Wieści z terenu

Żona Lokalnego Informatyka ma niewiele z komputerami wspólnego. Tyle tylko co dzięki swemu małżonkowi może zaobserwować, gdy ten mitręży przed ekranem czas, zamiast ognisko domowe podtrzymywać. Niemniej nie narzeka i nie przegania chłopa z domu, zdając sobie sprawę, że komputer dla jej męża to jak maszyna do szycia dla krawca.

Herszt

Żona Lokalnego Informatyka ma niewiele z komputerami wspólnego. Tyle tylko co dzięki swemu małżonkowi może zaobserwować, gdy ten mitręży przed ekranem czas, zamiast ognisko domowe podtrzymywać. Niemniej nie narzeka i nie przegania chłopa z domu, zdając sobie sprawę, że komputer dla jej męża to jak maszyna do szycia dla krawca. Zresztą od kiedy pojawił się ten sprzęt w gospodarstwie, żona odczuła błogosławione skutki innej rzeczywistości finansowej, płynące z niewielkiej maszynki do robienia pieniędzy. Pewnie w duchu przemyśliwa, jakby proces usprawnić na tyle, aby to elektroniczne cudo przynosiło zyski samo z siebie, bez angażowania współmałżonka.

Wspomniana małżonka nie musi się na informatyce znać, albowiem pracuje w szkole i to nie dość, że podstawowej, to jeszcze specjalnej. Szkoła specjalną jest także pod innym względem, a mianowicie pod kątem zarządzania. Dyrekcja zatrudniała na etacie kierowcy własnego małżonka ze swoim samochodem. W końcu nie przestępstwo, ale... jegomość ów jest rencistą z upośledzonym wzrokiem. Szkoła ma wielu sponsorów i mnóstwo z tego tytułu darowizn, także rzeczowych, których przyjmowanie nie jest grzechem, zwłaszcza w instytucji o specjalnym charakterze. Z pompą odprawiane uroczystości darczynienia nie pozostawiły żadnego materialnego śladu. Ofiarowanych podarków w szkole nie uświadczysz. Pojawiły się za to stare i zużyte ich odpowiedniki. Manipulacja "martwymi duszami" przy dotowanych wyjazdach grupowych to banalna codzienność. Syn dyrekcji na udawanym etacie - niezły pomysł na zasilanie rodzinnej kasy. Niektórzy wykładowcy z uczelni syna także nie gardzą lewymi posadami, których jedyną uciążliwością jest pobieranie wynagrodzenia. Łapówki można i z państwowej kiesy pokryć, byle leniwy synalek wreszcie studia skończył. Najlepszy był jeden z etatowych nauczycieli gimnastyki. Latał chłopina przez rok za darmochę dzieciarnię szkolną na basenie doglądać, a okazało się, że kto inny pobierał za to należność. I lepiej na oczach przełożonej nie prezentować oznak radości i dobrobytu. Razu pewnego Lokalny Informatyk podwiózł żonę do pracy nowym samochodem. Bidula w odwecie przez rok na dywanik była wzywana - tylko dlatego że szefowa ma mniejsze auto. Teraz, gdy Lokalny wspomina o zakupie nowego pojazdu, żona jakaś blada się robi.

Kilka osób zapisało się na weekendowe kursy przysposobienia komputerowego, a dyrekcja na przekór wymyśliła konferencję piątkowego popołudnia i sobotnie odrabianie zajęć, obwieszczając o tym w czwartek. I słusznie, po co komputery, skoro interes bez tego kwitnie aż miło.

Zastraszeni są nauczyciele okropnie. Szemrzą tylko po cichu, a nikt doniesienia w kuratorium nie złoży. Może i nie warto. Tam dyrekcja ma także swoich ludzi. Na pocieszenie teść Lokalnego Informatyka zwykł mawiać, że będąc w niewoli miał jednak trochę gorzej.

Piotr Schmitd

(agent zakładowy)


TOP 200