Z ulotnej pamięci

Gdy będziemy po raz kolejny rozmawiać o elektronicznej administracji, systemach informacji przestrzennej i współpracy europejskich miast, pamiętajmy o niedawno zmarłym Wiesławie Patrzeku (ur. 1951 - zm. 2006 r.)

Gdy będziemy po raz kolejny rozmawiać o elektronicznej administracji, systemach informacji przestrzennej i współpracy europejskich miast, pamiętajmy o niedawno zmarłym Wiesławie Patrzeku (ur. 1951 - zm. 2006 r.)

Nazajutrz po X Gali Lidera Informatyki zadzwonił do mnie Wiesław Patrzek, pełnomocnik Prezydenta Miasta Gdańska ds. informatyzacji. Z żalem stwierdził, że nie mógł do nas przyjechać, On, zdobywca tego tytułu w 2000 r. "Od trzech miesięcy walczę z rakiem" - powiedział, ale w jego głosie pobrzmiewała mało optymistyczna nuta. Zmarł 20 października 2006 r.

Zdecydowana większość osób znała Go jako eksperta od elektronicznej administracji. Dla wielu był niekwestionowanym autorytetem w tej dziedzinie, wręcz On i informatyka samorządowa to jedno. Należał do pionierów informatyki - zajmował się nią od trzydziestu czterech lat.

Elektronik informatykiem

Wiesław Patrzek po studiach na Wydziale Elektroniki Politechniki Gdańskiej (1972 r.) trafił do Zakładu Informatyki Przemysłu Okrętowego (ZIPO), który rozpoczął działalność w 1955 r. W PRL ZIPO było jednostką koordynującą, odpowiedzialną za obsługę informatyczną w branży okrętowej. "Dysponowaliśmy najnowocześniejszym na tamte lata sprzętem komputerami ICL System 4. Najpierw był to model 50, zaś po 5 latach model 70. Jego główne peryferia stanowiły taśmy magnetyczne i dyski, jak na tamte czasy olbrzymie i wymienne: najpierw 7 i 15 MB, a po paru latach aż 30 i 60 MB - i wtedy można było poszaleć - zaś rozbudowana pamięć operacyjna wynosiła 256 kB" - wspominał rok temu w wywiadzie dla naszego tygodnika.

Wszystko to mieściło się na dużej hali. Same taśmy w bibliotece taśmowej) zajmowały osobne pomieszczenie wielkości salki konferencyjnej. Natomiast programy wczytywało się na kartach papierowych (80 kolumn) i tasiemkach papierowych (głównie dla danych). Przypominało to trochę wczesne centrum kosmiczne - stąd wiele wycieczek (obowiązkowe białe gumowe buty i fartuchy). Słowem, informatyka miała w tym czasie posmak rzeczywistej magii dostępnej nielicznym.

Zdaniem Wiesław Patrzeka przypominało to trochę outsourcing. Dane przekazywano do tego centrum - zespół ludzi je wprowadzał i dalej były przetwarzane - raport (wydruki) dostarczano jednostkom branżowym, stoczniom itp. Głównymi systemami były materiałówka, płace - np. obliczano tam 16 tys. płac Stoczni Gdańskiej - tyle wtedy było stoczniowców. Osobną częścią stanowiły systemy związane z projektowaniem statków, m.in. sterowanie cięciem blach, kładzenie kabli itp. - doskonały system ASTER, działa w wersji PC do chwili obecnej.

Wiesław Patrzek początkowo pracował jako programista, następnie jako projektant. Od razu trafił na głębokie wody - do zespołu systemów informacyjnych: najpierw współuczestniczył w rozbudowie systemu informacji bibliograficznych biblioteki CTO - ASTER 4, potem przy tworzeniu i projektowania systemu informacyjnego o statkach. Dane były gromadzone na podstawie comiesięcznie otrzymywanej taśmy z Wielkiej Brytanii z firmy FIRS - stąd nazwa system gromadzenia i wyszukiwania informacji APIS F. System eksploatowano ponad 10 lat. Rozrósł się on o analizy cenowe i trendy opłacalności sprzedaży i budowy statków. O RDBMS ORACLE nikt wtedy nie słyszał, ale to co wówczas oni robili wyprzedzało pierwsze działania z komercyjnymi bazami danych o lata.

Nic dziwnego, że pod koniec lat 70. w ZIPO podjęto próby z systemem wielodostępnym TELZAR, który umożliwiał zdalny dostęp do podsystemów przetwarzania danych z terminali ekranowych praktycznie w większości jednostkach zjednoczenia przemysłu okrętowego. Osobistym Jego zadaniem było wdrożenie systemu APIS F i APIS S, czyli systemu gromadzenia i wyszukiwania informacji o spawalnictwie z wykorzystaniem utworzonego wspólnie z firmą PROMOR tezaurusa.

