Wyższe studia informatyczne w Polsce

Banalne stało się stwierdzenie, że informatyka jest jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się dziedzin. Trzeba stale poświęcać dużo czasu, by móc za tym postępem nadążyć. Kształcenie informatyków jest m.in. dlatego tak trudne, że wciąż trzeba aktualizować program nauczania i uzupełniać wykładane treści. Tak naprawdę powinna trwać permanentna reforma programu nauczania.

Banalne stało się stwierdzenie, że informatyka jest jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się dziedzin. Trzeba stale poświęcać dużo czasu, by móc za tym postępem nadążyć. Kształcenie informatyków jest m.in. dlatego tak trudne, że wciąż trzeba aktualizować program nauczania i uzupełniać wykładane treści. Tak naprawdę powinna trwać permanentna reforma programu nauczania.

W Polsce informatyka jako kierunek studiów prowadzona jest na kilkunastu uczelniach wyższych. Studenci informatyki są kształceni lepiej lub gorzej, zależnie od ośrodka akademickiego, jednak ogólnie programy nauczania wydają się trochę zacofane i nie w pełni aekwatne do potrzeb rynku. Ostatnio w wielu akademickich instytutach informatycznych zaczęto pracować nad aktualizacją treści nauczania. Prowadzone działania reformatorskie i nowe programy studiów mają w intencji ich autorów przyczynić się jeśli nie do zniwelowania, to przynajmniej zmniejszenia dystansu, jaki dzieli tradycyjne metody nauczania informatyki od jej współczesnych wymagań.

Wszędzie jednak, na każdej uczelni, informatyka jest zwykle przy jakimś wydziale i to często fatalnie ciąży (dosłownie!) na programie nauczania. Na przykład na Elektronice PW student kierunków informatycznych wciąż uczy się podstaw miernictwa czy teorii obwodów, ogólnie więc zagadnień, które w przyszłości będą im potrzebne w znikomym stopniu albo wręcz wcale. Studentom na ogół zbyt mało się ufa, w tym sensie, że nie daje się im zbyt dużo samodzielności (np. przy wyborze profilu nauki), a sprawy formalne, jak kwestia przebiegu toku studiów, są często traktowane zbyt sztywno.

Najważniejsze organizacje informatyczne (takie jak ACM, IEEE czy Unesco-IFIP) opracowały dość szczegółowe zalecenia i wytyczne, z których powinno się korzystać przy tworzeniu programów nauczania informatyki. Na nich często bazuje się przy dokonywaniu obecnych gruntownych reform treści wykładów i sposobu organizacji studiów informatycznych w wielu polskich uczelniach. Jak powiedział dr in. Pająk, odpowiedzialny za sprawy dydaktyki w Instytucie Informatyki na Politechnice Warszawskiej, bardzo uważnie obserwowane jest to, co się dzieje w przodujących uczelniach amerykańskich, które bez wątpienia są tutaj awangardą postępu.

Według klasyfikacji przyjętej przez Unesco-IFIP uniwersyteckie kierunki informatyczne powinny kształcić programistów systemowych (system programmers), inżynierów oprogramowania (software engineers) oraz informatyków teoretyków (scientist, researchers).

Informatyk praktyk jest użytkownikiem metod informatycznych, a informatyk teoretyk ich twórcą. Zadaniem tego drugiego jest projektowanie i analiza algorytmów, weryfikacja hipotez teoretycznych, praca nad metodologią informatyki i projektowanie nowych narzędzi informatycznych, itp. Uczelnie wyższe powinny koncentrować się na kształceniu praktyków, bo tych właśnie potrzebuje rynek pracy i nic nie wskazuje na to, by ta tendencja miała się w przyszłości zmienić.

Tok nauczania próbuje się wyraźnie podzielić na dwie grupy - blok podstawowy i zaawansowany. Celem tego pierwszego jest wyposażenie studenta w podstawowy aparat matematyki wyższej (w zakresie analizy matematycznej, algebry i logiki), informatyki teoretycznej (fundamentalnych algorytmów, podstaw metod formalnych, teorii automatów i języków formalnych oraz teorii grafów i kombinatoryki) oraz informatyki praktycznej (propedeutyczne wersje większości specjalistycznych przedmiotów informatycznych, nauka języków i technik programowania). Blok podstawowy powinien zawierać zbiór przedmiotów o uniwersalnym charakterze, których zaliczenie dawałoby szanse na wykształcenie elementarnych umiejętności sprawnego i przemyślanego posługiwania się narzędziami informatycznymi oraz stanowiło podstawę do podjęcia studiów specjalistycznych. Blok zaawansowany powinien dać studentom możliwość gruntownego poznania kilku dziedzin (których wybór należałby do samych studentów). Ważne wydaje się wprowadzenie instytucji opiekuna naukowego dla każdego studenta (czyli pracownika naukowego, który indywidualnie dba o danego studenta), wzorem uczelni amerykańskich. Student po ukończeniu bloku podstawowego powinien:

- umieć pisać w rozsądnym czasie programy poprawnie działające i dobrze udokumentowane

- znać ogólne klasy zadań nadających się do rozwiązywania za pomocą komputera i posługiwać się narzędziami, służącymi do rozwiązywania tych zadań

- rozumieć podstawy architektury i działania komputerów

- znać podstawy matematyczne i informatyczne pozwalające na pogłębione studia.

