Wyścig do Bagdadu

W ramach Programu Odbudowy Iraku ogłoszono przetarg na budowę infrastruktury teleinformatycznej. Szanse na zwycięstwo ma DGT z Raytheon i Cisco Systems.

W ramach Programu Odbudowy Iraku ogłoszono przetarg na budowę infrastruktury teleinformatycznej. Szanse na zwycięstwo ma DGT z Raytheon i Cisco Systems.

W pierwszej chwili trudno zrozumieć, o co chodzi Amerykanom. Firmy przyzwyczajone do europejskich przetargów oczekiwałaby raczej ścisłego wskazania, że przedmiotem zamówienia jest np. dostawa central telekomunikacyjnych czy budowa sieci WAN. Tymczasem w przetargu, którego wynik poznamy za kilka dni, zostanie wybrany partner w dziedzinie łączności dla tymczasowych władz Iraku. Zakres zadań takiego doradcy jest tylko z grubsza zarysowany. W jego skład wchodzą: budowa sieci PSTN/LAN/WLAN, wdrożenie Wi-Fi dla irackiego narodowego operatora, jak również uruchomienie telefonu alarmowego 112 i zarządzanie częstotliwościami radio-telewizyjnymi. Głównym efektem prac ma być stworzenie telekomunikacyjnej infrastruktury zdolnej oferować usługi telefoniczne i dostęp do Internetu. Model inwestycji przyjęty dla realizacji w Iraku to forma Partnerstwa Publiczno-Prywatnego, w którym rząd amerykański precyzyjnie określa poziom wydatków do 75 mln USD na początek - łącznie mówi się nawet o 1 mld USD - i domaga się od oferentów dogłębnej analizy kosztów (modelu kosztowego).

Nagrodą - jak to określa Specyfikacja Istotnych Warunków Zamówienia - będzie możliwość "naliczenia marży od niektórych pozycji" w wysokości 3-15%. Na dodatek SIWZ precyzyjnie wskazuje, kiedy kontraktor może liczyć na zysk. Wprowadzono cztery poziomy oceny jego pracy: wspaniały - zadania zostały wykonane zgodnie z harmonogramem, kosztorysem i projektem technicznym (do wypłaty 90-100% określonej marży); powyżej przeciętnej - drobne zawirowania w czasie trwania projektu (75-89% marży), przeciętny - kłopoty z dostawami, lekko przekroczony budżet (50-74% marży); wreszcie poziom niesatysfakcynujący - poważnie przekroczony budżet, kłopoty z dostawami i współpracą, niespełnienie oczekiwań technicznych (0% marży). Mimo tak wysokich wymagań, firmy z całego świata złożyły oferty. Od zysku cenią sobie one bardziej prestiż i dostęp przyszłościowego rynku.

Teleinformatyczny Babilon

Wyścig do Bagdadu

Marek Antosz, wiceprezes rady nadzorczej i współzałożyciel DGT

Wyścig do Bagdadu

Andrzej Adler, prezes rady nadzorczej i współzałożyciel DGT

Opracowanie oferty na podstawie bardzo restrykcyjnego prawa o zamówieniach publicznych w USA nie jest sprawą prostą. Startujące w przetargu konsorcja musiały pokazać w ofercie, jak podeszłyby do zadania np. instalacji centrali telefonicznej na 10 tys. abonentów od strony technicznej i organizacyjnej. Musiały też ujawnić strukturę kosztów. Trzeba było podać m.in. ile kosztuje godzina pracy inżyniera (punkt dla DGT) i jakie ubezpieczenie trzeba będzie zapłacić za pracowników (ubezpieczenie Polaka jest kilkakrotnie niższe niż Amerykanina).

Ten, kto wygra, ma 60 dni na rozpoczęcie działań w Iraku. "Do realizacji prac w Iraku będzie powołany specjalny zespół. To duże przedsięwzięcie inwestycyjne oraz logistyczne. Ruszy specjalna produkcja dla Iraku, zwiększymy zatrudnienie, w tym w nowych obszarach związanych z integracją systemów telekomunikacyjnych" - mówi Andrzej Adler, prezes rady nadzorczej DGT i jeden z współzałożycieli firmy. W krótkim czasie ma też ruszyć produkcja urządzeń telekomunikacyjnych dla Iraku. "Uważamy, że obecna infrastruktura telekomunikacyjna Iraku przypomina polską z początku lat 90. XX wieku. Dziś w Iraku jest ok. 4 telefonów stacjonarnych na 100 mieszkańców, brak dostępu do usług telekomunikacyjnych, dostępu do Internetu. W budowie warstwy dostępowej sieci telekomunikacyjnej mamy duże doświadczenie, stąd nasz osąd, że jesteśmy zdolni do wykonania tego zadania" - dodaje Marek Antosz, wiceprezes rady nadzorczej DGT.

