Wirtualna dominacja

Przyczyny potęgi telewizji na ogół upatruje się w zerwaniu tradycyjnych więzi międzyludzkich. Moim zdaniem wzięła się ona z detronizacji przyrody. Na pierwszy rzut oka ta teza wydaje się karkołomna.

Przyczyny potęgi telewizji na ogół upatruje się w zerwaniu tradycyjnych więzi międzyludzkich. Moim zdaniem wzięła się ona z detronizacji przyrody. Na pierwszy rzut oka ta teza wydaje się karkołomna.

Cóż może być wspólnego między chęcią oglądania cudzych losów i podglądania cudzych ciał a okiełznaniem potęgi przyrody, poskromieniem wielu żywiołów, wyjaśnieniem dotąd tajemniczych zjawisk fizycznych czy biologicznych? Wydaje się, że nic, że są to dwie rozłączne sprawy, z których każda toczy się w swoim rytmie i zgodnie z własną logiką. A ja myślę, że jest bardzo wyraźny mechanizm przekładający upadek mitu przyrody na zachwycenie się telewizją. Jego działanie polega na zaspokajaniu ludzkiej potrzeby władzy. Ale nie chodzi w niej o sprawowanie władzy, o potęgę panowania, lecz o bycie podległym, o odczuwanie czyjejś władzy nad sobą. Człowiek posiada te dwie potrzeby: bycia władcą i bycia poddanym w takim samym stopniu, aczkolwiek dzisiejsza kultura akcentuje wartość pierwszej potrzeby, a drugą jakby wstydliwie pomija. Ale natury nie da się oszukać.

Człowiek potrzebuje kogoś lub czegoś, co bierze go w posiadanie, co ogarnia go całego, co daje mu rozkoszne poczucie zanurzenia w jakimś wyższym porządku, którego sam nie stworzył i nad nim nie panuje. Wbrew pozorom takie poddanie daje człowiekowi spokój i bezpieczeństwo, jednak w tak zwanych życiowych realiach wcale nie oznacza to braku zagrożeń, a nawet wręcz je oznacza. Chodzi o psychiczną przynależność do wyższego porządku. Od wieków ideałem władcy były przyroda, żywioły naturalne: kapryśne, nieodgadnione, nieokiełznane, potężne, przejmujące, bezkompromisowe. Jest taki wiersz, w którym mowa jest o wzburzonym człowieku, który "szukał burzy, jakby w burzy spokój był". Można go zinterpretować jako potrzebę zgrania wewnętrznego stanu ducha ze stanem otoczenia po to, aby ów stan ducha był stanem naturalnym, ale można też odczytać go jako chęć poddania się wyższemu porządkowi, który uśmierzy ból i bunt.

Ale człowiek zepsuł swoje środowisko naturalne. Nawet nie chodzi o to, że je zniszczył, zabrudził, naruszył jego harmonię, zagroził wielu gatunkom czy formom. Nie chodzi też o to, że zapanował nad niektórymi naturalnymi żywiołami, potrafi je przewidzieć, sterować nimi czy zapanować nad ich skutkami. Człowiek naprawdę niewiele jeszcze posiadł wiedzy o przyrodzie, a jeszcze mniej może mówić o panowaniu nad przyrodą. Tak mu się tylko czasem wydaje. Człowiek zdetronizował środowisko naturalne w inny sposób. Po prostu zbudował sobie środowisko sztuczne, oddzielające go od przyrody. Taki sztuczny charakter mają miasta, domy, sprzęty domowe, ubrania, jedzenie, styl pracy, zagrożenia, najcenniejsze umiejętności, usługi świadczone sobie nawzajem. Nasze wartości i umiejętności nie dałyby nam żadnych szans w świecie rządzonym przez przyrodę, ale też przyroda nie ma nad nami władzy w tym sztucznym świecie. Coś za coś. Ale co z potrzebą władzy żywiołu, potrzebą zanurzenia w czymś bez reszty? W czymś o podobnym charakterze jak przyroda: totalnym, przyprawiającym o zawrót głowy, a jednocześnie jak najbardziej naturalnym?

Ludzie ciągle oglądający telewizję są nieobecni w miejscu, w którym są fizycznie, w pełni poddają się oglądanym obrazom, a jednocześnie oglądają je zupełnie bezrefleksyjnie w tym sensie, że nie myślą o tym, że oglądają telewizję. Są zanurzeni w innej rzeczywistości. Nawet gdy wyłączą telewizor, chodzą odurzeni tamtymi obrazami, emocjami, postaciami. Rozmawiają o nich, myślą, wracają jak do dobrych znajomych, jak do własnego życia. Potęga telewizora polega na tym, że zastąpił władzę przyrody. Zabiera człowieka całego w miły dla niego sposób, daje ułudę wielkich przeżyć, jest środowiskiem naturalnym, bo odwzorowuje świat ludzi. A przede wszystkim telewizja jest tym wyższym porządkiem, który jest nam zadany i na który nie mamy żadnego wpływu. Być może telewizja interaktywna będzie końcem władzy telewizji. Być może dopuszczenie widzów do kreowania programów będzie początkiem jej detronizacji. Tylko kto lub co wtedy obejmie władzę nad człowiekiem?


TOP 200