Wszyscy na wszystkich

Lada moment rynek będziemy dzielić wyłącznie na tych, którzy tworzą treści, i na tych, którzy je dystrybuują. Technologia dostępu do tzw. kontentu przestanie mieć znaczenie.

Lada moment rynek będziemy dzielić wyłącznie na tych, którzy tworzą treści, i na tych, którzy je dystrybuują. Technologia dostępu do tzw. kontentu przestanie mieć znaczenie.

Gdy Tomasz Lis odszedł z telewizji Polsat, wydawało się, że jego program - Co z tą Polską? - zniknie na zawsze. Ale autor zdecydował się na odważny i nowatorski krok: zmieniwszy prawie niezauważalnie tytuł na Co z Polską?, rozpoczął jego nadawanie w Internecie. W każdy czwartek ma miejsce premiera nowego odcinka, ale zawsze można też sięgnąć po starsze wywiady. Czasami są to rozmowy na żywo, czasami wcześniej zmontowane, jak ten z Lechem Wałęsą. Nie zmienia to faktu, że format dotąd znany z tradycyjnej telewizji, zmienił udanie platformę technologiczną na transmisję internetową. Można sobie wyobrazić, że za chwilę będzie mu towarzyszył chat, widzowie będą się włączać do dyskusji via Skype, czy też inny sposób, słowem talk-show nabierze rumieńców. Oczywiście coraz częściej programy telewizyjne obudowuje się chatami, czy też komentarzami SMS-owymi. Lecz wówczas mamy do czynienia z wyraźnym rozdzieleniem na transmisję telewizyjną i interaktywne dodatki. W przypadku programu Tomasza Lisa pojawia się szansa na integrację.

Po co mi telewizor

3 mln

osób w Polsce to abonenci platform cyfrowych.

To dobry sposób na dotarcie do młodych i nieźle zarabiających mieszkańców miast, którzy świadomie rezygnują z telewizora. Praca i rozrywka wiąże się dla nich z dostępem do Internetu szerokopasmowego. Życzliwie patrzą na transmisję programów i filmów telewizyjnych via Internet. WebTV to dla nich oczywistość.

W tej dziedzinie próbują sił właściwie wszystkie telewizje świata. Z polskich najbardziej rozbudowaną ofertę prezentuje iTVP. Na razie przedstawia tam wybrane programy wszystkich swoich anten, w niektórych przypadkach decydując się na transmisję równoległą w telewizji i Internecie. Nie stroni też od programów na żywo, jak np. wieczór wyborczy. "iTVP ma pomóc promować poszczególne anteny telewizji publicznej i jej ofertę programową. Pozwala również na dodatkowe zyski z tytułu obejrzenia np. przedpremierowego odcinka serialu Twierdza szyfrów" - uważa Leszek Bogdanowicz, dyrektor Ośrodka Mediów Interaktywnych Telewizji Polskiej. Następnym krokiem powinna być transmisja online wieczornych wiadomości, albo wręcz całego programu, np. TVP-Info.

Tym samym telewizja publiczna nawiązałaby konkurencję z TVN, które sprzedaje dostęp do TVN24 via Internet w pakietach dziennych, tygodniowych, miesięcznych i kwartalnych (w cenie od 6,1 zł do 82,9 zł). Można też wybrać inny model działania, w którym bezpłatnie udostępnia się program telewizyjny w Internecie, co robi TV Biznes, należący od niedawna do Polsatu.

Inwestuj w treść

WebTV nie zmonopolizuje rynku. Będzie raczej jedną z atrakcyjnych dróg do odbiorcy treści, z którą jednak każdy musi się liczyć. Tymczasem toczy się ostra gra między operatorami kablowymi - czasami staroświecko nazywanymi telewizjami kablowymi, chociaż one same uważają, że prawo do nazwania się telewizją mają ci, którzy produkują własny program, a nie retransmitują cudzy sygnał - tradycyjnymi telekomami, jak Telekomunikacja Polska i Dialog, operatorami komórkowymi, platformami cyfrowymi, portalami internetowymi a producentami medialnymi o to, czy technologia przekazu treści ma jakiekolwiek znaczenie dla klienta. To o tyle istotne, że każdemu z wymienionych graczy wyczerpały się naturalne sposoby pozyskiwania odbiorców. Muszą łączyć usługi, tworzyć nowe pakiety handlowe i ciąć koszty transmisji.

4,5 mln

osób korzysta w Polsce z usług telewizji kablowych.

