Za co płacą pracodawcy?

Pracodawcy narzekają na wysoko wykwalifikowanych pracowników, którzy ich szantażują, żądając coraz wyższych wynagrodzeń i bardziej wszechstronnych świadczeń, bo inaczej odejdą do innych firm. Zapewne jest sporo prawdy w twierdzeniu o rozpasaniu finansowym niektórych pracowników, ale w większości przypadków to pracodawcy sami ukręcili bat na siebie.

Pracodawcy narzekają na wysoko wykwalifikowanych pracowników, którzy ich szantażują, żądając coraz wyższych wynagrodzeń i bardziej wszechstronnych świadczeń, bo inaczej odejdą do innych firm. Zapewne jest sporo prawdy w twierdzeniu o rozpasaniu finansowym niektórych pracowników, ale w większości przypadków to pracodawcy sami ukręcili bat na siebie.

Po pierwsze, widząc na rynku ewidentny brak specjalistów w wielu dziedzinach, np. marketingu, finansach, zarządzaniu biurem, handlu, zachęcali do podjęcia pracy w swoich firmach bardzo wysokimi wynagrodzeniami. Jednak później rzadko kiedy umieli wykorzystać umiejętności tych pracowników, ponieważ firma była nadal źle zorganizowana, uwikłana w różne nieformalne układy albo właściciel nadmiernie ingerował w bieżące zarządzanie firmą. Pracodawcy nierzadko więc nawet nie umieją i nie mają możliwości rozliczać swoich podwładnych, włącznie z dyrektorami, z zadań, z których powinni się wywiązać. Czasem zaistniałainna sytuacja: pracodawcy nabierali bałwochwalczego stosunku do zatrudnionych za ciężkie pieniądze menedżerów. Polegali na ich decyzjach zupełnie bezrefleksyjnie, nie stosując żadnej kontroli, nawet zdroworozsądkowej. Uważali, że "jak ktoś bierze takie pieniądze, to widocznie, takie są jego umiejętności i niestosowne byłoby dyskutowanie z nim". Umiejętności jednak zwykle nie są aż takie, żeby czynić cuda. Właściciele zawodzili się na swoich dyrektorach, oni w pretensjach odchodzili gdzie indziej, a ci pierwsi szukali następnego menedżera, w dalszym ciągu jednak epatując go jedynie pieniędzmi.

Czasem bywało tak, że dyrektorzy rzeczywiście mało wiedzieli, jak zarządzać, i odchodzili, narobiwszy wcześniej bałaganu, a winę zwalali na niemądrego właściciela czy niekompetentnych współpracowników. Bez względu jednak na dalszy rozwój wypadków w firmie, postawa "kupowania" - nie wszechstronnego motywowania i wiązania emocjonalnego i zawodowego z firmą - najlepszych menedżerów narobiła w tym środowisku wiele złego.

Po pierwsze, rozpoczął się wyścig płac, które wiele firm odczuwa jako wielki ciężar finansowy, nawet zagrażający ich stabilności i pozycji na rynku. Po drugie, nasiliły się przejawy cynizmu ze strony menedżerów i specjalistów. Bardzo podupadła wartość honoru, godności i działania w dobrej wierze. Po trzecie, wielu menedżerów zachwyconych powodzeniem, przestało podnosić kwalifikacje, zadowala się awansem finansowym osiąganym poprzez przenoszenie się z firmy do firmy w aurze "profesjonalnego menedżera". Po czwarte wreszcie, motywacyjna wartość pieniędzy w dużej mierze straciła swoją pozycję z powodu nieprzyjaznej legalnym dochodom polityki podatkowej państwa.

Inne świadczenia (ubezpieczenia, dodatkowy urlop, szkolenia, telefony i samochody oraz akcje) mają coraz większe znaczenie. Jeśli jednak system wynagrodzeń ma posiadać tyle elementów, to musi być profesjonanie zbudowany przez specjalistę. W firmach nie ma jeszcze nawyku korzystania z ich usług. Jednak pojawiają się pierwsze oznaki, że właściciele i zarządy zaczynają widzieć potrzebę formalnego uporządkowania systemu płac i świadczeń. Oczywiste, że najwięcej firm poważnie podchodzących do tej sprawy jest wśród polskich filii międzynarodowych koncernów. Trochę w wielkich przedsiębiorstwach krajowych, które muszą się dobrze zorganizować, aby sprostać zagranicznej konkurencji. Ale stosunkowo dużo nawet w średnich i małych firmach.

Przyczyna jest całkiem prozaiczna. Młodzi stażem biznesmeni: przedsiębiorcy, dyrektorzy często dopuścili do destrukcyjnego dla firmy zaburzenia hierarchii pracowniczej. Na przykład dawali fory krewnym żony albo opłacali powyżej wszelkiej przywoitości nadzwyczaj oddane asystentki, czasem zatudniali reprezentacyjne osoby tylko dla własnego dobrego samopoczucia czy dobrego wizerunku firmy. Często nadmiernie opłacali pracowników, którzy znali jakieś ich "przekręty". Czasem słono płacili tylko za to, aby pracownicy nie śmieli odzywać się, krytykować w obawie, że stracą tak intratną posadę. A wcale nierzadko płacili ogromne pensje tylko po to, aby odczuć smak władzy, przyjemność poniżania uzależnionych od siebie osób.

Rażąco wygórowane płace nie świadczą tylko o niestabilnym rynku pracy, nie tylko o wymaganiach specjalistów i menedżerów, ale także o klasie i osobowości biznesmenów, właścicieli. W tym przypadku sformalizowany system wynagrodzeń, opracowany i wdrożony przez firmę konsultingową, bywa ostatnią deską ratunku, aby przywrócić firmie sterowność, a stosunkom w pracy bardziej humanitarny, uczciwy charakter.


TOP 200