Wymyślić nowe rozwiązania albo utonąć

Rozmowa z François-Xavierem Nuttallem, doradcą ds. inteligentnych technologii organizacji CISAC - Międzynarodowej Konfederacji Związków Twórców i Kompozytorów.

Rozmowa z François-Xavierem Nuttallem, doradcą ds. inteligentnych technologii organizacji CISAC - Międzynarodowej Konfederacji Związków Twórców i Kompozytorów.

Na tegorocznym Forum na rzecz Usług Szerokopasmowych wspomniał Pan o możliwości wprowadzenia na całym świecie stałej, abonamentowej opłaty za dostęp do treści zamieszczonych w Internecie. Byłaby ona obowiązkowa i mieliby ją uiszczać posiadacze dostępu szerokopasmowego. Jak miałby wyglądać scenariusz wprowadzenia takiej opłaty? I jak ona sama miałaby funkcjonować?

Wymyślić nowe rozwiązania albo utonąć

François-Xavier Nuttall

Muszę teraz bardzo ostrożnie dobierać słowa, bo kwestia jest dość kontrowersyjna. Taka opłata obowiązywała we Francji - przez tydzień. Francuski parlament uchwalił ją tuż przed zeszłorocznym Bożym Narodzeniem, w zasadzie przez przypadek, na sali było tylko kilku posłów. Kiedy zorientowano się, co się stało, szybko wycofano się z tego pomysłu.

Wprowadzenie stałej opłaty w określonej wysokości, podobnej do abonamentu radiowo-telewizyjnego, wiązałoby się z szeregiem koniecznych zmian i ograniczeń. Skoro wszystko jest za darmo - czy ujmując to inaczej, wszystko jest przedpłacone - to serwisy takie jak iTunes, czyli de facto wszystkie sklepy umożliwiające zakup utworów, tracą rację bytu. Konieczne byłoby wprowadzenie mechanizmu monitorowania tego, co jest ściągane, by można było na podstawie odpowiednich raportów dzielić tantiemy pomiędzy twórców zależnie od popularności ich utworów. Aby takie raporty mogły powstać, konieczne byłoby uporządkowanie oznaczeń utworów, wprowadzenie ich jednolitych identyfikatorów trwale zespolonych z danym fragmentem treści. Ponadto, należałoby stworzyć jakąś "czystą" bazę utworów, z której można je ściągać. Swoją drogą, kto miałby się zająć jej utrzymaniem? Każdy, kto chciałby poważnie rozważać wprowadzenie takiej opłaty abonamentowej, musiałby brać wszystkie te czynniki pod uwagę.

Czy, zakładając wprowadzenie takiej opłaty, branża muzyczna czy - szerzej - branża twórców multimediów byłaby w stanie osiągnąć zysk?

Z naszych obliczeń wynika, że obecnie jeszcze nie, ale za trzy lata, kiedy więcej osób będzie miało łącza szerokopasmowe, przychód abonamentowy mógłby utrzymać branżę, choć dziś wydaje się to absurdalne. Być może jakiś kraj powinien spróbować to zrobić, przeprowadzić wdrożenie pilotażowe.

Czy Pan sam jest zwolennikiem tego rodzaju opłaty?

Taki pomysł co jakiś czas się pojawia, ale ja raczej nie jestem jego zwolennikiem. To naprawdę byłoby niesłychanie skomplikowane. Faktem pozostaje jednak, że jako branża stoimy przed koniecznością opracowania prostszych metod licencjonowania, mechanizmów, które umożliwią monitorowanie tego, co jest ściągane na całym świecie i niemal natychmiastowe rozliczanie tantiem. Wszyscy - producenci, twórcy, kompozytorzy, konsumenci, dostawcy łączy, właściciele sklepów internetowych z cyfrowymi treściami - musimy usiąść przy jednym stole i zastanowić się nad tym, jak rozwiązać obecne dylematy. Na razie wszyscy się wzajemnie obwiniają, twierdząc, że inni płacą im za mało albo wymagają za dużo, że prawo autorskie jest niejasne i skomplikowane...

A jest? Wypowiadający się na tej konferencji prawnicy dowodzili, że operatorzy sieci próbujący dystrybuować kontent nigdy nie są pewni, czy zaspokoili już roszczenia wszystkich twórców i ich organizacji; nie są w stanie zdobyć informacji, kto tak naprawdę ma prawo do licencjonowania danego utworu, nie mogą negocjować stawek. Wydaje się, że winą za wszystkie kłopoty obarczane są organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, których Pan jest reprezentantem...