W krainie komputerów PC

W latach 80. Wiesław Patrzek kierował już zespołem programistów. ZIPO rozpoczęło współpracę z firmą Det Norske Veritas (DNV), opracowując dla nich system wspomagający kontrolerów (survayer) na statkach. Miał on dokumentować ich czynności w formie połączenia rozbudowanej bazy danych z edytorem tekstu. Wówczas sprowadzono oficjalnie (zgoda Cocom) komputer PC XT z 10 MB dyskiem. "Po raz pierwszy używałem oryginalnego LOTUS 1-2-3, Visicalk (o EXCELu nikt nie słyszał, bo takich pakietów jeszcze nie było) - byłem rzeczywiście oczarowany!! W prasie informatycznej toczyła się dyskusja, który system operacyjny zwycięży na PC: CP/M czy DOS. Ja oczywiście postawiłem na produkt Digital Research, bo jak tak mała i mało znana firma jak Microsoft może zagrozić molochowi komputerowemu o olbrzymim doświadczeniu i sprzedaży..." - pokpiwał z siebie po latach.

W Jego zespole pisano oprogramowanie w DR Pascalu, potem w Turbo Pascalu. Szczęśliwie mógł korzystać z oryginalnego oprogramowania, licencjonowanego wraz z bibliotekami, systemami operacyjnymi i literaturą - i to w czasie, gdy panowało ogólne piractwo komputerowe. Przypadkowi ludzie z rzadka porywali się na programowanie i tworzenie małych i dużych systemów jak to ma miejsce obecnie. Uważał, że jest to właśnie przyczyna współczesnych porażek informatyki. Zbyt wiele mają do powiedzenia totalni dyletanci.

Wtedy zaczęły się pojawiać jak grzyby po deszczu składy konsygnacyjne; "wycieczki handlowe" jeździły do Azji, zaś aplikacje tworzono szybko, byle jak, bo pieniądz trzeba było napradcę odzyskać. Jednostki w stylu ZETO i inne branżowe centra komputerowe też rzuciły się na ten rynek, niestety skupiając się za mocno na sprzedaży sprzętu, nie zaś na rozwijaniu oprogramowania. Na "żelastwie" był szybki i duży zysk, podczas gdy w rozwój oprogramowania trzeba zainwestować z głową. Wielu managerów "starej" daty tutaj popełniło błąd i ich firmy splajtowały. To spotkało również zakład Wieśka. Zmieniło się kierownictwo i nowa ekipa doprowadziła firmę do ruiny poprzez fatalne zarządzanie, krótkookresowe myślenie i chęć taniego wykupienia dla siebie przedsiębiorstwa. Tak przy braku konkurencji i "misiowatości" dużych powstawały małe, prężne firmy jak np. Prokom Software.

Samorządowiec z powołania

W Urzędzie Miasta Gdańska zaczął pracować w połowie lat 90. Pod Jego wodzą informatyka zaczęła się liczyć w gdańskim magistracie, pomagając unowocześniać pracę urzędników. Jako jedno z pierwszych osiągnięć wymieniał budowę Systemu Informacji Przestrzennej. Następnie skupił się wdrożeniu zintegrowanego systemu zarządzaniem miastem "Ratusz", by już w XXI w. poświęcić się elektronicznej administracji. Był koordynatorem programu operacyjnego e-Gdańsk (w ramach "Strategii rozwoju miasta Gdańska do 2015") oraz projektu "e-Gdańsk - europejska metropolia on-line" realizowanego w ramach ZPORR 1.5.

Szczególnie sobie cenił działalność w dwóch paneuropejskich organizacjach: Major Cities of Europe IT Group, Global Cities Dialogue oraz sieci Telecities - od 2004 r. był tam członkiem Komitetu Sterującego (ok. 130 miast europejskich najbardziej zaawansowanych we wdrażaniu i rozwoju technologii informatycznych).

W Jego ocenie najlepiej funkcjonuje informatyka na poziomie lokalnym. Kolejne plany e-Polska nic tu nie pomogą. Uważał, że należy mówić o re-engineeringu i projekcie decentralizacji głównych ewidencji oraz ich przyszłej integracji. Jednocześnie należy tworzyć oddolnie metastandardy i dążyć - zgodnie z polityką pełnej jawności - do upubliczniania wszelkich danych i ewidencji, ponieważ to głównie interesuje mieszkańców. "A jeśli ich uczynimy wreszcie punktem odniesienia naszych działań, należy zadbać o badania opinii, na podstawie których można tworzyć plany krótko- i długoterminowe lokalne oraz regionalne poddawane publicznym dyskusjom i konsultacjom" - wyjaśniał.

Szkoda, że zabraknie Jego głosu w dyskusji o Planie Informatyzacji Państwa.


TOP 200