Jednym z wymogów kontraktu jest przekazanie fachowej wiedzy Irakijczykom w ramach centrum szkoleniowego. SIWZ kładzia nacisk na ścisłą współpracę z firmami irackimi i mówi wprost o zatrudnianiu miejscowych specjalistów zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

Czarny koń z Gdyni

Z nieoficjalnych doniesień wynika, że oferta DGT jako głównego wykonawcy projektu, który na partnerów wybrał renomowane amerykańskie firmy Raytheon oraz Cisco System, zdobyła uznanie Amerykanów. Konsorcjum to jest "czarnym koniem" przetargu. Gdyby tak się stało, byłby to wielki sukces polskiej firmy, założonej w Gdańsku w 1991 r. To może być sukces polskich inżynierów radzących sobie na bardzo konkurencyjnych rynkach w towarzystwie globalnych potęg technologicznych.

"Mamy koncesję ministra spraw wewnętrznych i administracji na wykonywanie działalności gospodarczej w zakresie wytwarzania i obrotu wyrobami o przeznaczeniu wojskowym lub policyjnym oraz obrotu technologią nr B-352/2003" - podkreśla Andrzej Adler. Trudno się dziwić tym zapewnieniom po przygodach z firmą Ostrowski Arms. DGT nie jest nowicjuszem w sektorze resortów siłowych. Od początku swojej działalności zawierało kontrakty z wojskiem, policją i Strażą Graniczną. Ma stosowne certyfikaty NATO, jest wpisane na listę potencjalnych dostawców tamtejszej agencji ds. zaopatrzenia NAMSA.

Oferta firmy była poddawana audytowi przez Departament Obrony USA.

Działalność w sferze specjalnej wymusiła na firmie poważne inwestycje w pion ochrony. Sama kancelaria tajna to ogromna inwestycja w nowym budynku DGT w gdańskim Straszynie. Samo bezpieczne stanowisko komputerowe - spełniające wymogi ochrony przed ulotem elektromagnetycznym klasy TEMPEST - kosztuje 40 tys. zł.

Za certyfikat bezpieczeństwa przemysłowego przyznawany na potrzeby każdego kontraktu trzeba zapłacić 8 tys. zł. Natomiast poświadczenie bezpieczeństwa osobowego to koszt rzędu 1200 zł. "W naszej firmie takie poświadczenia otrzymało już 120 osób" - przyznaje Andrzej Adler.

Stabilne przychody, ciekawe kontrakty

Obecnie nie są jeszcze znane wyniki finansowe DGT za 2003 r. Według raportu Computerworld TOP 200 w 2001 r. i 2002 r. przychody firmy oscylowały wokół 103 mln zł, natomiast zysk netto był na poziomie 5 mln zł. Kapitał akcyjny gdańskiej spółki wynosi 10 mln zł. Oznacza to, że ewentualny kontrakt w Iraku przewyższałby dotychczasowe roczne przychody, na dodatek przy niepewnym zysku.

Dotychczas 50% przychodów DGT pochodzi od operatorów telekomunikacyjnych, w tym również hurtowych. Przedstawiciele firmy chwalą się m.in. bardzo ambitnym przedsięwzięciem, jakie DGT wykonało na zlecenie Telekomunikacji Polskiej. Kontrakt dotyczył przystosowania analogowej sieci komórkowej PTK Centertel - NMT 450 MHz - do wymagań telefonii stacjonarnej na obszarach wiejskich. Z tego rozwiązania korzysta już 200 tys. abonentów TP, kolejne 100 tys. czeka na podłączenie. "Jesteśmy gotowi wdrożyć technologię CDMA na tych samych łączach, jeśli zażyczy sobie tego Telekomunikacja Polska" - deklaruje Andrzej Adler. Około 20% sprzedaży to przychody z sektora wojskowego, gdzie najnowszą referencją jest kontrakt na budowę - nomen omen - w Iraku systemu łączności taktyczno-operacyjnej opracowany dla polskiej strefy stabilizacyjnej. Kolejne 10% obrotów pochodzi z zamówień MSWiA (policja i Straż Graniczna). Pozostałe 20% to sprzedaż do dużych klientów, takich jak elektrownie, szpitale czy kopalnie.

Gdańską spółkę wyróżniają również nakłady na prace badawczo-rozwojowe. W grupie kapitałowej pracuje 300 osób, z tego rozwojem nowych produktów zajmuje się bezpośrednio 100 osób.

Dlaczego firma zainteresowała się Irakiem? "To wyzwanie dla nas. Szansa na przyszłość. Ryzyko ogromne, ale nie większe niż założenie w 1991 r. firmy przez kilku naukowców i zdobycie obecnej pozycji" - mówią zgodnie współzałożyciele DGT.


TOP 200