Za publiczny grosz

Tylko jeden raz w historii wyborów zorganizowanych w demokratycznej Polsce - czyli po 1989 r. - Krajowe Biuro Wyborcze zastosowało opracowany we własnym zakresie system informatyczny.

Tylko jeden raz w historii wyborów zorganizowanych w demokratycznej Polsce - czyli po 1989 r. - Krajowe Biuro Wyborcze zastosowało opracowany we własnym zakresie system informatyczny.

"Po doświadczeniach wyborów z 1990 r. powiedziałem: nigdy więcej. Wcześniej sami napisaliśmy fragmenty oprogramowania obsługującego wybory. Pochłonęło ono masę pracy i pieniędzy, a jego jakość była naprawdę marna. Wtedy zdecydowaliśmy się na outsourcing" - wspomina Andrzej Florczyk, dyrektor Zespołu Informatyki Wyborczej Krajowego Biura Wyborczego. Strategia informatyczna KBW została sformułowana następująco: wykonawstwo i usługi powierzyć wyspecjalizowanym firmom, samemu zająć się zarządzaniem procesem definiowania potrzeb i nabywania usług oraz zarządzaniem informacją.

Na nowych zasadach

Obsługę wyborów w 1993 r. przygotowano już na nowych zasadach. Zespół opracował specyfikację wymagań dla systemu informatycznego, a jego przygotowanie powierzono - po przetargu - gdyńskiemu Prokomowi. Usługi sieciowe świadczyła TP SA. KBW jest właścicielem kodu źródłowego, co teoretycznie umożliwia mu zmianę dostawcy oprogramowania. Praktycznie byłoby to jednak niezwykle trudne, choćby ze względu na wiedzę, którą zdobył Prokom w trakcie kolejnych wyborów. Inna firma musiałaby zaczynać wszystko od początku. Pakiet ma 8 lat gwarancji, obejmującej nieodpłatne wprowadzanie zmian w kodzie źródłowym w przypadku wykrycia błędów czy niespełnienia wymagań. Jednak większość prac jest wykonywana na zlecenie, ponieważ między wyborami zachodzi zbyt wiele zmian i w ordynacji wyborczej, i w technologiach informatycznych, aby można było posługiwać się tą samą wersją oprogramowania. Za wypożyczony sprzęt na czas wyborów są ustalane stawki ryczałtowe w zależności od wartości sprzętu, natomiast opłaty licencyjne na narzędzia, np. bazy, są każdorazowo negocjowane. "Negocjacje są bardzo intensywne, ponieważ budżet jest wyznaczony z góry i można nim manewrować jedynie zmieniając proporcje między poszczególnymi kosztami - na przykład mniejsze opłaty licencyjne mogą umożliwić powołanie większego zespołu programistów" - wyjaśnia Andrzej Florczyk. TP SA pobiera opłaty według aktualnych stawek. Serwery, sprzęt i aplikacje do codziennej pracy między powszechnymi wyborami są własnością Biura. "Ta infrastruktura musi być utrzymywana, ponieważ rocznie odbywa się około 450 lokalnych akcji wyborczych. A frekwencja rośnie z roku na rok wraz z umacnianiem się demokracji" - mówi szef wyborczej informatyki.

Wypracowana wartość

Wyborcza informatyka jest finansowana z dwóch źródeł: corocznie ustalanego budżetu na bieżącą działalność i z rezerwy celowej budżetu państwa na wybory. Zakup serwerów i innego sprzętu do codziennej pracy oraz potrzebnych aplikacji jest finansowany z własnego budżetu. Tylko 1% rezerwy celowej jest przeznaczany na sprzęt, reszta przeznaczana jest na zamówione zewnętrzne usługi. "Dzięki takim rozwiązaniom mamy nowoczesne systemy, a baza sprzętowa jest odnawiana co 4 lata, przy stałych kosztach ogólnych. Lepiej byłoby co 2 lata, ale wówczas trzeba byłoby zwiększyć odsetek nakładów na wybory przeznaczanych na informatykę z 7% do 10%. Ale obecny stan też jest zadowalający" - mówi Andrzej Florczyk. Jednocześnie taką kwotę trzeba przeznaczyć na obsługę coraz większej liczby procesów.

Zdaniem szefa wyborczej informatyki, urzędy administracji publicznej, zwłaszcza te, które wiążą się z bezpieczeństwem państwa, nie mają innego wyjścia niż outsourcing. Ich informatyka musi być bowiem najwyższej jakości i niezawodna, a jednocześnie musi zmieścić się w skromnym budżecie. Bez współpracy z firmami zewnętrznymi, bez oszczędnego gospodarowania publicznym groszem rozwiązanie tego problemu jest niemożliwe. Urzędów nie stać ani na armię specjalistów, ani na najdroższe narzędzia informatyczne. "A era chałupniczej pracy informatyków i rozwiązań budowanych tzw. sposobem gospodarczym już minęła. Ale prawdą jest też, że do pełnego outsourcingu dojrzewa się razem z własną instytucją. To nie jest akt jednorazowy, lecz stopniowe rozszerzanie jego zakresu" - podsumowuje Andrzej Florczyk.

Za pomocą Internetu

Trwają prace nad zastosowaniem Internetu do informatycznej obsługi wyborów. "Wystąpiłem z inicjatywą, aby do tego celu wykorzystać program Interkl@sa, stworzony i prowadzony przez posłankę Grażynę Staniszewską. Jeśli w każdym gimnazjum i liceum będzie pracownia internetowa, to - biorąc pod uwagę, że 80% lokali wyborczych jest w szkołach - ta właśnie sieć mogłaby służyć do przesyłania danych. Byłoby szybciej i taniej" - planuje Andrzej Florczyk. Niestety, są poważne przeszkody. Po pierwsze, Internet nie jest jeszcze na tyle bezpieczny, na ile wymagają tego wybory. Po drugie, oferowane przez TP SA obowiązujące stawki są za wysokie, a nowe - na użytek tego programu - nie zostały wynegocjowane; po trzecie, nie ma stosownych przepisów prawnych, dostosowujących strukturę organizacyjną wyborów do nowych struktur terytorialnych. "Gdyby jednak udało się pokonać te przeszkody, byłaby to zupełnie nowa jakość w obsłudze wyborów. Również materiały szkoleniowe byłyby przesyłane tą drogą. Oczywiście, potrzebne byłyby nowe aplikacje, np. integrujące archiwum z nowym źródłem zasilania" - mówi szef informatyki w KBW. Rozpoczął on także rozmowy z jedną z telewizji satelitarnych, ale to odległa przyszłość.

Zmiany technologiczne i organizacyjne w informatycznej obsłudze wyborów wynikają przede wszystkim z chęci zastosowania oszczędnych, a zarazem maksymalnie nowoczesnych rozwiązań. Jednak niepostrzeżenie wkraczają w inną dziedzinę: wolności i praw obywatelskich, sensu i istoty demokracji. Wszak zastosowanie Internetu czy telewizji satelitarnej może - w świadomości ich użytkowników - uczynić wybory jeszcze jednym spektaklem medialnym, a nie wyrazem demokratycznej aktywności obywateli. Być może już za kilka lat elity rządzące będą zastanawiać się, jak oddzielić akt wyborczy od mass mediów.


TOP 200