Za darmo ale z licencją

Większość firm, w tym wytwórców software'u, korzystających z wolnego oprogramowania, przyjęła do wiadomości tylko jedną jego cechę - nieodpłatność. Brak opłat nie oznacza jednak wcale, że oprogramowanie to nie jest objęte licencjami, znakami towarowymi itp.

Większość firm, w tym wytwórców software'u, korzystających z wolnego oprogramowania, przyjęła do wiadomości tylko jedną jego cechę - nieodpłatność. Brak opłat nie oznacza jednak wcale, że oprogramowanie to nie jest objęte licencjami, znakami towarowymi itp.

Zprawdziwą przykrością obserwuję coraz częstsze łamanie licencji towarzyszących wolnemu oprogramowaniu. Chciałbym zwrócić uwagę szeroko pojętej społeczności na konieczność przestrzegania tych bardzo mało restrykcyjnych, ale istniejących i będących w mocy, warunków licencji otwartych.

Linux, a Linux (R)

Linux jest zarejestrowanym znakiem towarowym i jego właścicielem jest Linus Torvalds. Ochrona znaku została powierzona Linux Mark Institute (http://www.Linuxmark.org ). Linux Mark Institute określa na swej stronie internetowej warunki, pod którymi można używać znaku Linux ®, które są bardzo liberalne, albowiem dopuszczają jego użycie w celach spełniających warunki określone jako fair use bez żadnych dodatkowych opłat lub zezwoleń. Nawet produkcja koszulek lub kubków z napisem "Linux ® jest najlepszy", a więc wykorzystanie znaku w celu niewątpliwie komercyjnym jest uważane za fair use.

Czym innym jest jednak włączanie nazwy Linux do nazwy produktu - np. "FirmaX Linux" lub nawet reklamowanie swoich usług, np. "Firma konsultingowa Real Time Linux". Takie działanie wymaga uzyskania odpowiedniego zezwolenia! Toteż produkty wykorzystujące system Linux powinny być jasno oznaczane napisem: "Linux ® is a registered trademark of Linus Torvalds". Zabronione jest także używanie nazw "Linux University" lub "Linux Certification Board". Ochrona znaku wcale nie oznacza wprowadzania zbędnych ograniczeń - chodzi jedynie o to, aby uszanowane zostały prawa twórcy tego systemu, a także pioniera ruchu open source, któremu bardzo wiele zawdzięczamy.

Licencja GPL

Istotną cechą tej najpopularniejszej licencji otwartej jest udzielenie użytkownikowi oprogramowania pełnych i niczym nieograniczonych praw, niezależnie od tego, w jaki sposób otrzymał to oprogramowanie. Tak więc wykorzystując oprogramowanie objęte licencją GPL w pracy lub w domu niezależnie od celu, w jakim to robimy, jesteśmy w porządku.

Inaczej ma się jednak sprawa z rozprowadzaniem, dystrybuowaniem, kopiowaniem lub modyfikacją oprogramowania objętego licencją GPL. Tekst licencji umieszczony na stronie jhttp://www.gnu.org oraz jego polskie tłumaczenie dostępne nahttp://www.gnu.org.pl jasno określają warunki takich działań. W szczególności wyraźnie zabrania się zmian warunków licencji GPL, przyjmując zasadę, że praca, która w całości lub w części zawiera program objęty licencją GPL lub od niego pochodzi, była w całości i nieodpłatnie licencjonowana dla wszelkich stron trzecich na warunkach licencji GPL! Licencja GPL wymaga w szczególności:

- udostępnienia kodów źródłowych oprogramowania lub deklaracji o ich dostępności w ciągu co najmniej 3 lat od chwili przekazania pracy

- umieszczenia wszelkich wymaganych informacji o autorach programów objętych licencją GPL w treści programu oraz w jego dokumentacji i instrukcji

- zamieszczenia odpowiednich informacji licencyjnych

- zapewnienia praw wynikających z licencji GPL wszystkim, którzy otrzymali oprogramowanie objęte tą licencją - z prawem do dystrybucji na warunkach licencji GPL włącznie.

