Z systemu jestem zadowolony

Z Waldemarem Zarębą, kierownikiem Powiatowego Urzędu Pracy w Garwolinie, rozmawia Andrzej Gontarz.

Z Waldemarem Zarębą, kierownikiem Powiatowego Urzędu Pracy w Garwolinie, rozmawia Andrzej Gontarz.

Jak ocenia Pan funkcjonowanie systemu PULS?

U nas działa on bezawaryjnie. Mamy tylko za słaby serwer. Gdy go wymienimy, wszystko powinno być w porządku.

W jakim zakresie korzystacie z programu?

Obsługuje on działalność urzędu. Wszystko robimy na komputerze - od księgowości, przez magazyn materiałów biurowych, po ewidencję bezrobotnych. Dzięki sieci każdy z pracowników może mieć wszystkie potrzebne mu dane bez wstawania od biurka.

Czy PULS przyspiesza obsługę bezrobotnych?

My nie pracujemy na akord. Rejestracja bezrobotnych trwa i tak za krótko. Bardzo ubolewam, że nie możemy poświęcić im tyle czasu, ile by należało. Najważniejsza w kontaktach z ludźmi, którzy do nas przychodzą, jest rozmowa. Powinna trwać tak długo, by jak najlepiej poznać rozmówców, uzyskać od nich jak najwięcej informacji. Tylko wtedy można im skutecznie pomóc, znaleźć odpowiednie oferty pracy. U nas nie ma ogólnej poczekalni z ladą do obsługi klientów, tak jak to jest w niektórych urzędach. Trzeba pozwolić człowiekowi usiąść, przekonać go, że urzędnik się nim rzeczywiście interesuje. Jeżeli coś mogłoby nam naprawdę pomóc, to większa liczba pracowników fachowo przygotowanych i życzliwie nastawionych do ludzi. Zawsze tłumaczę swoim współpracownikom, żeby się nie spieszyli z obsługą bezrobotnych, żeby poświęcali im jak najwięcej uwagi i cierpliwie ich wysłuchali. Nanoszenie danych, czy to do formularza papierowego czy elektronicznego, musi trwać. Ale to jest element drugoplanowy.

Gdzie są zatem korzyści z posługiwania się techniką komputerową?

W każdej chwili możemy mieć dostęp do potrzebnych informacji. Komputer wyręcza nas w przeglądaniu ogromnej ilości danych i dostarcza gotowe zestawienia, raporty, statystyki. Łatwiej w ten sposób dokonać wstępnego wyboru bezrobotnych, spełniających określone oczekiwania pracodawcy. Ostateczna decyzja musi jednak należeć do pracownika. Tu bowiem mamy do czynienia z konkretnym człowiekiem, którego sytuacji nie da się opisać do końca formalnymi kryteriami bazy danych.

Kto, poza urzędem, korzysta z informacji zawartych w systemie? Czy interesują się nimi władze lokalne?

Wysyłamy co miesiąc pisemne sprawozdania do marszałka województwa. Możemy je przygotowywać również dla starosty, gdy zgłosi taką potrzebę. Generalnie, starosta woli jednak, aby mu zreferować interesujący go problem. Wtedy właśnie bardzo pomocny jest PULS. Dzięki niemu mogę w 15 minut przygotować potrzebne materiały. Starostwo, gdyby chciało, mogłoby mieć bezpośredni dostęp do danych statystycznych naszej bazy na swoim komputerze. Program to umożliwia. Został przecież stworzony z myślą o umożliwieniu przepływu informacji.

Z kim wymieniacie informacje drogą elektroniczną?

Odkąd został zlikwidowany ogólnopolski system, każdy urząd pracy działa sam dla siebie. W rzeczywistości staliśmy się jednym z wydziałów starostwa powiatowego. Z efektów pracy rozliczamy się przed starostą. Moglibyśmy np. poprzez PULS wymieniać oferty pracy z sąsiednimi urzędami. I tak wszyscy działamy na tym samym podwarszawskim rynku pracy. Bez odpowiednich porozumień między starostami nie jest to jednak możliwe.

Czy w związku z obecnym rozproszeniem nie macie problemów z serwisowaniem oprogramowania?

Nie, zespół informatyków w ministerstwie pracy reaguje bardzo szybko. Sprawnie wprowadzane są też zmiany wynikające ze zmian prawa czy lokalnych potrzeb. U nas w urzędzie wszystkim zajmuje się jeden informatyk. Nie ma potrzeby, bym musiał interweniować. Programiści znają mnie jednak bardzo dobrze. Podczas wdrażania potrafiłem wzywać ich po kilka razy w ciągu tygodnia, a zdarzało się też i tak, że pracowaliśmy wieczorami. Wtedy osobiście pilnowałem, żeby wszystko zostało zrobione, tak jak potrzeba. Dzisiaj już nie zaprzątam sobie tym głowy.

Dlaczego więc inni się skarżą, a Pan jest zadowolony?

Lubię swoją pracę i zawsze w to, co mam do zrobienia, angażuję się do końca.