Wolność gospodarcza czy bezpieczeństwo państwa

Operatorzy telekomunikacyjni z jednej strony są przeciwni ponoszeniu wysokich kosztów związanych z wykonywaniem zadań na rzecz bezpieczeństwa i obronności kraju, z drugiej - w imię ochrony własnych interesów - postulują wnikliwe sprawdzanie przez organy państwowe konkurencji i nowych graczy na rynku telekomunikacyjnym.

Operatorzy telekomunikacyjni z jednej strony są przeciwni ponoszeniu wysokich kosztów związanych z wykonywaniem zadań na rzecz bezpieczeństwa i obronności kraju, z drugiej - w imię ochrony własnych interesów - postulują wnikliwe sprawdzanie przez organy państwowe konkurencji i nowych graczy na rynku telekomunikacyjnym.

Jeśli przedsiębiorstwo chce zostać wirtualnym operatorem telefonii komórkowej (MVNO), musi zapłacić za zezwolenie telekomunikacyjne 2500-5000 euro. Urząd Regulacji Telekomunikacji i Poczty (URTiP) ma od miesiąca do trzech miesięcy na wydanie decyzji, czy zgadza się na podjęcie przez dany podmiot działalności w publicznej sieci telekomunikacyjnej. Jeśli firma chce się zająć transmisją danych lub świadczeniem usług dostępowych do Internetu, musi postarać się o wydawane bezpłatnie tzw. zgłoszenie telekomunikacyjne. Wystarczy wystąpić o nie do URTiP na 28 dni przed rozpoczęciem działalności. Urząd jest zobowiązany w terminie 21 dni do sprawdzenia wiarygodności operatora.

Do akceptacji wniosku potrzebna jest jeszcze opinia Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która weryfikuje zarówno publicznie dostępne rejestry, np. akta spółek w KRS, jak i te niejawne - kartoteki Biura Ewidencji i Archiwum ABW i Agencji Wywiadu. Weryfikacja jest przeprowadzana przy współpracy z Biurem Łączności i Informatyki Komendy Głównej Policji, Departamentem Przeciwdziałania Korupcji, Terroryzmowi i Przestępczości Zorganizowanej ABW oraz terenowymi ogniwami Agencji.

"Dynamicznie rozwijający się sektor telekomunikacyjny przyciąga również osoby, co do których istnieją uzasadnione podejrzenia o powiązania ze zorganizowaną przestępczością" - twierdzi Mieczysław Tarnowski, zastępca szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Ujawniono już przykłady osób uwikłanych wcześniej w handel bronią czy pranie brudnych pieniędzy. Przedstawiciele ABW wspominają o udaremnionej próbie wprowadzenia do polskiego sektora telekomunikacyjnego grupy przestępczej o zasięgu międzynarodowym. "Bardzo prawdopodobne jest zainteresowanie kapitału spekulacyjnego inwestycjami w tej branży" - uważa jeden z ekspertów sejmowej Komisji Infrastruktury.

W 2002 r. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zaopiniowała ok. 500 wniosków, z czego w 25 przypadkach wydała negatywną opinię. Zazwyczaj stawiane są zarzuty pod adresem członków władz spółek telekomunikacyjnych o przestępstwa przeciwko ustawie karnej skarbowej, ustawie o działalności firm czy wiarygodności przedstawianych dokumentów.

Tymczasem Polska została zobligowana do przyjęcia nowych regulacji unijnych, które znoszą koncesjonowanie usług telekomunikacyjnych. Jedynym wymogiem wobec podmiotów zamierzających prowadzić taką działalności będzie konieczność dokonania zgłoszenia. Oznacza to, że Unia Europejska uznała wolność gospodarczą za wartość nadrzędną. To rynek samoistnie ma wyeliminować oszustów. Urzędy państwowe, tzn. URTiP czy ABW, muszą zdecydować, w jaki sposób sprawdzać wiarygodność przedsiębiorców, którzy chcieliby działać w branży telekomunikacyjnej.

Pisz Pan na Berdyczów

Nie wyjaśnione jednak pozostają kwestie: co ze spółkami, których właściciele przebywają za granicą, zaś rzeczywistego pochodzenia kapitału inwestycyjnego praktycznie nie da się określić? Czy spółka, której łańcuch kolejnych podmiotów właścicielskich urywa się bez śladu na Antylach Holenderskich, powinna dostać zezwolenie na działalność telekomunikacyjną w Polsce? URTiP takie zezwolenie wyda, bo ABW uznała, że taka struktura właścicielska nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa (art. 8 ust. 2 Prawa telekomunikacyjnego). "Zdajemy sobie sprawę z tego, że nie jesteśmy w stanie sprawdzić wszystkiego, lepsza jednak taka kontrola niż żadna" - uważa Mieczysław Tarnowski. Nie miała jeszcze miejsca sytuacja, w której cofnięto by wydane zezwolenie telekomunikacyjne na wniosek szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego lub Ministerstwa Obrony Narodowej (w trybie art. 12 ust. 4 ustawy - Prawo telekomunikacyjne).

Największe obawy dużych operatorów obecnych na polskim rynku wywołuje pojawianie się podmiotów, których wiarygodność finansowa budzi pewne wątpliwości. Dzisiaj to kryterium w ogóle nie jest uwzględniane przy wydawaniu zezwoleń na działalność telekomunikacyjną. "Chodzi o tzw. firmy krzak, które podpisują umowy, narobią długów i po miesiącu czy dwóch znikną" - mówi przedstawiciel jednego z operatorów GSM. "Prawo nie daje nam podstaw do sprawdzania szeroko rozumianej jakości podmiotów występujących o zezwolenia na działalność telekomunikacyjną. Niech ustawodawca da nam do ręki takie narzędzia, to będziemy je stosować" - odpowiada Witold Graboś, prezes Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty.