Wóz przed koniem czyli po co nam projektowanie systemów informatycznych

Polscy programiści, opracowujący systemy użytkowe dla przedsiębiorstw twierdzą, że najtrudniejszą częścią ich pracy nie jest programowanie, lecz wychwycenie, jak wygląda obieg informacji w danym zakładzie.

Polscy programiści, opracowujący systemy użytkowe dla przedsiębiorstw twierdzą, że najtrudniejszą częścią ich pracy nie jest programowanie, lecz wychwycenie, jak wygląda obieg informacji w danym zakładzie. Wykorzystanie najbardziej drożnych ścieżek jest rzeczywiście czasem nie lada problemem, tym bardziej że nasi specjaliści, nawet z wykształceniem informatycznym, zaczynają się poruszać na skraju swojego doświadczenia i wiedzy. Nikt z nich bowiem nie jest analitykiem, który umiałby ogarnąć problematykę informaty-zowanego zakładu od strony jego celów, środków, programu działania. Wynika to między innymi z faktu, że przedsiębiorstwa krajowe, nawet jeśli się komputeryzują, robią to na zasadzie wielkiej improwizacji, nie podejrzewając często nawet, że poniesienie pewnych kosztów związanych z rzetelną ekspertyzą uchronić ich może od spirali wydatków, której nie będą w stanie opanować w razie podjęcia błędnej decyzji inwestycyjnej.

"Macie świetnych programistów. Niektóre pomysły informatyczne, a miałem okazję w Polsce widzieć wiele ich realizacji, bywają bezkonkurencyjne w skali światowej. Nawet Amerykanie- w tej dziedzinie mogliby się wiele od was nauczyć" - twierdzi pan W. Heidema -starszy konsultant pracujący w holenderskiej gałęzi firmy CAP Ge-mini Pandata. "Natomiast brakuje wam umiejętności menedżerskich: zaprojektowania najefektywniejszego systemu informacyj-

nego, umiejętności sformułowania sobie celów. Bardzo szybko popadacie w tricki technologiczne, zapominając, że problem leży całkiem gdzie indziej. Często w związku z tym istniejące systemy rozwiązują zupełnie inne problemy niż te, dla których powstawały".

To zresztą bolączka wszystkich krajów postsocjalistycznych. Właśnie do nich próbuje obecnie docierać, ze swoją oryginalną meto dologią rozwoju systemów informatycznych, działająca od 20 lat holendersko-francusko-niemie-cko-włoska firma CAP Gemini Pandata. Problem w tym, że nie wszyscy jeszcze przekonani są o tym, iż problemy, z którymi Pandata może się uporać, są w istocie ich problemami. Dlatego jej działalność jest częściowo wspierana przez autorytety niektórych zachodnich uniwersytetów, organizacji nie nastawionych na zysk (non-profit) i fundacji. W Polsce firma działa we współpracy z Uniwersytetem Gdańskim i firmą In-fomanager - spółka wykreowaną przez Fundację Gospodarczą Solidarności Gdańskiej. Doceniło pracę firmy CAP Gemini również Polskie Towarzystwo Informatyczne, przyznając jej podczas tegorocznego Softargu swoje wyróżnienie. "Czyż nie ważniejszy jest prob-

lem prywatyzacji zakładów, niż to czy zakład jest dobrze zinformaty-zowany?" - padło pytanie z sali na jednym z licznych w tym roku wystąpień publicznych firmy. Odpowiedź Holendrów była nastę-pująca nie łudźcie się, że prywatyzacja zadziała na zasadzie czarodziejskiej różdżki. Chylącego się ku upadkowi zakładu nikt nie będzie chciał przejąć na własność. Dodajmy od siebie, że jeśli nawet zechce, to wtedy on będzie dykto

wał warunki - wygodne dla niego. "Problemy rozwoju systemów informatycznych są podobne dla firm prywatnych i państwowych. Dlatego tak czy inaczej należy zabierać się za ich uporządkowanie". Metodologia rozwijania systemów informacyjnych (System De-yelopment Methodology - SDM) jest na Zachodzie stosowana od lat kilkunastu. Używa ona oczywiście różnych rodzajów oprogramowania (m.in. CASE), chociaż, jak zastrzegają się specjaliści, nie technologia jest w tych zagadnieniach pierwszoplanowa. Najpierw trzeba przeprowadzić rzeczową analizę na miejscu, w konkretnym zakładzie. Korzystanie z usług różnych ekspertów i specjalistów ma oczywiście niebagatelne znaczenie, ale trzeba pamiętać, że każdy specjalista jest w jakiś tam sposób człowiekiem z zewnątrz. 1 dlatego im bliżej problemu, tym łatwiej można znaleźć właściwego eksperta. Dużą rolę w uzyskiwaniu doświadczenia w SDM mogą odegrać krótkie szkolenia lub seminaria robocze. Inni bowiem na ogół mają, lub mieli podobne do naszych problemy, dlatego krótkie spotkanie z nimi nie będzie stratą czasu.

Po zaplanowaniu rozwoju systemu informacyjnego (w naszych czasach musi to być oczywiście system zinformatyzowany) czeka nas jeszcze długa ciernista droga jego "docierania się" w praktyce. Jest to osobny etap, kiedy zainstalowany system domaga się poprawek, tak nie lubianych przez programistów, a niezbędnych dla właściwego funkcjonowania wśród ludzi bez wysoce specjalistycznego przygotowania.

W czym mogłaby pomóc w naszym kraju CAP Gemini? Chyba głównie w wyszkoleniu pierwszej grupy rodzimych analityków, którzy zaistnieliby na polskim rynku i dowiedliby, jak dużo może znaczyć rozsądne zastosowanie zasady: "najpierw się zastanów, a potem inwestuj". (Działa już zresztą holenderska fundacja "Aramis", która będzie wspierała takie szko lenia na Politechnice Warszawskiej. ) Jeśli chodzi o praktykę, to obecnie firma jest konsultantem przy usprawnianiu systemów zarządzania Uniwersytetu Gdańskiego i Gdańskich Zakładów Graficznych. Były również, podobno udane, próby stosowania SDM w Czechach i na Słowacji.