Powszechna Licencja Publiczna GPL jednoznacznie zabrania włączania objętych nią programów do programów prawnie zastrzeżonych. Dopuszczalna jest natomiast współpraca programów GPL z programami prawnie zastrzeżonymi, jednakże pod warunkiem, że stanowią one w pełni odrębne moduły programowe. Oczywiście nie zwalnia to z obowiązku zachowania warunków licencji GPL wobec objętych nią modułów.

Czy oprogramowanie objęte licencją GPL można sprzedawać? Oczywiście, tak! Licencja GPL zakłada całkowity brak jakiejkolwiek gwarancji na objęte nią oprogramowanie. Firma, która stworzyła produkt zawierający oprogramowanie objęte licencją GPL, może zaoferować na przykład odpłatną instalację i konfigurację oprogramowania, wsparcie techniczne itp. Jest oczywiste, że świadczenie dodatkowych usług może być obwarowane dodatkowymi warunkami.

Dla Computerworld komentuje Zdzisław Kaleta, prawnik związany z organizacją ISOC

W moim przekonaniu problem nadmiernej liczby licencji jest sztuczny. Powoli tworzy się również w Polsce pewien wzorzec stosowanych licencji. Dominującą pozycję ma GPL. Popularne są także licencje BSD i Artystyczna. Pojawiła się nowa, ciekawa koncepcja licencji Creative Commons. Powstają inne, nowe propozycje licencji, ale mało prawdopodobne, by zostały spopularyzowane. Co pewien czas pojawia się dyskusja zmierzająca do stypizowania czegoś w środowisku free open source. Warto zwrócić uwagę, że propozycje takie są dyskutowane i przyjmowane lub odrzucane zgodnie z zasadami stosowanymi w open source. Jeśli ktoś stworzy licencję, która nie ma sensu albo jest niejasna, zwyczajnie nie będzie ona wykorzystywana przez środowisko programistów.

Licencje tego typu zostaną wyeliminowane w naturalny sposób. Nie zachodzi potrzeba podejmowania działań regulacyjnych przez państwo ograniczających zgłaszanie takich propozycji, bo to byłoby sprzeczne z ideą open source.

Tomasz Dudziak, dyrektor techniczny w Allegro.pl

Licencje open source nie stanowią dla nas problemu. Staramy się korzystać ze sprawdzonych źródeł. Wykorzystujemy głównie oprogramowanie z dystrybucji Debian. Wiemy, że dostarczane pakiety mają odpowiednie licencje, ponieważ organizacja ściśle kontroluje licencje dołączanych do tej dystrybucji pakietów.

Liczba licencji open source powinna zostać jednak ograniczona. Dobrze by było, gdyby udało się ją ograniczyć do kilku. Jeśli jednak istniejące licencje nie zaspokajają potrzeb niektórych autorów, nie można zabronić im tworzenia własnych licencji. Jeśli zostaną one źle skonstruowane, nie zyskają popularności.

Dla Computerworld komentuje Jarosław Kowalski, dyrektor polskiego oddziału Novella

Duża liczba obowiązujących licencji na rozwiązania open source nie ma znaczenia dla zwykłego użytkownika. Co innego w przypadku zaawansowanych użytkowników, którzy chcą zmieniać kod źródłowy, albo firm tworzących oprogramowanie właśnie z wykorzystaniem kodu udostępnianego na zasadach open source.

Ostatnio pojawiło się sporo nowych licencji. Wprowadzają je firmy takie jak Microsoft czy Sun Microsystems.

Trudno im jednak tego zabronić. To komercyjne przedsięwzięcia, których działy prawne muszą dbać o interesy akcjonariuszy. Normalną rzeczą jest, że każdy stara się zabezpieczyć swoje interesy.

Uważam jednak, że dla dobra rozwoju oprogramowania open source najlepszym wyjściem byłoby stosowanie jednej licencji np. GPL. Niestety, wątpię, żeby było to realne.

58 tyle licencji Organizacja Open Source Initiative (OSI) zatwierdziła dotychczas jako spełniające definicję licencji open source.


TOP 200