Przeanalizujmy sytuację poszczególnych typów nadawców treści w Polsce. Przez lata 90. rozbudowała się pokaźnie branża operatorów kablowych. Aby sprostać oczekiwaniom klientów i konkurencji ze strony tradycyjnych operatorów telekomunikacyjnych, trwa konsolidacja rynku. Według Polskiej Izby Komunikacji Elektronicznej, która skupia większość operatorów kablowych, pierwsza dziesiątka w tej branży obejmuje prawie 68% rynku - abonentów, który szacuje się na 4,5 mln osób. Nie ma co liczyć na ich gwałtowny wzrost, mimo rozszerzenia oferty o Internet i telefon stacjonarny. Operatorzy nie budują nowych sieci, w konsekwencji nowych użytkowników pozyskują cyfrowe platformy satelitarne - szacuje się, że jest ich ok. 3 mln. Toteż, aby mogli zwiększyć ofertę programową, muszą postawić na cyfryzację transmisji. Jednakże stacja czołowa, która pozwala na transmisję cyfrową, kosztuje ok. 1 mln USD. To wymaga wspólnej inwestycji małych operatorów kablowych lub poszukiwania innych rozwiązań, np. kupna usługi cyfryzacji transmisji u większych graczy. Na domiar złego operatorzy kablowi nie dostrzegają zagrożenia w postaci naziemnej telewizji cyfrowej. Uważają, że nawet rozdawnictwo dekoderów finansowanych z budżetu państwa nie wpłynie na ich biznes.

Aczkolwiek naziemna telewizja cyfrowa wzbudza najwięcej oporów wśród zwolenników IPTV, reprezentowanych przez tradycyjne telekomy. Operatorzy telekomunikacyjni świadomi problemów z ustawianiem masztów przewidują wielką klapę takiej formy cyfryzacji Polski. Wolą nakłaniać klientów do IPTV, czyli transmisji telewizyjnej via sieć IP. Jako pierwsza z taką ofertą wystartowała TP, lecz to był raczej zwiad niż frontalny atak. Przez ponad rok na wideostradę - jak się nazywa usługa - firma namówiła 23 tys. osób. To się ma zmienić. Wkrótce biznes ruszy na całego z wielką kampanią promocyjną. IPTV będzie dostępna w 42 miastach. Tą drogą trafią do klienta kanały m.in. HBO i Canal+, a także biblioteka filmowa na życzenie z ofertą 900 filmów i programów telewizyjnych. W ślad za TP rusza Telefonia Dialog.

Znowuż operatorzy komórkowi ostrzą zęby na zyski z MobileTV. Uważają, że młodzi użytkownicy komórek bardzo chętnie sięgną po fragmenty meczów lub krótkie materiały filmowe, jadąc metrem czy pociągiem. Według badań Ericssona, potencjalni użytkownicy chcieliby mieć opcję telewizji na żądanie, aby oglądać wybrane audycje w najbardziej dogodnym dla siebie czasie. Ale też chcieliby, aby telewizja przez komórkę była darmowa. Nie chcą za to oglądać reklam, chyba że spowoduje to zmniejszenie ponoszonych przez nich kosztów. Ponad połowa chciałaby płacić tylko za programy, które sami wybiorą. Klienci mobilnej TV oczekują też bardziej spersonalizowanych kanałów i programów. Liczą na wprowadzenie funkcji zatrzymywania i ponownego odtwarzania programów. Oczekują na możliwość odtwarzania treści z komórki na dużym ekranie i nagrywania programów. Tu w sukurs może przyjść technika holograficzna. Wówczas komórka będzie pełniła funkcję przekaźnika sygnału wyświetlanego na dowolnej powierzchni.

Wreszcie portale internetowe. Te odkrywszy moc krótkich filmów, jaką widać po sławie YouTube, prześcigają się w zdobywaniu kontentu filmowego. Warto obserwować OnetTV, który w ten sposób ponownie sprzedaje ofertę całego koncertu TVN, poszatkowaną zgodnie z cierpliwością internautów. Nic jednak nie przebije determinacji Telekomunikacji Polskiej, która w swojej strategii stawia na współfinansowanie kilkunastu filmów rocznie z myślą o wideostradzie. Taki aktywny sposób pozyskiwania treści to dość skuteczny mechanizm na poskromienie wybujałego ego producentów medialnych.

Na straconej pozycji

Nic dziwnego, światowe koncerny medialne traktują nowe technologie dostępu jako zamach na ich dochody. Jak tylko mogą mnożą tzw. pola eksploatacji, chociaż dla przeciętnego Jana Kowalskiego czy Johna Smitha nie ma znaczenia jak jest nadawany program telewizyjny. W ocenie przedstawicieli operatorów telekomunikacyjnych - najbardziej zainteresowanych zmianami - producenci medialni stają się głównym hamulcowym tworzonego społeczeństwa informacyjnego. Przykładowo, producenci filmów nie podejmują dyskusji, jeżeli gdzieś pojawią się literki IP, których nie rozumieją. Przecież walka wszystkich ze wszystkimi o dostęp do klienta powinna nie obchodzić producenta medialnego. I tak wyjdą na swoje. Tyle że na razie sztucznie wzbraniają się przed nadawaniem w technologiach DSL czy IPTV. A co się stanie, jeśli sami twórcy, tacy jak Tomasz Lis, machną na nich ręką i zaczną nadawać w Internecie


TOP 200