Za zamkniętymi drzwiami

Zapanowanie nad skłonnością do nieuprawnionego korzystania z cudzego dorobku w usieciowionym społeczeństwie nie jest łatwe. Czy to jednak wystarczający powód, aby większość negocjacji nad koncepcją międzynarodowego porozumienia w sprawie walki z naruszeniami praw własności intelektualnej ACTA odbywała się w tajemnicy?

Na początku października w międzynarodowych serwisach prasowych ukazała się informacja o nie do końca formalnym oświadczeniu delegacji Komisji Europejskiej - po kolejnej rundzie negocjacji w Tokio - że należy sądzić, iż udało się ustalić zasadniczy kształt porozumienia ACTA. Opublikowane wówczas oświadczenie Rona Kirka, ambasadora amerykańskiego, było troszkę ostrożniejsze. Wyraził satysfakcję, że "jesteśmy tuż przed metą" i że uczestnicy zgodzili się dopracować kilka drobnych kwestii.

Trudno oczywiście mówić o tajemnicy w przypadku dokumentu negocjowanego przez kilkadziesiąt państw. W poprzedniej rundzie negocjacji wzięli udział przedstawiciele rządów Australii, Japonii, Korei Południowej, Meksyku, Maroka, Nowej Zelandii, Stanów Zjednoczonych, Szwajcarii i Unii Europejskiej, a także kilku niewymienionych w komunikatach państw europejskich. W Stanach Zjednoczonych w negocjacje zaangażowany jest podległy Prezydentowi Urząd Przedstawiciela Handlowego (USTR), do którego dostęp mają najważniejsze, amerykańskie gospodarcze grupy interesów. Ale trudno zapomnieć, że pierwszy tekst projektu porozumienia ACTA wyciekł do wiadomości publicznej w maju 2008 r. dopiero przez Wikleaks, a pierwsza oficjalna publikacja projektu została upubliczniona dopiero w kwietniu 2010 r. Zawierała ona propozycje alternatywnego brzmienia niektórych zapisów, ale bez oficjalnych stanowisk poszczególnych państw.

Gospodarka globalna

Polski rząd, tradycyjnie zajęty raczej reagowaniem na to, czym zajmą się danego dnia nasze prowincjonalne media informacyjne, w sprawach polityki globalnej często zajmuje stanowisko asekuranckie, czyli żadne, tym razem zdając się na Komisję Europejską. Pomimo obudzonej wiosną przez dyskusję o Internecie zmasowanej inicjatywy naszych organizacji pozarządowych, nie udało się ustalić co na temat tego aspektu międzynarodowej polityki gospodarczej ma do powiedzenia Minister Kultury, któremu przypisano problematykę ACTA.

Sprawa jest oczywiście merytorycznie bardzo wrażliwa. Sporo państw zasila swą gospodarkę kopiowaniem produktów i wzorów użytkowych wymyślonych w bogatszych państwach. Co więcej, trudno im zarzucić, że robią to zawsze źle, ponieważ często równolegle produkują całkiem legalne wyroby dla najbardziej znanych marek na zasadach outsourcingu. Koncepcja negocjacji w elitarnym klubie państw ACTA zrodziła się dlatego, że chociaż nikt otwarcie nie broni piractwa i podróbek, to takie organizacje jak ONZ czy WTO mają zbyt silną reprezentację państw, które wolałyby we własnym interesie gospodarczym raczej przeciągnąć rozmowy o jednolitych standardach ochrony praw własności intelektualnej.


TOP 200