Wszystko dla wszystkich

W tegorocznych wyborach do Sejmu wybierzemy niechybnie prawy przycisk myszy.

W tegorocznych wyborach do Sejmu wybierzemy niechybnie prawy przycisk myszy.

Marcin Piątkowski, ekonomista z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, badacz gospodarki elektronicznej, na Forum Ekonomicznym w Krynicy udowadniał, że w technologiach informatycznych i telekomunikacyjnych (ICT) tkwi ogromny potencjał na przyspieszenie rozwoju gospodarczego regionu Europy Środkowo-Wschodniej w skali makro- oraz na poziomie poszczególnych branż. Nade wszystko trzeba promować wykorzystanie ICT tam, gdzie jeszcze nie odkryto znaczenia technologii teleinformatycznych dla wzrostu gospodarczego, zwłaszcza w usługach. Wiąże się z tym wprowadzenie elektronicznej administracji, publicznych serwisów online oraz przetargów elektronicznych.

W jego ocenie sam sektor ICT przyczynia się także do wzrostu produktywności gospodarki, co miało miejsce w ostatnich latach na Węgrzech. Chociaż w Polsce wzrost produktywności był największy w całym regionie, to jednak w niewielkim stopniu wynikał z wkładu sektora zaawansowanych technologii. Z danych makroekonomicznych wynika, że proste rezerwy wydajności zostały już wyczerpane - teraz przyszedł czas na ICT. "Pamiętajmy, że poziom produktywności w krajach Europy Środkowo-Wschodniej jest wciąż o połowę niższy niż średnia unijna" - wylicza.

Nie ma tak odważnych polityków - albo jak kto woli politycznych kaskaderów - którzy powiedzieliby nam wprost, że trzeba zacisnąć zęby i więcej pracować. Jeśli zaś czujemy się zmęczeni, to trzeba pomyśleć o nowych technologiach. To prosta recepta na przegrane wybory. I dlatego na wszystkie programy wyborcze trzeba patrzeć jak na obiecanki cacanki, ładne opakowania pełne mniej lub bardziej wytartych sloganów, którymi potem nikt nie będzie się przejmował. Chyba, że nowy rząd a - jak widać z sondaży - będą go tworzyć Platforma Obywatelska (PO) wraz z Prawo i Sprawiedliwość (PiS), autentycznie dowiodą, że prawie dwuletni marsz po władzę spożytkowali na gruntowną analizę mankamentów państwa i gospodarki III Rzeczpospolitej.

Cztery lata za burtę

Sojusz Lewicy Demokratycznej w kampanii wyborczej 2001 r. ogłosił Program Powszechnej Informatyzacji Nowoczesna Polska (PPI). Przykładowo, uczniowie szkoły podstawowej mieli zostać objęci programem "Piszę, czytam, klikam", w wyniku którego nauczyliby się korzystać z komputera, uruchamiać programy, logować do sieci informatycznej, używać Internetu jako źródła wiedzy. Aby wspomóc edukację informatyczną, SLD proponowało, by powstało specjalne oprogramowanie dla szkół i Polska Biblioteka Internetowa. W niej miałyby znaleźć się wszystkie książki wydane w języku polskim, zapisy widowisk teatralnych oraz filmy. Zgodnie z założeniami programu "na uruchomienie PBI potrzeba nieco mniej niż rok". W ciągu kolejnych dwóch lat biblioteka ta miała osiągnąć pełną funkcjonalność.

Oto klasyczny przykład wyborczych obiecanek cacanek, którą co najgorzej próbowano realizować. Skutek? Do tej pory trwają spory proceduralne, kto powinien odpowiadać za rozwój Polskiej Biblioteki Internetowej - Ministerstwo Nauki i Informatyzacji, które trzyma zasoby PBI na swoim serwerze, czy też Książnica Toruńska, jako jej operator, a może wreszcie Biblioteka Narodowa, co jest od dawna postulowanym rozwiązaniem.

