Zapatrzeni w siebie

Menedżerowie często nie rozumieją, że zaangażowanie w sprawy firmy musi być zrównoważone dystansem do samego siebie.

Menedżerowie często nie rozumieją, że zaangażowanie w sprawy firmy musi być zrównoważone dystansem do samego siebie.

Bywają kierownicy - a także szeregowi pracownicy - którzy swoją pracę wykonują z ogromnym przejęciem, traktując sprawy firmy z takim zaangażowaniem, jakby to były ich osobiste sprawy. Niektórzy czynią tak, ponieważ są bez reszty oddani karierze zawodowej. Wielu jednak ma po prostu taki charakter - wszystko co robi, robi tak, jakby to była najważniejsza rzecz na świecie. O ile na karierowiczów nie można liczyć, ponieważ oni nie wyznają takich wartości, jak lojalność, wierność, wyrzeczenie czy dobro wspólne - mogą zatem zawieść w kluczowym dla danej wspólnoty momencie - o tyle pasjonaci są bardzo dobrym nabytkiem dla firmy.

Z powodu swojego charakteru mają wiele kłopotów, bo ciągle ktoś ich włącza do jakiegoś swojego projektu, zasadnie licząc na jego aktywność i rzetelność. Potem co prawda zwykle okazuje się, że mogą co najwyżej liczyć na jego dobrą wolę, bo pasjonaci są tak obciążeni obowiązkami, że wiele z nich wykonują zwyczajnie źle, a większość nie na miarę swoich talentów i chęci. Wnoszą jednak do firmy dobrą atmosferę. Mobilizują, żeby coś dać z siebie więcej niż tylko to, co przewidziano w zakresie obowiązków.

Menedżerowie pasjonaci bywają jednak bardziej kłopotliwi niż pracownicy na mniej eksponowanych stanowiskach. Chociaż ich zaangażowanie jest także cenne, chociaż stanowią zawstydzający wzór dla leniwych i wyznających filozofię "tumiwisizmu", choć potrafią przekonać załogę do swojej wizji, mają jednak cechy mogące zakwestionować wartość wymienionych talentów. Można powiedzieć, że mają charyzmę. Charyzma jest jednak bronią obosieczną.

Jej dobra strona jest oczywista. Natomiast szkodliwa polega na wytwarzaniu w człowieku, który ją posiada, poczucia niezwyciężoności i nieomylności. Człowiek wielkiej wiary, człowiek wielkiej idei czuje się zdolny góry przenosić, a sam dla siebie jest wystarczającą i jedyną inspiracją. W pracy zawodowej nie ma jednak miejsca dla takiej postawy i takiej koncepcji życia. Tutaj po prostu trzeba ciągle się uczyć i ciągle przyznawać, że się wie za mało. Zatem trzeba słuchać innych, zasięgać opinii i zespołowo wypracowywać podstawy decyzji. Oczywiście, decyzja musi być dziełem jednego człowieka, menedżera zarządzającego biznesem. Musi on jednak umieć korzystać z zasobów wiedzy i kreatywności współpracowników. Pasjonaci, narcystyczni menedżerowie rzadko potrafią się uczyć. Umieją jedynie korzystać ze swoich talentów. Jednak tylko w wyjątkowych przypadkach jest to źródło niewyczerpane. Drugą zatem stroną ich pełnego pasji życia zawodowego jest samotność i izolacja.

Co ciekawe, ci sami menedżerowie kładą ogromny nacisk na pracę zespołową i wytrwale ją promują w firmach. Podkreślają wagę partnerskich relacji. Nie ma w tym zakłamania, oni naprawdę w to wierzą i potrafią racjonalnie uzasadnić swoje zdanie. Sami się jednak nie stosują do swoich zaleceń. Po prostu w tym względzie ich osobowość jest silniejsza od nakazów rozumu.

Jest jeszcze jeden przykry element w sytuacji pasjonatów zawodowych na stanowiskach zarządzających. Otóż, ich szczere zaangażowanie na ogół idzie w parze z nadwrażliwością emocjonalną, a zwłaszcza z ogromną wrażliwością na krytykę. Taki menedżer nie słucha innych, nie tylko dlatego że jest święcie przekonany o swojej racji, ale również dlatego że boi się usłyszeć coś, co jest sprzeczne z jego wyobrażeniem o sobie.

Ludzie zdolni do osobistego angażowania się są zatem wielkim dobrem dla firmy, ale pod warunkiem że stać ich na emocjonalny dystans do siebie.