Zaniedbany kunszt mówienia

Podczas seminariów i konferencji mówcy z zapałem wykorzystują wszystkie możliwości PowerPointa, jakby zapominając o istocie wystąpienia: przejrzyście i zgodnie z zasadami języka polskiego przedstawić swoje racje.

Podczas seminariów i konferencji mówcy z zapałem wykorzystują wszystkie możliwości PowerPointa, jakby zapominając o istocie wystąpienia: przejrzyście i zgodnie z zasadami języka polskiego przedstawić swoje racje.

Zapytano kiedyś wykładowcę homiletyki w seminarium duchownym, ile czasu należy poświęcić na przygotowanie kazania. "Godzinę na każdą minutę wystąpienia" - odpowiedział doświadczony retor. Niektóre wykłady o technologii teleinformatycznej sprawiają wrażenie, że mówca poświęcił na ich przygotowanie zaledwie 60 minut, i to w pociągu po porannej kawie.

Inżynierowie predysponowani są do posługiwania się precyzyjnym językiem i dziwić może, że klecą zdania w pośpiechu i zawierzają rutynie. Często też brakiem talentu krasomówczego wykazują się pracownicy działów public relations. A tymczasem od ich zdolności klarownego wyrażania się zależą wielomilionowe kontrakty, wizerunek firmy, nie wspominając o ich karierach.

Moja mowa będzie krótka

Konferencje można podzielić na dwa rodzaje: w pierwszym przypadku tuż po rejestracji otrzymuje się gruby pamiętnik z wydrukowanymi referatami, w drugim zaś wyłącznie suchy program i obietnicę, że po zakończeniu imprezy organizatorzy prześlą wystąpienia spisane z taśm magnetofonowych i opracowane redakcyjnie. Nie ukrywam, że bardziej mi odpowiada drugie rozwiązanie, gwarantuje ono bowiem, iż mówca większość wykładu powie z pamięci i nieszablonowo, nie odwołując się nieustannie do wydrukowanych materiałów. Zakładam, oczywiście, że prelegent jest przygotowany do wystąpienia.

Mądry organizator stawia na jakość przemówień, a nie na ilość. Wtedy w ciągu dnia przemawia - załóżmy 6 mówców - każdy po 30 minut. Pozostaje czas na dyskusję, słuchacz mniej się męczy, a prelegent może dokładniej przemyśleć konstrukcję wypowiedzi. Dlaczego pół godziny ma mieć większą wartość niż półtoragodzinny wykład? Umysł człowieka pracuje falami. Po etapie wzmocnionej uwagi, musi nastąpić odprężenie. Dobrzy mówcy wiedzą o tym, aby więc zminimalizować straty uwagi słuchacza, opowiadają anegdoty lub dowcipy. Śmiech pobudza krążenie krwi i dotlenia organizm, jednocześnie korzystnie usposabia słuchacza do przekazywanych treści. Kiepscy oratorzy ignorują ten fakt. Ich napuszone, drętwe przemówienia, przesycone liczbami, zachwalaniem zalet produktów i rozwiązań trzebią skutecznie szeregi słuchaczy, a jedynym efektem ich wystąpień są takie komentarze uczestników: "Prelekcja zaczeła się o 9:00. Po 11:00 spojrzałem na zegarek, była dopiero 9:30. Wyszedłem..."

Mówca z PowerPointa

Brak przygotowania retorycznego najwyraźniej wyraża się w kulcie wykorzystywania prezentacji komputerowych. To plaga, która zniszczyła kunszt słowa. A może odwrotnie - ma wypełnić pustkę powstałą w wyniku zaniku sztuki przemawiania. Prelegenci nagminne urządzają prezentacje slajdów, w trakcie których uczestnikom z trudem udaje się podzielić uwagę między kolorowe obrazki a słowa mówcy.

To nie znaczy, że komputerowe prezentacje są nieprzydatne. Są użyteczne, pod warunkiem zachowania odpowiednich proporcji. Obrazek, wykres, wyróżniona sentencja - pozwalają słuchaczowi lepiej zrozumieć wykład. Lecz zbyt dużo materiału graficznego tworzy miszmasz w umyśle słuchacza. W pamięci zostaje nie sens wystąpienia, tylko migające kolorowe obrazy.

Inni wielbiciele techniki obrazkowej zawierzają specjalnej folii do . Czasem rzeczywiście pomaga to skupić uwagę. Częściej jednak frustruje obie strony. Psuje się sprzęt bądź krzywo układa się folia na projektorze, irytując słuchaczy.

Na szczęście, nie wszyscy bezgranicznie ufają nowej technice prezentacyjnej. Pewien znany profesor kartografii w trakcie prelekcji: "Jak narysować ładną mapę" - jako ilustracje wykorzystał odręczne rysunki. Smaczku dodawał fakt, że mówił m.in. o mapach numerycznych, które nijak się mają do finezji odręcznej kreski. Niemniej wzbudził tym aplauz publiczności - od dawna nie spotkali się z taką formą prezentacji. Szkoda, że wydźwięk mowy osłabiła zarówno profesorska słabość do nadużywania obcych terminów, jak i niedopasowanie treści wykładu (zbyt dużo filozofowania o duszy mapy, za mało o temacie...) do oczekiwań słuchaczy. I było jak w anegdocie: spóźniony student pyta kolegę - "Czy długo już profesor mówi?" - "Dwie godziny" - "A o czym?" - "Tego nie powiedział..."


TOP 200