Niestety, na PBI ciążą zakulisowe rozgrywki Wojciecha Szewki, byłego wiceministra nauki i informatyzacji, który jeszcze przed wyborami zdobył obietnice dużych, amerykańskich koncernów informatycznych na dofinansowanie tego projektu, jako centralnej bazy danych. Gdyby od początku projektowano PBI jako środowisko sieciowe, do której zasobów dokłada się każda biblioteka publiczna, niechybnie należałoby zaliczyć ten projekt do udanych. A tak nowy rząd dostaje kukułcze jajo, które obciąża budżet działu informatyzacja, o ile się ten dział utrzyma, ale o tym za chwilę...

W drobny mak rozsypały się również pomysły Marka Borowskiego, który pod wpływem lobbingu przedstawicieli ówczesnego Compaqa chciał, aby pracodawca kupił komputer i przekazał go pracownikowi. Po dwóch latach pracownik stałby się jego właścicielem. Niby miałoby się to opłacać pracodawcy, ponieważ teoretycznie zmniejszyłyby się jego nakłady na szkolenie. Odzyskałby też część wydatków poprzez ich przyspieszoną amortyzację. Niewiele lepiej poszło SLD w zachwalaniu rozwoju eksportu produktów informatycznych, który miał się zwiększyć dzięki ulgom podatkowym. Rok później sprawa Romana Kluski i innych przedsiębiorców pokazała prawdziwe oblicze SLD.

Wszystko dla wszystkich

Wartość polskiego rynku IT w latach 2000-2005 (mld USD)

Wreszcie e-administracja. Mówił coś na ten temat program wyborczy SLD, czymś się tam przejmowali politycy tej partii, np. że mają powołać nowy dział administracji rządowej, który fatalnie nazwali z czasem "informatyzacja". Ale czy coś to zmieniło w państwie? Dopiero po trzech latach pracy - w przededniu kolejnej kampanii wyborczej - wchodzi w życie Ustawa o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne. Co prawda różni się znacznie od pierwszej wersji zaproponowanej przez resort informatyzacji w sierpniu 2002 r., np. minister ds. informatyzacji nie jest wszechmocny w tej dziedzinie, nie kontroluje już zakupów myszek i klawiatur, m.in. w komunalnych zakładach pogrzebowych, lecz skupia się na ustanawianiu standardów informatycznych i nadzorze nad głównymi i sektorowymi projektami informatycznymi. Cóż z tego, skoro Paweł Węgrzyn z PO, szef zespołu Jana Rokity ds. społeczeństwa informacyjnego twierdzi, że tę ustawę nowy rząd zmieni na jednym z pierwszych posiedzeń Sejmu.

Na tym tle rozpatrywanie programów e-Polska, Wrota Polski, czy też e-PUAP (elektroniczna Platforma Usług Administracji Publicznej) zakrawa na kpinę. Nie lepiej jest w poszczególnych resortach. Owszem, w końcu budujemy Centralną Ewidencję Pojazdów i Kierowców, ale czy tego chcieliśmy? Co dalej z budową Systemu Informacyjnego Schengen (SIS), czy rzeczywiście mamy szansę od 28 października 2007 r. podróżować po Unii Europejskiej bez okazywania dokumentów tożsamości? Czemu musimy czekać kilka dni na rejestrację działalności gospodarczej, bo urzędnicy nie mogą sami się z sobą dogadać i każą nam robić za gońców? Kiedy wyślemy deklarację podatkową przez Internet? Za rok, czy może za siedem lat? Czy wreszcie PESEL stanie się rejestrem referencyjnym dla wszystkich innych rządowych baz danych? Jak mają wyglądać systemy do obsługi Narodowego Funduszu Zdrowia? Co z katastrem? Co z dostępem dzieci i młodzieży do Internetu? Takich pytań można postawić setki, gorzej, że nie znajdziemy na nie jasnych odpowiedzi w programach wyborczych.

