Zanim zarzucisz sieć (2)

POCZĄTKI

POCZĄTKI

W numerze 23/91 ComputerWorld-PL zastanawialiśmy się, co to jest sieć komputerowa, jak określić moment, od którego zastosowanie sieci staje się zasadne. Teraz zastanówmy się nad tym, kiedy wprowadzić sieć oraz kto i jak powinien to wykonać

Moment, który można by określić jako punkt startowy, uzasadniający zastosowanie sieci komputerowej, jest właściwie niedefiniowalny. Wymaga on rozpatrzenia wielu szczegółowych informacji i elementów, specyficznych dla danego użytkownika. Trudno więc podać receptę ogólną. Można natomiast pokusić się o określenie kilku punktów mogących stanowić momenty zwrotne.

Podziału zagadnień należy dokonać przede wszystkim ze względu na aktualny stan posiadania przyszłego użytkownika sieci.

Gdy firma nie posiada komputerów, problem komputeryzacji w takim przedsiębiorstwie jest w zasadzie równoznaczny z problematyką zaorywania księżyca. Można to zrobić szybko, ale tylko na papierze, względnie w projektach. Całkowity brak komputerów od razu powinien uświadomić ewentualnemu decydentowi, że trzeba będzie przebijać się przez mur niechęci załogi, brak zrozumienia dla komputeryzacji. Nawet najbardziej despotyczny czy "ludzki" szef straci sporo nerwów zanim cokolwiek w przedsiębiorstwie zacznie być właściwie używane. Kupowanie w takiej chwili maksymalnego zestawu sprzętowego i kompletnej grupy oprogramowania jest być może dobrym i spektakularnym rozwiązaniem, jednak należy uzbroić się w cierpliwość. Pierwsze efekty (jeśli nie zdarzy się "cud gospodarczy") uzyskamy w najlepszym wypadku po kilku miesiącach.

Praktyka instalacyjna wykazuje, że aby uzyskać rozsądny efekt we wprowadzaniu komputeryzacji, należy podzielić pracę na wiele etapów. I realizować odpowiednie jej fragmety z wyprzedzeniem - zanim instalacja zacznie być użytkowana w sposób ciągły.

Tu właśnie zdobywają punkty rozwiązania sieciowe, umożliwiające stopniową rozbudowę systemu informatycznego, zaczynając nawet od jednego bardzo prostego komputera. W momencie nabierania wprawy użytkowania możemy zdecydować się na rozbudowę informatyzowanego działu o kolejny element, a w końcu połączyć poszczególne stanowiska. Taka metoda rozwoju trwa być może długo, ale umożliwia najlepsze dopracowanie i wprowadzanie elementów zgodnie z ich uświadomioną potrzebą, a nie koniunkturalną zachcianką. Jeśli od razu przewidujemy, że w przyszłości korzystać będziemy z sieci komputerowej, każdy z wprowadzanych programów powinien być poddany szczegółowej kontroli czy w momencie wprowadzenia sieci rzeczywiście będzie w niej potrzebny i będzie w stanie współpracować z innymi programami stosowanymi w firmie.

Problem jest szczególnie widoczny w zakładach, gdzie komputeryzację zaczęto już wcześniej i dopracowano się pewnego stanu posiadania - zwłaszcza aplikacji.

W dziewięciu na dziesięć przypadków zakłady posiadające tego rodzaju dorobek natrafiają na poważne problemy, mimo że są już skomputeryzowani i mają przeszkoloną załogę, co powinno pozbawić ich przynajmniej podstawowych kłopotów związanych z przełamywaniem barier psychicznych. Problem w tym, że radosna twórczość pojedynczych programistów wprowadzających oprogramowanie, zobowiązywanych często do własnoręcznego napisania kompletnych systemów, względnie brak zdecydowania we wprowadzaniu komputeryzacji w zakłądzie, doprowadza do sytuacji, że każdy program jest innego autorstwa i nie zapewnia jakiejkolwiek wymiany informacji z innymi aplikacjami.

Taki stan powoduje, że wprowadzenie systemu całościowego, obejmującego swym zasięgiem kilka działów przedsiębiorstwa, wymaga w zasadzie pełnej wymiany oprogramowania. Pół biedy, jeśli mamy od kogo zażądać przeróbki oprogramowania, tak aby zaczęło współpracować. Czasem brak takich możliwości, bo np. nie istnieje już producent lub nie zajmuje się on produkcją oprogramowania dla sieci komputerowych albo wreszcie twórcą była osoba fizyczna, która w momencie odejścia z zakładu zabrała ze sobą teksty kodu źródłowego programów. Każdy z powyższych przypadków zakończy się wcześniej czy później wymianą oprogramowania. Koszty takiej wymiany i wprowadzania wszystkich danych od początku są tak wysokie, że można je w zasadzie przyrównać do sytuacji instalowania wszystkiego od podstaw.

W najlepszej sytuacji znajdą się chyba ci użytkownicy, którzy stosują rodzinę współpracujących ze sobą programów zainstalowanych na kilku osobnych komputerach, przekazujących sobie dane bezpośrednio przez dysk lub przynajmniej przez popularną kiedyś sieć FLOPPY-LAN (czyli przenoszenie danych na dyskietkach). Jedynym problemem w ich przypadku będzie sprawa uruchomienia oprogramowania dotychczas jednostanowiskowego w warunkach środowiska sieciowego. Jeśli producent oprogramowania zapewnia możliwiość takiej wymiany (przeważnie sporo to kosztuje) i jeśli nowe oprogramowanie uzyska również dostęp do dotychczas wprowadzonych do systemu danych, to osiągnęliśmy chyba szczyt szczęścia.

Każdy z wyżej wymienionych wariantów powinien jeszcze przewidywać sprawę wielodostępności nowo instalowanego oprogramowania, a następnie zabezpieczenia danych przed niepowołanym dostępem. Ale to temat na całkiem odrębną "rozmowę".


TOP 200