Wołanie o prawo komputerowe i jego wykładnie

6 i 7 maja w katowickim 0środku Postępu Technicznego OPT odbyło się seminarium nt. podstawowych problemów prawa komputerowego.

6 i 7 maja w katowickim 0środku Postępu Technicznego OPT odbyło się seminarium nt. podstawowych problemów prawa komputerowego.

W spotkaniu, które prowadzili specjaliści z Uniwersytetu Jagiellońskiego, dyrektor Międzyuczelnianego Instytutu Wynalazczości i Ochrony Własności Intelektualnej, prof. Ryszard Markiewicz i wicedyrektor Instytutu, doc. Janusz Barta, uczestniczyło 120 dyrektorów, informatyków i prawników z przeszło 80 zakładów, z których większość stanowiły firmy prywatne. Byli także przedstawiciele instytucji i przedsiębiorstw państwowych (m.in. Kancelarii Senatu, PAN, Rządowego Centrum Informatycznego, Polmozbytu, PKP) oraz społecznych (m.in. PTI i Rady Adwokackiej). Organizatorzy musieli niestety odstąpić od pierwotnych założeń, wg których ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych miała być przyjęta przed rozpoczęciem spotkania. Gdyby tak się stało, uczestnicy dyskutowaliby wykładnię przepisów nowego prawa, dotyczącego m.in. tego szczególnego dobra niematerialnego, które posiada wartości ekonomiczne, jakim jest program komputerowy. Tymczasem kolejne opóźnienia prac legislacyjnych sprawiły, że Rada Ministrów dopiero 18 lutego przyjęła rządowy projekt ustawy i po następnych dwóch miesiącach został on przekazany Sejmowi (patrz CW nr 15/45 z dn. 13.04) a komisje Kultury i Nauki powołały specjalną podkomisję do prac nad projektem. To doraźne ciało parlamentarne znajduje się w stadium konstytuowania się i dotychczas nie wyznaczyło jeszcze terminu pierwszego posiedzenia.

Traktat polsko-amerykański

Projekt nowego prawa autorskiego ma szczególnie długą historię. Prace zapoczątkowane zostały w 1974 r. w Instytucie przy UJ a następnie formułowaniem projektu tego prawa przez wiele lat zajmowała się komisja przy Ministerstwie Kultury i Sztuki. Zarówno dwa pierwsze rządy RP jak i rząd premiera Olszewskiego zapowiadały rychłe doprowadzenie prac legislacyjnych do końca. Pewne konkretne zobowiązania terminowe zostały podjęte przez premiera Mazowieckiego, który w czasie wizyty w 1990 r. w USA podpisał z prezydentem Bushem Traktat o stosunkach handlowych i gospodarczych. Stwierdzenia w dodatkowych dokumentach, towarzyszących temu traktatowi, mówiły, że do końca 1991 r. Polska obejmie ochroną programy komputerowe na zasadach obowiązujących w prawie autorskim. Traktat ten nie wszedł w życie, gdyż strona amerykańska uznała, że Polska jeszcze nie zapewniła kontroli nad ochroną prawną własności intelektualnej.

Sejm 26 lipca 1991 r. przyjął wprawdzie uchwałę w sprawie Traktatu, w której stwierdził m.in., że jego postanowienia dotyczą wyłącznie inwestycji podjętych po wejściu Traktatu w życie. Uchwała zawiera również stwierdzenie: Sejm przyjmuje, że poziom ochrony programów komputerowych wymagany przez Traktat jest zgodny ze stopniem ochrony przyjętym w Dyrektywie EWG z 14 maja 1991 r. A nie wyklucza się, że - jeśli w najbliższym czasie Sejm przyjmie Ustawę o prawie autorskim i prawach pokrewnych - to w czasie lipcowej wizyty prezydenta Busha w Polsce nastąpi wymiana dokumentów ratyfikacyjnych i Traktat tym samym wejdzie w życie.

Czy nowa ustawa zacznie obowiązywać przed końcem roku?

Trudno przewidzieć, czy nowa ustawa zdoła wejść w życie do końca br. Tak więc dziś jedynymi podstawami prawnymi rozstrzygania konfliktów powstających między stronami w procesie wdrażania i rozwijania informatyki w różnych dziedzinach naszego życia społecznego pozostają: ustawa o prawie autorskim z 1952 r., ustawa o wynalazczości z 1972 r., ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji z 1926 r., ustawa o znaku towarowym z 1985 r. i oczywiście kodeks cywilny z 1964 r.

Mimo, że w żadnej z tych ustaw nie wymienia się softwaru jako podmiotu prawa, można (przez analogię) korzystać z ich regulacji dla rozstrzygania kwestii dotyczących programów komputerowych. W rezultacie takiego stanu prawnego, konflikty powstające w tej dziedzinie rzadko trafiają na wokandę sądową, a orzeczenia mają z natury charakter ogólnikowy, by nie powiedzieć - unikowy. Tym też tłumaczy się również fakt, że zachodni producenci i ich przedstawiciele nie występują z pozwami wobec naruszających ich prawa autorskie. Sytuacja niejasna zawsze jest lepsza od niekorzystnego werdyktu, który może w tych warunkach zapaść.

Podczas seminarium zastanawiano sie także nad niektórymi sformułowaniami projektu nowego prawa autorskiego, omawiano sytuację w innych krajach oraz Dyrektywę Rady EWG z 14 maja 1991 r. Przytaczano również liczne przykłady konfliktów, napięć i niejasności wynikających ze stosunków między firmami a klientem, między autorem a producentem programu, omawiano kwestie odpowiedzialności za wady programu, ochrony polskich programów komputerowych za granicą. Wskazywano, jak często kryterium "przez analogię" bywa zawodne. Wszystkie te problemy w wielu przypadkach są potęgowane przez stale zmieniające się przepisy skarbowe i administracyjne, a także z powodu przemian restrukturyzacyjnych. Przedsiębiorstwa dzielą się, łaczą bądź plajtują a prawa do programów (jeśli nie było przewidujących umów) zawisają w próżni.

Potrzeba stałych ośrodków konsultacyjnych

Długie kolejki praktyków, czekających w Katowicach na indywidualne konsultacje z uniwersyteckimi ekspertami (konsultacje przerwano dopiero o północy) świadczą o wielkim zapotrzebowaniu na takie porady. Pora chyba pomyśleć o zorganizowaniu stałych rejonowych poradni prawniczych z tej dziedziny przy tych ośrodkach akademickich, które dysponują odpowiednini specjalistami. Oprócz Krakowa, z pewnością może to być Warszawa, Poznań czy Wrocław. Nieodwracalny rozwój informatyki będzie stale zwiększał potrzebę takich konsultacji również po wejściu w życie nowej ustawy o prawie autorskim. Realizacja tej idei mogłaby przy tym nieco zasilić puste kasy naszych uczelni. I to jest pierwszy wniosek z potrzebnego seminarium katowickiego. Do jego tematyki wrócimy w najbliższych numerach naszego tygodnika.


TOP 200