Rozważa się koncepcję wprowadzenia krótszych studiów (trzy- letnich), kończących się otrzymaniem dyplomu inżyniera oraz dla chętnych po dwu dodatkowych latach tytułu magistra. Ten system (który ma wejść w życie na wydziale Elektroniki PW) odpowiada w pewnym stopniu temu, co powszechne jest na uczelniach amerykańskich, gdzie uzyskuje się odpowiednio tytuł bachelor degree (BSc) i master degree (MSc).

Zupełnie odrębnym problemem jest sprawa kadry naukowej, a konkretnie odpływu wartościowych pracowników naukowych, zwłaszcza młodych. O ile dawniej w grę wchodziła emigracja, to dzisiaj wielu z nich skuszonych wyższymi zarobkami w firmach prywatnych, bądź urzędach amdninstracji centralnej (gdzie ostatnio informatykom płacą całkiem nieźle), porzuca uczelnię, często nie mając innego wyjścia, zważywszy, że np. pensja asystenta jest niewiele wyższa od zasiłku dla bezrobotnych. Najczęstszym zjawiskiem jest dorabianie "gdzieś tam", na czym w sposób fatalny cierpi w pierwszym rzędzie dydaktyka. Realne staje się niebezpieczeństwo, że jeśli nic się nie zmieni, to nie bardzo będzie miał kto uczyć. A odbudować instytut naukowy jest daleko trudniej niż doprowadzić do jego upadku.

Uczelnie dysponują już dość sporą liczbą sprzętu (w tym jest coraz więcej maszyn lepszych od PC, często pod Unixem), aczkolwiek jego zakupy są finansowane raczej w ramach projektów badawczych (tzw. grantów z Komitetu Badań Naukowych) lub pomocy zagranicznej (np. z funduszy programu Tempus utworzonego przez EWG), niż ze środków przeznaczonych na cele dydaktyczne. Trochę kiepsko jest z wyposażeniem bibliotek w literaturę, choć można się pocieszać, że mogłoby być gorzej... Ogromnym osiągnięciem ostatnich kilku lat jest podłączenie najważniejszych ośrodków akademickich (a więc w pierwszym rzędzie wydziałów informatyki) do globalnej sieci Internet i naukowej sieci EARN/Bitnet. Trudno przecenić korzyści płynące z tak bezpośredniego dostępu do wszystkich ośrodków naukowych na świecie.

Dylematem jaki stoi przed uczelniami wyższymi i Minsterstwem Edukacji jest sprawa odpłatności za studia. Z jednej strony dobrze, że każdy może studiować i sytuacja materialna nie decyduje o możliwościach kształcenia się (co i tak do końca nie jest prawdą), ale z drugiej strony rodzi to bardzo niezdrową sytuację (bo jak się za coś nie płaci, to się tego nie szanuje). Wprowadza się więc rozwiązania pośrednie, takie jak np. zawodowe trzyletnie studia informatyczne na wydziale Matematyki Informatyki i Mechaniki na UW. A poza tym jak długo jeszcze uczelnie mają funkcjonować tylko i wyłącznie z pieniędzy uzyskanych z budżetu? Jeśli o informatykę idzie, to nie widać na uczelniach znaczącej współpracy z przemysłem (czyli realizowania projektów badawczych na czyjeś określone potrzeby), ale czy mamy w Polsce teraz jakiś "przemysł informatyczny"?

Podaż informatyków na rynku pracy w Polsce jest wciąż tak duża, że, poza nielicznymi, firmy nie czują się zmuszone do wyszukiwania przyszłych pracowników wśród studentów i nie nawiązują poważniejszej współpracy z uczelnią, poza być może banalną darowizną sprzętu (by przyzwyczaić studentów do sprzętu konkretnej marki). Tak naprawdę firmy komputerowe "dostają" absolwentów kierunków informatycznych, czyli bądź co bądź wykształconych fachowców, praktycznie za darmo.

Podsumowując problemy związane z kształceniem kadry informatycznej w Polsce można podkreślić kilka elementów budzących nadzieję, a kierunek reform programów nauczania uznać za całkiem sensowny, aczkolwiek nad wszystkim wisi gradowa, czarna chmura w postaci pustego portfela. No cóż, jak to mawiał dobry wojak Szwejk: "Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było". Być może przyjdzie kiedyś taki czas, że będziemy zmuszeni sprowadzać informatyków z zagranicy. Jak wiadomo inwestycje w edukację są niezwykle efektywne, ale w skali całych pokoleń. Dzisiejszych zaniedbań szkolnictwa wyższego nie da się póżniej odrobić w ciągu kilku lat, niezależnie od ilości pieniędzy, jakie będzie się chciało w przyszłości przeznaczyć na ten cel. Ale któż z dzisiejszych decydentów myśli w skali całych pokoleń?


TOP 200