Wszystko od nowa

Mimo powodzenia koncepcji budowania ścieżek kariery dla pracowników, ciągle najlepszą metodą zmiany pozycji zawodowej jest po prostu zmiana miejsca pracy. Powyższa zasada dotyczy

Mimo powodzenia koncepcji budowania ścieżek kariery dla pracowników, ciągle najlepszą metodą zmiany pozycji zawodowej jest po prostu zmiana miejsca pracy. Powyższa zasada dotyczy

przede wszystkim pracowników na średnich i niższych stanowiskach, tych, którym na co dzień najwyższe kierownictwo nie poświęca zbyt dużo uwagi. Tych pracowników główni szefowie widzą przede wszystkim podczas pełnienia obowiązków. To sformalizowanie stosunków powoduje, że - patrząc na nich - dostrzegają zestaw zadań do wykonania i ewentualnie zadania już wykonane, natomiast zupełnie "nie widzą człowieka" - jak to mówią zainteresowani, opisując swoje relacje ze zwierzchnikami.

Zastanawiałam się nad tym, dlaczego akurat ta grupa pracowników jest tak podatna na propozycje innych pracodawców, tak często zmienia pracę, uzasadniając to brakiem perspektyw. Przecież z niskiego czy średniego szczebla jest tyle możliwości awansu, że powinni być pełni nadziei i entuzjazmu. Ale nie są. Mówią, że czekanie na zmianę jest beznadziejne, a ścieżki kariery jeśli nawet są, to dotyczą ludzi już dobrze "ustawionych", odnoszących sukcesy. Tak naprawdę te ścieżki i awanse są dla nich jedynie usankcjonowaniem lub sformalizowaniem stanu istniejącego. Zdecydowana większość pracowników średniego szczebla nie jest "ustawiona" i nie obejmują ich ścieżki kariery.

Ten mechanizm niszczenia nadziei i entuzjazmu zrozumiałam, gdy uważniej posłuchałam o czym mówią osoby, które zmieniły pracę i teraz są zadowolone i pełne zapału. Otóż dla wszystkich bez wyjątku najważniejsze było, że przez zwierzchników są traktowani inaczej niż w poprzedniej pracy, to znaczy z większym szacunkiem, że słucha się ich zdania lub propozycji, że utwierdza się ich w przekonaniu, że coś umieją, są w czymś dobrzy. Nikt nie mówił o pieniądzach czy stanowiskach, każdy mówił o stosunkach międzyludzkich. I to nie o wielkich sprawach, ale tych wydawałoby się mniej istotnych, np. że szef wstaje, gdy pracownica wchodzi do pokoju, i wita ją, dopiero potem siada i zaprasza przybyłą do zajęcia miejsca. Gdy słuchałam tych osób, wydawało mi się, że czuły się tak, jakby z dusznego pokoju wyszły na świeże powietrze. Czuły, że ktoś widzi w nich człowieka, a nie tylko pracownika.

Nie należy jednak z tego wyciągać pochopnych wniosków. To nie jest tak, że te osoby wyrwały się z rąk bezdusznych chamów i znalazły pośród dobrych pasterzy. Ci sami dobrzy pasterze dla niektórych (większości?) swoich pracowników są bezdusznymi chamami. A porzucone w dawnej pracy bezduszne chamy, dla niektórych swoich podwładnych są najlepszymi przyjaciółmi. W przypadku opisywanej grupy osób zadziałał po prostu pewien pozytywny mechanizm, który ze zmiany czyni wielką szansę, tylko dlatego że ona nastąpiła.

W starym miejscu pracy szefowie tych osób zbudowali sobie bowiem ich wyobrażenie, pewien stereotyp, na podstawie niewielu danych, które na ich temat zdobyli, zwykle przypadkowych, czasem przekłamanych, często uproszczonych. Ot, zwykli pracownicy. O ilu osobach w firmie szefowie potrafią powiedzieć coś rozsądnego, coś wykraczającego poza ocenę zawodową? O kilku, kilkunastu? W stosunku do reszty posługują się przyczepioną kiedyś, naprędce sformułowaną etykietką. Jaką szansę ma człowiek na niższym stanowisku, aby wyrwać się z takiego zaszufladkowania? Praktycznie żadnej, choć nie wiem jakby się starał, bo obszar tych starań jest bardzo zawężony, nie dostrzegalny z wysokich stołków. Tylko zmiana miejsca pracy daje mu taką szansę. Wchodzi z czystą kartą, nie obarczony stereotypami o sobie, szefowie dopiero budują sobie jego wizerunek. Przez moment jest kimś. Potem może też będzie kimś, zależy od szuflady, w którą wpadnie.

W większości firm pracownicy narzekają na niedostatek szacunku, jaki się im okazuje. Problem nie w tym, że szefowie i pracownicy są chamami. Problem w tym, że szacunek jest potrzebą duszy. Szacunek jest winien każdy człowiek każdemu człowiekowi tylko z tytułu wspólnego człowieczeństwa i nie potrzeba do tego żadnych uzasadnień i zasług. Człowiek pracując odczuwa tę potrzebę tak samo silnie bez względu na stanowisko, które zajmuje, ale otrzymuje tylko tyle szacunku, ile wynika z jego pozycji zawodowej.


TOP 200