Z dala od okien

Instytucje rządowe i duże firmy coraz chętniej rezygnują z oprogramowania komercyjnego na rzecz open source. W 2004 r. ten proces nasili się w dwu- lub nawet czwórnasób.

Instytucje rządowe i duże firmy coraz chętniej rezygnują z oprogramowania komercyjnego na rzecz open source. W 2004 r. ten proces nasili się w dwu- lub nawet czwórnasób.

"Widmo krąży nad Europą. Widmo oprogramowania o otwartym kodzie źródłowym" - tak mógłby się zaczynać współczesny "Manifest komunistyczny". Oryginalny "Manifest", dokument epoki węgla i pary, dość szybko się zdewaluował wobec ucywilizowania się kapitalizmu. Powszechnie dostępne oprogramowanie ma historię zdecydowanie krótszą niż marksistowska walka klas, ale analogie są nadzwyczaj kuszące. Wysokie jest również prawdopodobieństwo popełnienia przez zwolenników open source tych samych błędów w rozumowaniu, które pogrążyły w niebycie niektórych dziewiętnastowiecznych filozofów.

Bojownicy o wolność otwartego oprogramowania stawiają się w jednym szeregu z antyglobalistami, ekologami i innymi młodymi ludźmi podatnymi na spiskowe teorie dziejów. Ideologia zatruwa rozum. Trzeba walczyć z Microsoftem, bo... Należy korzystać z open source, bo... Szerzy się kult Linuxa w opozycji do Windows - wcielenia Bestii. Tutaj wszelkie insynuacje są możliwe. Nie zgadzają się jakieś fakty - tym gorzej dla faktów. Czy w takiej atmosferze można podjąć racjonalną dyskusję o przyszłości oprogramowania o otwartym kodzie źródłowym? "I oby tak dalej" - skwitował jeden z kluczowych pracowników polskiego oddziału Microsoftu. Słusznie, ponieważ rewolucyjne wrzenie i kompletny rozgardiasz po stronie bojowników o wolność wzmacnia ancien regime, czyli producentów licencjonowanego oprogramowania.

Wiosna Ludów

A gdyby tak open source zajął się wreszcie jakiś poważny przedsiębiorca? Taki, który nie będzie się bał porzucić swojego modelu biznesowego opartego na sprzedaży własnego/cudzego oprogramowania na rzecz usług wdrożeniowych i utrzymania. Taki, który zdecyduje się wreszcie dogłębnie spolonizować system Linux i dbać o jego rozwój. Wreszcie taki, który przestanie mówić o rewolucji, skupi się zaś na ewolucji i całkowitych kosztach utrzymania - TCO. Bowiem kluczem do sukcesu tej wyśnionej firmy jest audyt kosztów obsługi informatycznej i wyliczenie, ile stracimy/zyskamy na migracji do oprogramowania o otwartym kodzie źródłowym. Oto wyzwanie na rok 2004. Tymczasem instytucje państwowe i przedsiębiorstwa muszą sobie radzić same z tym rachunkiem kosztów. Robią to z różnym wynikiem.

"W Urzędzie Miasta Gdańska open source wykorzystujemy przede wszystkim w zastosowaniach internetowych" - opowiadał Wiesław Patrzek, pełnomocnik prezydenta Gdańska ds. informatyki, na październikowej konferencji tygodnika Computerworld Open source w sektorze publicznym. Obsługą kont pocztowych zajmuje się tam darmowy Postfix. "Dzięki temu zapewniliśmy bezpieczeństwo, skalowalność i stabilność działania" - wyliczał zalety. Znowuż za obsługę stron WWW odpowiada serwer Apache pracujący pod kontrolą Red Hat Linux. Treścią zaś zarządza bezpłatna baza danych MySQL. Wiesław Patrzek nie ukrywa jednak porażki, jaką była próba przeniesienia aplikacji wspomagającej obieg spraw i dokumentów z platformy HP-UX/Oracle na Linux/PostgreSQL. Na niewiele się zdały kilkumiesięczne uzgodnienia i konsultacje z twórcą aplikacji. Autor programu nie podejmuje się asysty technicznej bazy danych w przypadku zastosowania PostgreSQL. Pojawiły się problemy z wykorzystaniem mocy serwera i trzeba było wrócić do pierwotnego rozwiązania.

