Z pamiętnika bezrobotnego salesa

Kadrowa podtyka do podpisu kwit "za porozumieniem stron". OK, zawsze tak zmieniałem pracę. Później się dowiem, że to błąd - skraca okres uprawnienia do pobierania zasiłku. Ale kto w takiej sytuacji myśli o zasiłku? Przecież jestem świetny i zaraz znajdę nową pracę.

Kadrowa podtyka do podpisu kwit "za porozumieniem stron". OK, zawsze tak zmieniałem pracę. Później się dowiem, że to błąd - skraca okres uprawnienia do pobierania zasiłku. Ale kto w takiej sytuacji myśli o zasiłku? Przecież jestem świetny i zaraz znajdę nową pracę.

Dzień Zero

Głęboki wdech. Właśnie dowiedziałem się, że moja firma ogranicza działalność w Polsce, redukuje więc dział sprzedaży. Szef stwierdza, że tego rynku nie da się zrozumieć, i jak zawsze, kiedy nie wie, o czym mówi - włącza mu się silny, obcy akcent. Akurat nie ma racji, ten rynek działa wg bardzo dobrze zdefiniowanych - choć niezrozumiałych dla człowieka z Zachodu - reguł. Ale to nie jest już ważne: kluczyki do samochodu, karta wejściowa, komórka. Przekazanie spraw bieżących szefowi w ciągu tygodnia, potem "brak obowiązku świadczenia pracy w okresie wypowiedzenia".

Kadrowa podtyka do podpisu kwit "za porozumieniem stron". OK, zawsze tak zmieniałem pracę. Później się dowiem, że to błąd - skraca okres uprawnienia do pobierania zasiłku. Ale kto w takiej sytuacji myśli o zasiłku? Przecież jestem świetny i zaraz znajdę nową pracę. Dziś jest ostatni dzień miesiąca... A wyśmiewałem się kumpli z zaprzyjaźnionej, dołującej firmy, urządzających zawsze na koniec miesiąca wyjście na duże piwo, by opić jeszcze jeden miesiąc z pensją w kieszeni...

Bracia w Niedoli

Muszę z kimś pogadać. Co dalej robić, jaka jest szansa na szybkie znalezienie pracy? Kilka telefonów do znanych mi bezrobotnych i dostaję namiar na najbliższe spotkanie Braci w Niedoli. Spotykają się zwykle na kawie ok. 10 rano w miejscach, gdzie można za darmo zaparkować samochód, ale też łatwo dojechać komunikacją publiczną. Chętnie w ulubionej knajpie, gdzie tak niedawno na imprezach z klientami spędzali całe noce i płacili słone rachunki. Miło powspominać, a zaprzyjaźnione kelnerki stwarzają przyjemną atmosferę współczucia, ale i wiary w możliwości wczorajszych gwiazd. Niektóre nawet nie chcą brać napiwków, mówiąc, że to do wyrównania, jak karta się odwróci. Bezrobotni giganci wymieniają plotki, namiary na head hunterów i pośredników, przekazują sobie nieinteresujące z jakiegoś powodu oferty pracy i "cynki", która firma akurat szuka ludzi. Chłoną wieści z rynku, nagle odcięci od przyjemnego stanu wiedzy o tym, "co jest grane". Nieformalnym przywódcą jest Prorok, nazywany tak ironicznie od sposobu, w jaki stracił pracę. Gdy prezes jego firmy ogłosił plan sprzedaży na drugie półrocze, Prorok powiedział, że jako poważny facet i dyrektor sprzedaży uważa taki plan za nierealny. Po dwóch dniach stracił pracę - jego zastępca zapewnił prezesa, że ON taki ambitny plan sprzedaży zrealizuje. Dziś już wiadomo że nie zrealizuje, a nawet w kolejnym kwartale sprzedał mniej niż zobowiązał się Prorok, ale sprawa jest zamknięta. Prezes się nie przyzna, że zwolnił lepszego pracownika, bo chciał uwierzyć w mrzonki. Obiecywacza też nie zwolni, bo gdzie znajdzie lepszego chłopca do bicia za niewykonanie planu sprzedaży? Po dwóch godzinach Bracia się rozchodzą - odebrać dzieci ze szkoły czy przedszkola, zrobić zakupy, skosić trawnik (chwilowo jeszcze tylko swój). Czasami któregoś brakuje - ma spotkanie w sprawie pracy. Gdy dzwoni komuś komórka - wszyscy milkną. To może być TEN telefon.

Head hunter zawsze dzwoni sam

Brat Ekspert od head hunterów (po 4 miesiącach musiał zrezygnować z pracy nagranej przez łowcę głów - z uzgodnionych w kontrakcie zasad zatrudnienia w praktyce zgadzała się tylko nazwa firmy) stwierdził filozoficznie, że łowcy to tacy sami sprzedawcy jak my sami. Produkt mają inny, ale już rynek (pracodawców) równie słaby. Też muszą wykonać plany kwartalne czy półroczne i wtedy uważaj! Żeby "zamknąć projekt", sprzedadzą cię za wszelką cenę, nie dbając o interes twój czy pracodawcy. Oczywiście dają gwarancję (zobowiązanie znalezienia następcy, jeżeli odejdziesz w określonym terminie), ale o to będą się martwić potem, a ty staniesz się ich sojusznikiem (jeżeli już byłeś bez pracy, dobrze się zastanowisz, nim zostawisz nawet nietrafioną robotę).


TOP 200