Wykaz internautów

Nowelizacja ustawy o radiofonii i telewizji, którą w ekspresowym tempie uchwala Sejm, to kolejna próba dopasowania starych ram prawnych do nowych technologii informacyjnych. Jej autorzy tłumaczą się unijnymi przepisami.

Projekt nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji - przyjęty w trzecim czytaniu przez Sejm bez ani jednego głosu sprzeciwu - definiuje usługi medialne i przewiduje wprowadzenie obowiązku ich zgłaszania do administracyjnego wykazu. Tym samym regulacja ustawowa obejmie świadczenie usług medialnych w Internecie w ramach działalności gospodarczej. Można optymistycznie założyć, że stworzenie narzędzia prawnego dającego Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji powód do zapanowania nad całym polskim Internetem, a tym bardziej wprowadzenie cenzury, nie było intencją autorów rządowego projektu. Zorganizowanie takiego systemu byłoby kosztowne i technicznie prawie niewykonalne.

KRRiT już teraz ma logistyczne problemy z monitorowaniem całej działalności nadawców telewizyjnych. Koncepcja rejestru i wykazu tego, co oferują różnej kategorii usługodawcy w Internecie, budzi opór, bo próby jej wdrożenia w ewidentny sposób ograniczyłyby - przynajmniej na jakiś czas - inicjatywę i kreatywność bez żadnych sensownych korzyści społecznych. Ustawodawca tłumaczy się obowiązkiem transpozycji unijnej dyrektywy o usługach medialnych. Twierdzi, że chodzi mu wyłącznie o tych, którzy uprawiają profesjonalną działalność w dziedzinie mediów elektronicznych. Nie potrafił jednak zadawalająco wytłumaczyć, co taką działalnością nie jest, chociaż podczas prac sejmowych starano się poprawić pod tym kątem zestaw definicji. Sytuację komplikuje to, że obecnie w Internecie - szczególnie w mediach społecznościowych - pojawiają się dziesiątki innowacyjnych modeli zarabiania na oferowaniu treści multimedialnych, które trudno będzie skategoryzować pod kątem obowiązku rejestrowego.

Media regulowane próbują się przystosować

Świat mediów elektronicznych jest całkowicie inny niż w roku 1989, kiedy w Unii Europejskiej przyjęto pierwsze wspólne uregulowanie w sprawie oferowania na wspólnym unijnym rynku programów - dyrektywę o telewizji bez granic. Wtedy w następstwie rozpoczętej liberalizacji rynku usług telekomunikacyjnych dopiero zaczęli się pojawiać pierwsi komercyjni nadawcy satelitarni, których zasięg przekraczał granice państw. Przepisy unijne miały zapewnić swobodę świadczenia usług telewizji na obszarze Europy, określając m.in., system prawny jakiego państwa stosuje się do uregulowania działania nadawcy, prawa do utworów, w jaki sposób zapewnić interes publiczny, chronić konsumenta, jak promować kulturową tożsamość i różnorodność Europy, poszczególnych państw i mniejszości.

Rozwój technologiczny, postępująca liberalizacja całego sektora telekomunikacji, Internet, mobilność dostępu do usług zmieniały i nadal będą zmieniać kontekst tych regulacji. Dyrektywę nowelizowano, a w 2011 roku ukazało się jej nowe brzmienie, z nową numeracją przepisów i nazwą. Teraz regulacja ta nazywa się dyrektywą o usługach audiowizualnych. Dla wszystkich jest jasne, że wiele wątków będzie przedmiotem dalszych dyskusji i zmian, szukania kompromisów lub zupełnie nowego podejścia w takich obszarach, jak prawa własności intelektualnej, wyłączne prawa do transmisji, usługi płatne, media społecznościowe.


TOP 200