Mozaika przedwyborcza

Wszystko dla wszystkich

Polski Produkt Krajowy Brutto w latach 2000-2005 (mld zł)

Bezsprzecznie najbardziej komplementarny program przedstawił PiS. Znajduje się w nim całkiem dużo odniesień do informatyzacji i rozwoju społeczeństwa informacyjnego. Bezspornie jest to zasługa prac zespołu ds. administracji publicznej PiS, której koordynatorem jest Piotr Piętak, zaś głównym ideologiem prof. Józef Oleński. Przekonywująco brzmią hasła, że "nowoczesna infrastruktura informacyjna staje się w dzisiejszych czasach coraz bardziej niezbędnym warunkiem istnienia sprawnego, taniego państwa obywatelskiego". Niestety - jak mówi PiS - w tej materii mamy ogromne zapóźnienia i bałagan. Informatyzacja sektora publicznego była i jest przeprowadzana chaotycznie, wycinkowo, bez strategicznej myśli przewodniej, bez współdziałania między resortami i instytucjami. Co w takim razie proponuje PiS? "Wprowadzimy nową jakościowo strategię informatyzacji państwa. Informatyzacja urzędów będzie służyć: obywatelom i przedsiębiorcom, uwolnieniu ich od zbędnych obowiązków informacyjnych, zapewnieniu przejrzystości procedur administracyjnych, dostarczeniu pełnej informacji o działaniach władzy i administracji, możliwości zastępowania dokumentów papierowych komunikatami elektronicznymi" - czytamy w Programie.

Stamtąd dowiadujemy się też, że dzięki uproszczeniu niezbędnych procedur i eliminacji procedur zbędnych, PiS zamierza ułatwić pracę urzędnikom, zwiększyć efektywność urzędów, zaoszczędzając przez to znaczne środki publiczne. Co najważniejsze - Prawo i Sprawiedliwość chce uchwalić ustawę o infrastrukturze informacyjnej państwa, która określi zasady skutecznej koordynacji, rozwoju i utrzymania zasobów i systemów informacyjnych sektora publicznego. W tym celu postuluje powołanie działającego przy premierze pełnomocnika ds. infrastruktury informacyjnej państwa, który czuwałby nad koordynacją i rozwojem systemów informacyjnych oraz poziomem profesjonalnych przedsięwzięć informatycznych w sektorze publicznym.

To pewnego rodzaju nowość, ponieważ jeszcze nie tak dawno - ba! wciąż można to wyczytać na stronach PiS - Józef Oleński głosił tezę, że trzeba powołać urząd ds. infrastruktury informacyjnej państwa. Miałby on odpowiadać za realizację zadań określonych dla działu administracji rządowej informatyzacja - co stanowi element wizji nowoczesnej administracji publicznej, zawarty w dokumencie programowym tej partii - "Nowoczesna infrastruktura informacyjna podstawą taniego i przyjaznego państwa obywatelskiego. Program reformy infrastruktury informacyjnej państwa i strategii informatyzacji sektora publicznego". Szkoda, że ten ciekawy materiał jest skażony walką z liberalnym państwem - krytyka liberalizmu i kult silnego, centrystycznego państwa przebija z każdej jego strony, co bardzo utrudnia dialog z takim partnerem politycznym, jak PO.

Tymczasem ta partia, która wyraźnie przoduje w sondażach, i jej lider Donald Tusk w sondażach prezydenckich, wykalkulowała sobie, że nie przedstawi wyborcom jednolitego programu wyborczego, zastępując długie memoranda, prostymi diagnozami publikowanymi na stronach internetowych, np. Jana Rokity. PO nie zadała sobie trudu uaktualnić swojego programu z 2001 r. i dzisiaj dalej się nim posługuje! Może i przeciętni wyborcy chcą czynów, nie słów, ale jak w takim razie rozliczać zwycięską partię z obietnic wyborczych, skoro takich nie zostawiła na piśmie?!

Pozostaje układać przyszłość na podstawie rozmów z różnymi ekspertami. Oto rekonstrukcja kilku wątków niepublikowanego (czy też może w ogóle nienapisanego - tego nie wiem) programu Platformy Obywatelskiej w dziedzinie modernizacji państwa z wykorzystaniem technologii ITC.


TOP 200