ma sens?

Po naniesieniu pewnych poprawek w projekcie, mamy szansę na odbiór wersji gotowej do wdrożenia w systemie Puls na przełomie marca i kwietnia. Przynajmniej taką szansę widzę w przypadku CSBI.

A Andersen Consulting?

Wprawdzie Andersen nie przedstawił nam wersji do ponownych testów, ale myślę, że to zrobi i jego wersja Pulsu będzie gotowa niewiele później.

Przyjmując, że CSBI odda wersję 2.0 do kwietnia, ma Pan zapewne świadomość, iż oznacza to prawie roczne opóźnienie w stosunku do przyjętego harmonogramu.

Nie mam pewności, czy dwa lata temu obie strony zdawały sobie sprawę, że przyjęte dla projektu terminy są nierealne. Dlatego najpierw przedłużono czas na oddanie wersji ostatecznych z 9 do 16 miesięcy, a w grudniu ub.r. - podczas wizyty delegacji Banku Światowego - przedłużono termin realizacji pożyczki do końca czerwca. Gdyby to ode mnie zależało, nie rozmawialibyśmy o czerwcu, ale o grudniu 1998 r.

Czy jest aż tak źle?

W przypadku Pulsu, czyli urzędów pracy, projekt na pewno nie skończy się katastrofą. Jeśli chodzi o Pomost, nie byłbym tego taki pewien. Tutaj mamy do czynienia z 3 tysiącami ośrodków i skomplikowaną platformą, z którą nie wszyscy sobie w terenie poradzą. Ten projekt nie został zorganizowany w sposób modelowy.

Pan by zorganizował go lepiej?

Po pierwsze, nie brałbym celów obu projektów z księżyca. Jeśli cały Puls robiony jest dla ministra pracy, a nie urzędnika w pośredniaku, to mamy do czynienia z jakąś aberracją. I nie jest to wina informatyków. W resorcie zabrakło po prostu osoby, która powiedziałaby wprost: panie Pietrzyk, potrzebuje tego i tego, i pan to zrób. Ponieważ takiej osoby nie było, informatycy sami zaczęli wymyślać system na tyle, na ile pozwalała im wiedza o informatyzowanej firmie.

Informatycy nie powinni myśleć?

Informatycy są od informatyzowania procedur. Od ich obmyślania są użytkownicy, w tym przypadku politycy.

Co informatycy zrobili dobrze?

Bardzo dobrze spisali umowy z firmami na podstawie wzorów Banku Światowego, dzięki czemu całym ryzykiem niepowodzenia obciążono firmy, a nie budżet państwa. Niestety, zapomnieli o migracji danych, co - jak zapewne wiadomo - wywołało spore zamieszanie w terenie. W trakcie prac nad ALSO dwukrotnie zmieniały się przepisy, czemu również nie zaradzono.

Co się może stać złego?

W najgorszym wariancie ani CSBI i Andersen Consulting, ani ComputerLand i 2Si nie napiszą aplikacji. Wtedy zakupiony sprzęt będzie działał, tak jak dzisiaj działa - w systemie Puls pod 16 różnymi aplikacjami.

Ale przedłużenie projektu kosztuje.

Od trzech do pięciu miliardów st. zł będzie nas kosztować utrzymanie zespołu projektowego. Prawdopodobnie będą też koszty dodatkowe, wynikające z nowego zapisu celów projektu, np. konieczność teletransmisji danych, a nie ręcznego ich przekazywania, ale tego jeszcze nie policzyłem. Nie wiem też, czy zostaną spełnione cele ekonomiczne, tzn. czy utrzymanie 16 różnych aplikacji jest rzeczywiście droższe niż eksploatacja Pulsu i Pomostu.


TOP 200