Wieści z terenu

Szwejkowski

Szwejkowski

W dobie konkurencji rynkowej firmy szukają oszczędności, aby obniżyć koszty swej działalności. Niestety, często działania te bywają na tyle źle ukierunkowane, że każdy zaoszczędzony grosz kosztuje wiele złotówek. Typowym przykładem niech będzie sknerstwo w sferze wynagrodzeń. Zamiast przyjąć informatyka w miarę biegłego, najmuje się do pracy niezgułę komputerowego, ale za to po przecenie 50%.

Pracownik niepełnowartościowy to jeszcze gorzej niż towar o takich właściwościach. Towar co najwyżej zestarzeje się bądź zepsuje i strata poniesiona będzie nie większa niż koszty jego nabycia. Przy pracowniku obarczonym discountem ryzyko strat jest dużo większe, a ich ogrom wprost nie do wyobrażenia, co zależy przede wszystkim od jego fantazji, stopnia niewiedzy i źle ukierunkowanej aktywności. Często nadgorliwość bywa gorsza niż lenistwo.

Lokalnemu Informatykowi postanowiono przydzielić kogoś do pomocy. Aby nie wyszło zbyt drogo, przyjęto takiego majster-klepkę, co to ledwo czytaty był, ale pasjonował się komputerami. Wręcz przepadał za nimi, na giełdzie komputerowej bywalcem stałym się okazał i znał wnętrzności PC na pamięć. Niestety, tylko tyle. Sieci, serwery i eksploatacja to dla niego tabula rasa. Lokalny postanowił wprowadzać Pomocnego w świat technologii informatycznych łagodnie, obserwując jego postępy - jak w średniowieczu bywało - uczeń pod okiem mistrza terminował. "Dziś po południu przeczyścisz myszy na stanowiskach" - zlecił Lokalny. Na drugi dzień odbierał już raport z wykonania pracy: "Wszystkie myszki przeczyściłem, a skoro czasu mi starczyło, przeczyściłem także klawiatury" - dobroduszna, pucułowata twarz Pomocnego wyrażała zadowolenie z przeprowadzanych działań. Lokalnemu coś chciało w głowie zaświtać, ale nie bardzo miał czas na dociekania, odpuścił więc sobie ten wysiłek.

Parę dni później zlecił następne zadanie: "Weźmiesz, Pomocny, dyskietkę czyszczącą i wszystkie flopy po południu przelecisz". Na drugi dzień Pomocny z jaśniejącym z zadowolenia obliczem oznajmił: "Zrobiłem wszystko i jeszcze monitory wyczyściłem". Lokalnemu po raz drugi już coś chciało się pokojarzyć w związku z postacią Pomocnego, ale jak zwykle wobec ogromu zadań musiał poskromić swe szare komórki. Niedługo pojawiła się następna okazja zlecenia zadania Pomocnemu: "Tu masz dyskietkę startową z programem formatującym. Po południu sformatujesz dysk na tym serwerze, bo będziemy instalować na nim nowy system". Pulchna twarz Pomocnego wyrażała pełną dozę szczęścia z otrzymanego zadania. Lokalny znowu się zadumał. Oblicze jego pomocnika natarczywie nasuwało na myśl jakieś skojarzenia, których nie był w stanie sprecyzować.

Nazajutrz przyszedł Lokalny do roboty, a Pomocny melduje mu: "Sformatowałem dysk na serwerze, a że miałem jeszcze mnóstwo czasu, zrobiłem to także na pozostałych dwóch serwerach". Lokalny o mało nie osiwiał i niewiele brakowało, a z pracy by wyleciał za dopuszczenie do rozłożenia na łopatki systemu w firmie. I słusznie. Tyle razy czytał o przygodach dzielnego wojaka Szwejka, że powinien się wcześniej domyślić, z kim kojarzyła mu się osoba Pomocnego. Być może zmyliło go, że na początku raportów z wykonania prac brakowało słów: "Posłusznie melduję". No, ale Pomocny na froncie informatyki, a nie pod rozkazami Franciszka Józefa służył.

Piotr Schmidt

(agent zakładowy)