Windowsgate - afera okienkowa

Włączenie przeglądarki internetowej do systemu operacyjnego miało być największym postępem w rozwoju biurkowych systemów operacyjnych końca lat 90. Tymczasem fakt ten może być powodem rozpętania największej kampanii antymonopolowej w historii.

Włączenie przeglądarki internetowej do systemu operacyjnego miało być największym postępem w rozwoju biurkowych systemów operacyjnych końca lat 90. Tymczasem fakt ten może być powodem rozpętania największej kampanii antymonopolowej w historii.

Departament Sprawiedliwości, a wraz z nim władze 20 stanów oraz Dystryktu Kolumbia, złożyły pozew przeciwko Microsoftowi, oskarżając firmę o 'stosowanie praktyk monopolistycznych, szkodzących wolnej konkurencji'.

W przededniu największej tegorocznej premiery Microsoftu rozpoczyna się kolejny długi proces przeciwko firmie Billa Gatesa. Nie pomogły jedenastogodzinne negocjacje między prawnikami - amerykański Departament Sprawiedliwości, a wraz z nim władze 20 stanów oraz Dystryktu Kolumbia, złożyły pozew przeciwko Microsoftowi, oskarżając firmę o "stosowanie praktyk monopolistycznych, szkodzących wolnej konkurencji". Na decyzję o wszczęciu kolejnego postępowania sądowego przeciwko koncernowi z Redmond błyskawicznie zareagowała nowojorska giełda. Notowania akcji Microsoftu spadły w ciągu dnia o 3,37 pkt.

Przewaga czy hegemonia?

Głównym powodem wszczęcia kolejnego postępowania przeciwko Microsoftowi jest wciąż rosnący udział firmy w segmencie systemów operacyjnych oraz domniemana próba wykorzystania tej przewagi do zdobycia innych obszarów rynku. Po raz kolejny powraca sprawa integracji systemu operacyjnego z przeglądarką Internet Explorer 4.0. "Microsoft używa swojej siły do przejęcia rynku przeglądarek, niezbędnych do uzyskania dostępu do Internetu - mówi Janet Reno, prokurator generalny USA. - Najważniejsze jednak jest to, że ogranicza w ten sposób wolność wyboru konsumentów w naszym kraju i na całym świecie".

W odpowiedzi na pojawiające się od dawna zarzuty, Bill Gates zadeklarował, że gotów jest w starszej wersji systemu Windows umieścić odnośnik także do przeglądarki Netscape Navigator (nadal jest to najpopularniejsza przeglądarka na rynku). Rząd jedak oczekuje znacznie więcej. Przede wszystkim decyzji zezwalającej wszystkim firmom produkującym komputery i będącym stronami umowy OEM na zainstalowanie ich wersji "ekranu początkowego", bez logo Windows. Chce także uzyskać zgodę Microsoftu na instalację przez producentów komputerów osobistych dowolnej przeglądarki internetowej, a także umożliwić im promocję dowolnego rozwiązania tego typu.

Urzędnikom Departamentu Sprawiedliwości chodzi przede wszystkim o zachowanie pełnej swobody wyboru na rynku. "Komunikat, jaki chcemy przekazać Billowi Gatesowi, brzmi: «Nie pozwól swojemu 400 kg gorylowi na blokowanie dostępu do informacyjnej superautostrady»" - obrazowo wyraża się jeden z urzędników.

Szef Microsoftu jest przekonany że jego firma sprawę wygra. Jest także pewien, że koncern z Redmond nie krępuje w niczym nawet firm produkujących komputery, które podpisały z Microsoftem umowy typu OEM. "To zabawne, że urzędnicy podjęli próbę interwencji na najszybciej rozwijającym się z amerykańskich rynków właśnie wtedy, gdy rozpoczynamy dystrybucję nowego produktu - powiedział Bill Gates na konferencji prasowej. - Rząd chce odsunąć nas od wyścigu i wyrzucić na śmietnik wszystko, co budowaliśmy i nad czym pracowaliśmy przez 23 lata".

Zamieszanie wokół Microsoftu może okazać się dobrym chwytem marketingowym, przynieść firmie status niesprawiedliwie prześladowanej i zwiększyć sprzedaż nowego produktu Windows 98.

Gwiazda przed obliczem Temidy

Sądowe kłopoty Billa Gatesa trwają już od kilku lat. W roku 1991 śledztwo wszczęła Federalna Komisja Handlu, w 1993 r. - po zaniechaniu śledztwa przez ten organ - sprawą zainteresował się Departament Sprawiedliwości. W roku 1993 złożył on do sądu pozew, oskarżając Microsoft o stosowanie praktyk monopolistycznych.

Na mocy ugody, zawartej w 1995 r., koncern zobowiązał się do oddzielnej sprzedaży licencji na użytkowanie systemu operacyjnego i uprawnień do korzystania z innych produktów. Chodziło wówczas o wykluczenie sprzedaży wiązanej.

Kolejny konflikt wybuchł w 1997 r. Zdaniem urzędników, Microsoft - instalując w Windows 95 przeglądarkę Internet Explorer - złamał zasady podpisanego dwa lata wcześniej zobowiązania. Zdaniem przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, przeglądarka nie stanowiła integralnej części systemu i jako taka nie powinna być sprzedawana wraz z ostatnią wersją Windows. Po kilku miesiącach procesu Microsoft zobowiązał się do opracowania systemu bez zainstalowanej wewnętrznie przeglądarki oraz do przedstawienia wszystkim klientom firmy sposobu na usunięcie z pulpitu systemu operacyjnego ikony Explorera. Przygotował także wersję, gdzie ikona przeglądarki oraz plik i.explorer.exe zostały ukryte. "Każdy z programów Microsoftu powinien konkurować z innymi produktami, wykorzystując tylko i wyłącznie własne zalety" - powiedział po tamtej sprawie Joel Klein, zastępca prokuratora generalnego USA ds. praktyk monopolistycznych.