Wzloty i upadki dużego operatora

Formus Polska, kolejna firma, która wyrosła na fali boomu internetowego, prawdopodobnie wkrótce ogłosi upadłość.

Formus Polska, kolejna firma, która wyrosła na fali boomu internetowego, prawdopodobnie wkrótce ogłosi upadłość.

W ubiegłym tygodniu wręczono wypowiedzenia kolejnym 80 pracownikom Formus Polska. To prawdopodobnie ostatni etap trwających od kilku miesięcy redukcji. "Dalsze zwolnienia pracowników będą już zagrażać jakości usług świadczonych przez firmę. Już w tej chwili na każdego pracownika technicznego przypada po kilka lokalizacji, często oddalonych od siebie o kilkadziesiąt kilometrów" - opowiada pracownik Formusa. Zwolniono wszystkich pracowników biura handlowego, na handlowców zaś przekwalifikowano dwie osoby wcześniej odpowiadające za rozliczanie faktur.

Bez Amerykanów - kłopoty

O problemach firmy zrobiło się głośno w listopadzie 2000 r., kiedy ze spółki wycofał się amerykański udziałowiec - Formus Communications. Od tego czasu trwają zabiegi polskich właścicieli firmy - spółki Elmedia - mające na celu pozyskanie nowych inwestorów. Wśród potencjalnych kandydatów wymieniano m.in. szwedzką spółkę Telenor Satellite, ubiegającą się wówczas o kontrakt na obsługę Totalizatora Sportowego, a także Tel-Energo SA.

Niestety, pomimo wdrożenia programu naprawczego, polegającego na redukcji części etatów, obniżce pensji menedżerów, a także optymalizacji sieci transmisji danych, kierownictwu nie udało się znaleźć nowych inwestorów. Co ciekawe, mimo coraz poważniejszych problemów, jeszcze w marcu br. firma uczestniczyła w targach pracy Intech 2001 w Warszawie.

Pracownicy bez wypłat

W kwietniu br. pojawiły się pierwsze opóźnienia w wypłatach. Wszystkie kolejne pensje były już płacone w ratach, a pracownicy do dziś nie otrzymali całości należnych wynagrodzeń. Na początku sierpnia zaproponowano im układ. Ci, którzy dobrowol- nie rozwiążą umowę o pracę w ciągu 5 dni, otrzymają zaległe trzymiesięczne pobory, a także 1500 zł tytułem długu z maja. "Część z nas nawet chciała się na to zgodzić, pod warunkiem że umowa zostanie spisana i znajdzie się w niej aneks o tym, iż w przypadku niewywiązania się z zobowiązań, pracownicy zostaną automatycznie przywróceni do pracy. Nasi szefowie nie chcieli jednak o tym słyszeć. Nie zgodziliśmy się na proponowane warunki, wietrząc w tym próbę ominięcia przepisów o zwolnieniach grupowych, gwarantujących pracownikom prawo do stosownej odprawy" - mówi pracownik warszawskiego biura.

W związku z zaległościami w wypłatach pracownicy postanowili złożyć skargę do Państwowej Inspekcji Pracy, a także pozew do Sądu Pracy. W Inspekcji Pracy usłyszeli, że jedyne, co może zrobić urząd, to nałożyć na firmę grzywnę w wysokości... 500 zł. Wstępny termin rozprawy w Sądzie Pracy wyznaczono na maj 2002 r. Mimo iż wszystkie pozwy składane przez pracowników dotyczą tej samej firmy, dokumenty są kierowane do różnych wydziałów. Na początku sierpnia br. w sądzie złożono również pismo skierowane do wiceprezesa sądu w sprawie zabezpieczenia powództwa. Ustawowo sąd ma dwa tygodnie na odpowiedź. Na razie nie ma decyzji. "Przecież w maju przyszłego roku będziemy mogli wytapetować sobie tym wyrokiem ściany" - przyznaje gorzko jeden z pracowników, którzy zdecydowali się na złożenie pozwu.

Urodzeni optymiści

Pytani o przyczyny problemów firmy pracownicy wskazują kilka powodów. Najważniejszym z nich jest kryzys międzynarodowy, który spowodował wycofanie się ze spółki amerykańskich udziałowców. Jednak to nie wszystko. "W pewnym momencie nikt nie liczył się z pieniędzmi. Kupiono 200 samochodów. Stacje przekaźnikowe stawiano nawet w miejscach, gdzie firma nie miała ani jednego klienta. Podpisano wiele niekorzystnych umów z administratorami budynków, na których umieszczano stacje, oraz dostawcami. Kontrakt z dostawcą sprzętu telekomunikacyjnego był skonstruowany tak, że strona kupująca nie miała praktycznie żadnych praw. Sprzęt docierał do nas z prawie rocznym opóźnieniem, często w innej niż zamawiana konfiguracji" - mówi menedżer Formusa.

Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku kontraktu na zakup serwerów. W pewnym momencie okazało się, że Formus zapłacił o kilkadziesiąt tysięcy za dużo. Żeby nie przelewać z powrotem tych pieniędzy, dostawca obiecał darmowy pakiet szkoleń. Z oferty skorzystało kilkanaście osób, często nie związanych z administrowaniem sieciami.

Zaciągnięte wówczas zobowiązania obciążają budżet Formusa do dziś, sprawiając, że firma mająca przychody na poziomie miliona złotych miesięcznie nie może wypłacić należnego wynagrodzenia swoim pracownikom. Spółka co miesiąc płaci 90 tys. zł dzierżawcy parkingu, na którym parkowana jest zaledwie część samochodów firmowych. W razie niewywiązania się z umowy dzierżawca otrzyma 15% wartości zaparkowanych na placu pojazdów. "A nam się mówi, że nie ma pieniędzy na pensje" - oburzają się pracownicy.

Fasada do zobowiązań

Wysokie koszty uniemożliwiają poprawę kondycji finan- sowej firmy. Kierownictwo Formusa rozważa pomysł wydzielenia z firmy działu administracyjnego. Podobno wciąż żywe są pomysły, aby całą infrastrukturę telekomunikacyjną, a także klientów przekazać nowej firmie, która z czystym kontem rozpoczęłaby świadczenie usług związanych z dostawą Internetu. Wierzycielom pozostałoby jedynie procesowanie się z pozbawioną środków spółką Formus Polska. Niestety, mimo wielokrotnych prób, nie udało nam się potwierdzić tych podejrzeń w warszawskim biurze spółki. Jak nas poinformowano, prezes jest niedostępny, ponieważ wyjechał na wakacje, zaś osoba odpowiedzialna za kontakty z prasą nie pracuje już w firmie od kilku tygodni.