Z potrzeby serca

Nie ma bardziej zadziwiającego zjawiska niż fakt, że tak wielu pracowników utożsamia się z organizacją, w której pracuje.

Nie ma bardziej zadziwiającego zjawiska niż fakt, że tak wielu pracowników utożsamia się z organizacją, w której pracuje.

Żadna organizacja nie jest przyjazna człowiekowi. Żaden urząd, instytucja, żadne przedsiębiorstwo, bank nie istnieje po to, aby uszczęśliwiać pracowników. Organizacja ma trwać i rozwijać się. To jest jej cel, któremu podporządkowane są aspiracje i działania indywidualnych ludzi. Los poszczególnych osób, które są w niej zatrudnione, jest jej w zasadzie obojętny, o ile nie wpływa na teraźniejszość i przyszłość. Organizacja - pewien skomplikowany związek wielu osób przez tych lub innych ludzi stworzony - jest ze swojej natury obca człowiekowi. A jednak... A jednak tyle, aż tyle ludzi codziennie poświęca swojej pracy znacznie więcej niż osiem godzin i angażuje się w nią znacznie bardziej niż w wiele spraw prywatnych albo ponadczasowych. Tyle osób odczuwa osobistą radość albo przykrość na wieść o jej sukcesach lub porażkach. Tyle mówi o swoim miejscu pracy, jak o kimś bliskim i ważnym, na kim się można zawieść albo można polegać, kto daje poczucie wartości albo upokarza. Bez względu na znak wartości, liczy się to, że angażuje ludzkie najgłębsze uczucia.

Zawsze z ogromnym wzruszeniem obserwuję ludzi, którzy mówią o swoich firmach z autentycznym przejęciem. Czasem opowiadają o wielkich osiągnięciach: nadzwyczajnym zysku, zdobyciu certyfikatu jakości, zainstalowaniu systemu informatycznego, wejściu na giełdę, wielkim kontrakcie eksportowym czy czymś podobnie ważnym. A czasem mówią jedynie o szczegółach, że jest nowy papier firmowy, logo ma ładne kolory, zmieniono markę służbowej kawy. Brzmi w tym taki specyficzny osobisty - nie służbowy - ton. Jest to taki ton, jakim mówi się o własnych sprawach. A kiedy w pracy się coś nie układa, to nie ton się zmienia, tylko zawartość uczuć i słów. Zawsze zadziwia mnie to, jak firmom udaje się osiągnąć ten stopień utożsamienia z nią pracowników. Przecież oni sami czasem mają do siebie pretensje o to uzależnienie, przejmowanie się firmą, poświęcenie, którego żadna firma nie jest warta. A mimo to ani nie potrafią, ani w gruncie rzeczy nie chcą się od niej uwolnić. Od myślenia o niej, jak o ludzkiej istocie.

Jednak nie jest to efekt żadnej sprytnej polityki firmy. Wszystkie systemy motywacyjne demoralizują pracowników. Ćwiczą ich w cynizmie, chciwości i zimnym wyrachowaniu. Paradoksalnie zabijają to wielkie, na ogół nieodwzajemnione - mimo istnienia systemu motywacyjnego - uczucie, jakim ludzie bezwiednie darzą swoje miejsce pracy (nie mylić z pracodawcą!). Powstaje ono z potrzeby serca - bez innego uzasadnienia albo racji. Nie można go świadomie, instrumentalnie pozyskać. Najczęściej jest to po prostu kwestia przypadku, że akurat w tym, a nie innym miejscu zbierze się więcej jednostek o większych sercach i umysłach niż gdzie indziej, więcej ludzi nie przemaglowanych przez systemy motywacyjne. Taka firma ma szczęście.


TOP 200