No tak, ludzie uwielbiają nienawidzić organizacji zbiorowego zarządzania... Wracając do pytania o skomplikowanie prawa autorskiego, ono nie jest bardzo skomplikowane. To nieprawda, że za chwilę scenografowie i fryzjerzy pracujący na planie filmu pojawią się z roszczeniami u operatora, który zdecydował się na jego dystrybucję. Katalog twórców uprawnionych do pobierania tantiem jest dobrze określony. Oczywiście, zawsze znajdą się przypadki skomplikowane, ale są one naprawdę mało znaczące w całości zjawiska.

Na czym zatem polega dziś podstawowy problem?

Mamy do czynienia z szeregiem nowych zjawisk, nowych metod dystrybuowania treści w przestrzeni cyfrowej, nowych modeli biznesowych. Cała branża ma do wyboru - albo starać się bronić przestarzałych modeli, albo zachować się rozważnie i opracować nowe metody jednoznacznego oznaczania licencjonowanych treści dostępnych w postaci cyfrowej, nowe metody raportowania tego, co faktycznie ściągane jest przez internautów i użytkowników telefonii mobilnej, nowe metody rozliczania tantiem. Wizja - według CISAC - rozwoju globalnych mechanizmów współdzielenia informacji określających prawa licencyjne opiera się na trzech filarach: automatycznym licencjonowaniu treści, raportowaniu w czasie rzeczywistym faktycznego wykorzystania treści i przebiegającym niemal w czasie rzeczywistym globalnym rozliczaniu tantiem.

Kto miałby się tym zająć? Jakoś nie wyobrażam sobie ZAiKS-u na froncie tego rodzaju zmian...

ZAiKS może nie jest do tego predysponowany, ale CISAC, będący w stosunku do ZAiKS-u i wszystkich organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi na świecie organizacją "parasolową", już tak. Naszą rolą jest edukowanie, ustalanie standardów wymiany danych, "cyfrowych kodów kreskowych" identyfikujących dane utwory, wsparcie dla tworzenia baz danych zawierających informacje o prawach licencyjnych, udział w projektach mających na celu automatyzację licencjonowania treści.

Kształty licencjonowania

W ostatnim czasie CISAC przeprowadził badanie, którego celem było określenie trendów rozwojowych rynku w latach 2007-2010 - oszacowanie przewidywanej wielkości rynku, naszkicowanie kierunków zmian i działań CISAC w najbliższych latach, m.in. w zakresie zasad udzielania licencji. Określono cztery powstające właśnie modele biznesowe.

Pierwszy model to New Broadcast, czyli dostarczanie treści w modelu streamingu, przy czym koszty pokrywane są w znacznej mierze z przychodów z reklam. Przykładami tego modelu w działaniu są podcasty i webcasty. Rynek audiowizualny wzrasta tu o wiele szybciej niż rynek muzyczny i szacuje się, że do 2010 r. będzie stanowił ponad połowę rynku New Broadcast. Przewiduje się również, że w tym obszarze wzrost przychodów z dystrybucji treści na platformie mobilnej będzie znacznie szybszy niż wzrost przychodów z dystrybucji w Internecie jako takim. Drugi model to cyfrowa sprzedaż detaliczna, gdzie cena produktu pokrywana jest w całości przez konsumenta końcowego lub subsydiowana w części lub całości przez reklamodawców. To m.in. kupowanie piosenek w serwisie iTunes i ładowanie dzwonków czy wideoklipów na komórki. Badania sugerują, że wartość rynku sponsorowanego i subsydiowanego będzie rosła szybciej niż finansowanego w całości przez użytkownika końcowego.

Trzeci model obraca się wokół zawartości tworzonej przez użytkowników, blogów serwisów społecznościowych i umożliwiających rekomendowanie utworów, wykonawców czy koncertów. Większość tego rodzaju usług nie jest na razie licencjonowana, choć widać wyraźnie, że organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi intensywnie zastanawiają się, w jaki sposób włączyć ten "wolny obszar" w jakiegoś rodzaju praktyki licencyjne.

Model czwarty to "rozpoznawanie wartości" (value recognision), obejmujące przychody z każdego niewycenionego jeszcze pobrania zawartości, niezależnie od tego, co jest urządzeniem lub serwisem pośredniczącym. Przychód z tego nierozpoznanego jeszcze rynku może być znaczny, ale wymaga nowych mechanizmów raportowania i de facto obowiązkowych opłat ze strony użytkowników, zbieranych za pośrednictwem firm oferujących usługi dostępu szerokopasmowego.


TOP 200