Zamiast recenzji

Szef polecił mi zrecenzować książkę: Jan Bielecki, ''Turbo Assembler wersja 2.0'', Wydawnictwo PLJ, Warszawa 1991. Nie zrobię tego jednak, bo nie wiem, co tak naprawdę mam recenzować.

Szef polecił mi zrecenzować książkę: Jan Bielecki, ''Turbo Assembler wersja 2.0'', Wydawnictwo PLJ, Warszawa 1991. Nie zrobię tego jednak, bo nie wiem, co tak naprawdę mam recenzować.

Podręcznik do nauki programowania i instrukcja obsługi programu, będącego narzędziem programisty, nie muszą bardzo się różnić zewnętrznie. Jedno i drugie jest książką o objętości na ogół od 250 do 400 stron. Stojąc na półce prezentują się podobnie lub wręcz tak samo, a w środku można znaleźć opisy pojęć, komend, instrukcji itp.

Jednak różnica między podręcznikiem a instrukcją obsługi jest zasadnicza i łatwo uchwytna. Podręcznik służy do nauki, więc zadania przed nim stojące można określić następująco: dokładne objaśnienie pojęć, definicji i zasad oraz nauczenie posługiwania się nimi. Rola, jaką ma do spełnienia instrukcja, jest o wiele mniej ambitna. Jak sama nazwa wskazuje, wytarczy, jeśli zostaną w niej uczciwie opisane wszystkie ważne dla użytkownika cechy produktu. Formalnie nie ma różnicy między instrukcją obsługi kompilatora i instrukcją obsługi żelazka.

Różnica między instrukcją a podręcznikiem jest jednak całkiem fundamentalna. Otóż podręcznik to samoistny produkt sprzedawany w księgarniach. Instrukcja natomiast jest częścią innego produktu, dostarczaną nabywcy wraz z nim. Zarówno podręczniki jak i instrukcje podlegają ustawom o ochronie praw autorskich. Kopiowanie ich w celach komercyjnych w całości lub w części jest nielegalne.

Od paru lat w naszym kraju egzystuje, rozmnaża i dobrze się miewa potworek dotąd nie znany - instrukcja obsługi programu komputerowego, która udaje, że jest podręcznikiem. Udawanie to jest na ogół płytkie, wystarczy spojrzeć na tytuły: "Turbo Pascal 5.0, wersja profesjonalna", WKiŁ 1989, "Lotus 1-2-3, wersja 2.0", WNT 1990, wspomniany na początku "Assembler" i wiele innych. Lektura zawartości prowadzi do różnych wniosków. Część tych książek to bezkrytyczne tłumaczenia oryginalnych instrukcji, część to wybiórcze tłumaczenia, trochę tylko urozmaicone przykładami. Chciałbym poznać opinię prawnika - czy zarabianie pieniędzy na opisywaniu cudzego produktu nie narusza przypadkiem praw autorskich właściciela programu? Wiem natomiast na pewno, że tego rodzaju praktyka najzwyczajniej w świecie służy rozwojowi piractwa. Kto kupiłby książkę z opisem Turbo Pascala 5.0, albo ChiWritera 4.01, gdyby wszyscy mieli legalne kopie wraz z firmową dokumentacją? Pytam, bom smutny i sam pełen winy.

Często można usłyszeć skargi na słaby poziom i niezrozumiałość publikowanych w Polsce popularnych podręczników z zakresu informatyki. Zdaje się, że jedną z przyczyn tych ze wszech miar słusznych narzekań stanowi właśnie fakt, że prawie nie ma na naszym rynku podręczników, a tylko przetłumaczone instrukcje. A przecież instrukcja obsługi, np. kompilatora, z natury rzeczy zakłada, że ktoś, kto kupił kompilator, zna już język, któremu on służy.

Wydawanie takich książek jest więc podwójnie nieuczciwe: wobec właściciela programu, na którego własności się żeruje, oraz wobec czytelnika, który płaci pieniądze za towar nie spełniający jego oczekiwań.

Nie chciałbym być przesadnym moralistą. Dziś już wiadomo, że piractwo jest nieuniknionym, wstępnym etapem wchodzenia do świata cywilizowanego i sprzyja względnie szybkiemu rozprzestrzenianiu się wiedzy i umiejętności, przygotowując grunt pod normalnie działający rynek. Rozumieją to nawet zachodni producenci oprogramowania, co miałem okazję usłyszeć od nich samych. Ale zaczynamy właśnie całkiem formalnie wchodzić w obręb struktur europejskich i - w ramach porządkowania własnego podwórka - moglibyśmy przyjrzeć się pod tym kątem zarówno zawartości dysków naszych komputerów, jak i zawartości naszych półek z książkami.


TOP 200