"Oprogramowanie open source to kawałek rynku informatycznego będący w pełni rynkiem klienta, a nie dostawcy - w tym sensie, że klient kupuje tyle, ile chciał kupić. W przypadku administracji rozwiązania tego typu stwarzają możliwości reengineeringu wydatków" - mówił podczas konferencji Computerworld Zbigniew Olejniczak, dyrektor Departamentu Informatyki Ministerstwa Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej. Zbigniew Olejniczak zachowuje minę pokerzysty, gdy anonsuje rynkowi, że w projekcie (integracja systemów urzędów pracy i ośrodków pomocy społecznej) stacje robocze zostaną wyposażone w oprogramowanie o otwartym kodzie źródłowym. Nic dziwnego, że trzeba tu zachować stalowe nerwy i bez emocji przyjmować naciski rynku. Policzmy, kilkadziesiąt tysięcy komputerów w administracji przejdzie na open source! Przyczyna? Ministerstwa nie stać na oprogramowanie Microsoftu, nawet w ramach specjalnie przygotowanych ofert. Tak samo mówią informatycy w w Bydgoszczy, Wrocławiu, Warszawie i w setkach innych gmin. Rok 2004 to będzie prawdziwa Wiosna Ludów.

Podręcznik wybijaczy okien

O ile u nas ruch wyzwoleńczy - mimo wszystko - przypomina partyzantkę, o tyle Niemcy i Komisja Europejska prowadzą regularną wojnę z koncernem Billa Gatesa. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Niemiec opublikowało w lipcu 2003 r. ponad 400-stronicowy podręcznik, jak z Windows przejść na Linuxa. Jak wojna, to wojna na całego. W sukurs Niemcom podążyła Bruksela. Jeśli do propagowania open source zabiera się komitet IDA, który aspiruje do ustalenia standardów IT w skali całej Unii, to znak, że zostały wytoczone najcięższe działa.

Europa nie chce płacić za patrzenie przez okna. Teraz czas na Polskę.

Dla Computerworld komentuje:

KRZYSZTOF GŁOMB, prezes Stowarzyszenia Miasta w Internecie

Oprogramowanie rozumiane szeroko jako Free/Libre and Open Source Software (FLOSS) wspiera misję władz publicznych, umożliwiając "inspekcję funkcji oprogramowania" przez władze i obywatela. Przykładowo, pozwala na sprawdzenie przez obywatela, w jaki sposób użyte oprogramowanie liczy jego podatki albo głosy w elektronicznym głosowaniu. Bezsprzecznie FLOSS ułatwia władzom modyfikację, usuwanie błędów i poprawę działania oprogramowania - czyniąc je niezależnymi od pojedynczego dostawcy, dając możliwość wyboru działania i skorzystania z innego "programisty" niż pierwotny dostawca. Wymusza również zachowanie neutralności technologicznej. To władze samodzielnie wybierają system operacyjny, platformę sprzętową i oprogramowanie aplikacyjne. Przy okazji kreuje wzrost rodzimego rynku oprogramowania, zwiększa profesjonalizm programistów i konkurencyjność produktów. Tym samym pobudza innowacyjność sektora małych i średnich przedsiębiorstw.

Należy jednak wziąć pod uwagę czynniki, które przemawiają przeciw zastosowaniu FLOSS w administracji państwowej. Po pierwsze, zarządzanie projektami opartymi na FLOSS jest często skomplikowane, a szczegóły bywają niedopracowane - zwłaszcza w projektach krótkoterminowych. Po drugie, złożone "hybrydy" modeli biznesowych FLOSS mogą ograniczyć zaufanie do oprogramowania. Po trzecie wreszcie - i to jest największy paradoks - istnieje niebezpieczeństwo zniszczenia rynku oprogramowania licencjonowanego. Może się zwiększyć bezrobocie i nastąpić ograniczenie wzrostu gospodarczego opartego na sektorze ICT.