Wieści z terenu

Pomnik

Pomnik

Gdyby przyszło Lokalnemu Informatykowi wystawić pomnik swemu Zarządowi, ma gotowy pomysł na projekt. Na wszelki wypadek przechowuje w mózgownicy wiele koncepcji projektowych na różne okazje - informatyczne i nie tylko - i w razie konieczności nagłej sięga do owej tajnej skarbnicy. A pomnik ten wyglądałby jak połączenie Hydry Lernejskiej z Temidą - wiele głów z zasłoniętymi oczami, a w rękach miecz i waga. Miecz, którym Zarząd włada na oślep, szczególnej ostrości jest i kary straszne wymierza. Waga za to jakaś nietęga, bo chyba nie przeszła procedury homologacyjnej w stosownym urzędzie. Za to głów wiele i każda ma swą mądrość własną, niemniej trudno im wypracować wspólny wektor kierunku działań. Tak właśnie Lokalny Informatyk przedstawiłby symbolicznie swych władców, gdyż inaczej nie może ich sobie wyobrazić. Zna styl zarządzania w firmie i na każdym kroku uczynki potwierdzają adekwatność symbolu wyimaginowanego przez Lokalnego do realnej rzeczywistości.

Pewnego razu Naczelny Menedżer zawezwał Lokalnego i rzecze mu w te słowa: "Mamy trzy komputery w dyrekcji i nie są one specjalnie nowoczesne. Napisz Informatyku ekspertyzę, że się nie nadają, bo są stare, i wystąp o środki na zakup nowych". Lokalny napisał więc, oszacował koszty zakupu i udał się z pismem do Naczelnego. Temu bardzo się spodobało, że pisemko tak szybko powstało i klarownie przedstawia sytuację w Kwaterze Głównej. W związku z powyższym Naczelny złożył na dokumencie sakramentalne "akceptuję" i patrzy na Lokalnego, który w dalszym ciągu stoi, przestępując z nogi na nogę, łapę z drugim pismem wyciągając. "Jeszcze na kopii proszę" - wydukał wreszcie Informatyk. Szczwany lis z niego. Niby ma zaufanie do Naczelnego, ale jakoś nie do końca. I bardzo dobrze - zarówno tym razem, jak i w każdym innym przypadku. Po klepnięciu sprawy, Lokalny posłał od razu Serwisowego do hurtowni, aby zamówił i pobrał fakturę pro forma, jako podstawę do wykonania przelewu. Faktura wylądowała na biurku Menedżera Ekonomicznego, gdzie spokojnie przeleżała dni parę, a następnie jakimś cudem pojawiła się w siedzibie Menedżera Technicznego, który zawezwał Lokalnego. "Mam tu fakturę i chciałbym wyjaśnić" - zgłosił sprawę Techniczny. "A ja mam podkładkę" - odparł Lokalny, mając na myśli pismo sygnowane niegdyś przez Naczelnego. "Ja też mam" - Techniczny nie chciał okazać się gorszy - "na mojej jednak jest adnotacja, której nie ma prawdopodobnie na twoim piśmie". Lokalny gały wybałuszył na podetknięty mu pod nos arkusz A4, gdzie u dołu ktoś dopisał: "W tym roku spróbować komputery zmodernizować. Kupować dopiero w roku przyszłym".

"Chodzi o to, czy musimy teraz komputery kupować" - Techniczny chciał mieć jednoznaczny obraz sytuacji. "Z mojej perspektywy jest to obojętne, natomiast sprawa już jest w toku. Możemy jakoś próbować wstrzymać transakcję, ale nie wiem, z jakimi konsekwencjami" - Lokalny wyjaśnił, jak było naprawdę. "To ja się skonsultuję i za pięć minut dzwonię z decyzją" - zakończył obrady Techniczny.

Nie wiadomo z kim się konsultował, czy był to Naczelny, Ekonomiczny, Administracyjny, Merytoryczny bądź Liryczny i nie wiadomo też Lokalnemu, kto sporządził dopisek na jednej tylko wersji dokumentu. Fakt faktem, że po pięciu minutach zadzwonił Techniczny: "Jest decyzja. Kupujemy!" Wygląda na to, że nie ma sprawy i całe zamieszanie było o pietruszkę. Według mnie sprawa jest, a zamieszanie dopiero kiedyś będzie i to jakie!

Piotr Schmidt

(agent zakładowy)


TOP 200