Zakupy spacerkiem

Z lektury wielu artykułów, pojawiających się ostatnio w naszej prasie komputerowej, można wysnuć wniosek, że zakupów sprzętu, oprogramowania i materiałów eksploatacyjnych warto dokonywać jedynie u renomowanych dealerów.

Z lektury wielu artykułów, pojawiających się ostatnio w naszej prasie komputerowej, można wysnuć wniosek, że zakupów sprzętu, oprogramowania i materiałów eksploatacyjnych warto dokonywać jedynie u renomowanych dealerów. O ile zgadzam się w zupełności, że sprzęt i oprogramowanie lepiej jest kupić w solidnej firmie, bo gwarancja, instrukcja i serwis, o tyle nie są dla mnie całkiem jasne korzyści płynące z nabywania w tychże sklepach materiałów eksploatacyjnych. Trzeba sobie bowiem zdawać sprawę z tego, że dla osób używających komputerów do pracy w domu, zakup sprzętu i oprogramowania stanowi wprawdzie największy, ale niestety nie jedyny, wydatek.

Równie ważne jest właściwe radzenie sobie z zakupami materiałów eksploatacyjnych, co w przypadku prywatnego użytkownika nabiera szczególnego znaczenia, z uwagi na skąpą na ogół zasobność portfela. Często bowiem okazuje się, że nie to, co najdroższe, jest najlepsze. (Co nie znaczy, że nie mają racji także ci, którym przysłowiowy wąż nie siedzi w kieszeni).

Oto przykład: spośród wielu typów dyskietek, oferowanych na naszym rynku, są i lepsze, takie jak np. "Verbatim" i gorsze - jak "Precision". Zazwyczaj różnicę ich jakości odzwierciedla cena. Jednakże ten sam towar często sprzedawany jest w różnych punktach miasta po różnych cenach. Zdarza się, że te same dyskietki można kupić w innym miejscu nawet o połowę taniej. Podobnie rzecz się ma z innymi akcesoriami.

Ewidentnym tego dowodem jest giełda komputerowa na ul. Grzybowskiej w Warszawie. Abstrahując od tego, iż jest ona siedliskiem piractwa, to jednak sporo prostych materiałów eksploatacyjnych można tam kupić niewspółmiernie tanio, a jakość oferowanych produktów nie odbiega od tych, które można nabyć za grubsze pieniądze w poważnej firmie. Owszem, potrzeba odwagi, aby zaryzykować tam kupno płyty głównej, scanera, lub rozszerzenia pamięci, ale np. mouse pad, czy pojemnik na dyskietki - czemu nie?

Wybrałem się zatem w pewien niedzielny poranek na zakupy w owe zakazane rejony. Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy były naklejki na dyskietki. Pisałem już o tym, w którymś z poprzednich artykułów. Kartonik 10 szt. kosztuje ok. 5 tys. zł i są naprawdę ładne. Inną ciekawostką były wkłady taśmy barwiącej do drukarek po 15 tys. zł. sztuka.

Są one produkowane przez Mera Błonie i zawierają tusz firmy Pelikan. Od razu kupiłem, bo oryginalna kaseta do mojego Stara kosztuje ok. 60 tys. zł. Taką taśmę jest bardzo łatwo wymienić. Wystarczy wyjąć kasetę z drukarki, otworzyć, posługując się czymś ostrym (kasety nie są klejone, tylko zamykane "na wcisk"), wyjąć starą taśmę, włożyć nową, zamknąć kasetkę i gotowe. Kto dużo drukuje, ten sporo zaoszczędzi, bo taśma jest całkiem niezłej jakości, a w każdym razie efekt jest lepszy niż po regeneracji. W tym samym stoisku można też kupić papier - składankę, ale ceny nie są specjalnie atrakcyjne.

Z innych ciekawostek na uwagę zasługiwały jeszcze warstwowe filtry Polaroida na monitory, bogaty wybór gniazd, wtyczek, kabli i joysticków oraz kosmetyki komputerowe. Szczególnie te ostatnie stanowią cenną pozycję, bo przywracają sprzętowi świeży wygląd.

Przy okazji stwierdziłem jednak, że giełda powoli zatraca swój pierwotny charakter. Coraz trudniej spotkać na niej, przynajmniej wśród sprzedających, osoby, które wymieniają doświadczenia z "komputerologii", coraz częściej widzi się natomiast różnej maści "biznesmenów", których wiedza ogranicza się do znajomości tego, co "idzie" i za ile.

A wracając do zakupów - najlepiej kupować jak najtaniej produkty renomowanych firm i śledzić w prasie testy interesujących nas pozycji.


TOP 200