Wieści z terenu

Trach

Trach

Chyba już wiem, dlaczego pracodawcy tak usilnie poszukują młodych kandydatów do pracy. Idealny kandydat na dyrektora powinien mieć nie więcej niż trzydzieści lat, wybrylantynowaną czuprynę, zaczesaną do góry i mieć doświadczenie i osiągnięcia. Biorąc pod uwagę, że studia kończy się na ogół w wieku lat dwudziestu czterech, myślę, że sześć lat na zdobycie doświadczenia to aż nadto. W pierwszych dwóch latach szlifujemy język za granicą, zmywając w garkuchni, następne dwa poświęcamy na znalezienie pracy na stanowisku kierowniczym. Musi być kierownicze, bo inaczej nie ma co marzyć o awansie na dyrektora. Gdy już kierownictwo osiągniemy, pozostają jeszcze całe dwa lata na zdobywanie doświadczeń. Czas więc nieco nagli, bo opanowanie techniki smarowania łba mazidłami i tresowanie opornych włosów to nie przelewki. Nie możemy przecież zawalić okazji do pochwycenia życiowej szansy przez trudności w zarządzaniu własnym owłosieniem. Nie możemy zwlekać także z tego powodu, aby nam włosy nie powypadały, bo co wówczas będziemy żelować? Polerowana łysa glaca chyba nie bardzo nadaje się do traktowania jej brylantyną. A członek zarządu bez stosownej w tych sferach fryzury trąci nieco minioną i niesłuszną epoką.

Tym prostym sposobem wydaje mi się, uzmysłowiłem Państwu, dlaczego młody wiek jest tak pożądany w karierze. Następnie przystąpię do omówienia kariery Lokalnego Informatyka, jako przykładu braku kariery spowodowanej nieodpowiednim ku temu wiekiem. Lokalny jest już bowiem daaa... wno po trzydziestce. Na tyle dawno, że zupełnie nie pamięta tamtych czasów. Z powodu swego wieku już do emerytury pozostanie Lokalnym Informatykiem. Po pierwsze, dlatego że doświadczenie kierownicze zdobył dopiero po trzydziestce, po drugie, nie smaruje włosów żadnymi ohydztwami. Z tych też powodów nikt nie rozpatruje poważnie jego kandydatury na stołek dyrektorski. Po prostu Lokalny jest opóźniony w rozwoju zawodowym i tyle.

Nie zmywał za młodu naczyń w zagranicznych lokalach i od tego zaczęło się pasmo jego nieszczęść. A teraz na dodatek coś mu strzeliło w barku. Ot tak, po prostu. Sięgał po karton na szafie i nagle trach! Jak mu coś nie chrupnie w stawie barkowym... i ból trzyma od wielu dni. Lokalny ręką ledwo do głowy swojej może dosięgnąć, a butelki z barku już zupełnie swą prawicą nie wyjmie. Pal licho butelkę i przygładzanie fryzury - w końcu ma jeszcze drugą kończynę. Najbardziej jednak cierpią jego obowiązki w pracy. Nie, żeby nie mógł operować klawiaturą lub myszą. On nie może podnosić tej ręki do góry ani trzymać w niej cięższych przedmiotów, co oznacza, że komputera nie przeniesie, nie zainstaluje itd., czyli nie będzie mógł wykonywać pracy fizycznej, która leży w podstawowym zakresie działalności każdego informatyka zakładowego. Gdyby chodziło o programowanie, byłoby pół biedy. Program i z miesiąc może czekać odłogiem, ale nie tak istotne sprawy jak ustawianie i wymiana sprzętu. Zwolnienia lekarskiego nie otrzymał, bo doktor stwierdził, że Lokalny jako informatyk nie ma pracy fizycznej, więc może. I gadaj tu człowieku z konowałem.

Tak to jest, gdy się przyjmuje starego piernika na stanowisko informatyka. Tym sposobem udowodniłem specjalnie dla Państwa tezę, że pracownik powinien być młody - zarówno dyrektor, jak i informatyk. Górna granica wieku doświadczonego informatyka nie powinna być wyższa niż dwadzieścia lat. Proszę tylko nie zamydlać mi oczu twierdzeniami, że w tym wieku trudno mieć doświadczenie komputerowe. Na Boga! A jakież tam znowu wielkie doświadczenie potrzebne? Komputer z drukarką przenieść i podłączyć - toż tego w jeden dzień można się nauczyć.

Piotr Schmidt

(agent zakładowy)


TOP 200