Wieści z terenu

Leprze rozwiązanie

Leprze rozwiązanie

Lokalny Informatyk zasiadł przed klawiaturą swej maszyny do pisania, zwanej komputerem. Według Zarządu, komputery w firmie pełnią rolę maszyn do pisania, bo cokolwiek by na nich robić, nawet wyciągając przekrojowe statystyki z baz danych, zawsze trzeba się sporo po klawiaturze obtłuc, aby uzyskać wreszcie jakiś efekt. Tym razem jednak Lokalny rzeczywiście musiał potraktować komputer jako narzędzie do edycji tekstu, miał bowiem sprokurować opinię w formie pisemnej na temat pewnego rozwiązania. Uruchomił edytor i dalejże gryzmolić po ekranie. Pisanie tekstów zawsze szło mu niesporo, bo ani stylu odpowiedniego nie potrafił zastosować, ani też poprawnością ortograficzną nie był w stanie zabłysnąć. Na szczęście są obecnie zmyślne edytory, podkreślające na czerwono byki, co daje Lokalnemu beztroski komfort w obcowaniu z nieznajomością zasad ortografii polskiej. Nieporadnością swą nie jest już tak zdeprymowany, jak przed laty, gdy musiał pisma jakieś produkować, a edytory tępe były i niewzruszone, nie przychodząc użytkownikowi z pomocą. Jak zmora prześladuje Lokalnego śmiech kolegów i przełożonych, gdy dawno, dawno temu napisał taką oto instrukcję do programu, której zaledwie fragment jestem w stanie zacytować - "Naciskając klawisz szczałki przehodzimy zafsze wprawo".

Lokalny znacznie lepiej radził sobie z pisaniem programów, gdzie nad poprawnością formalną czuwał kompilator, a usterki logiczne ujawniały się w fazie uruchomienia. Zresztą człowiek to nie automat jakiś, jeśli więc jest dobry w jednej dziedzinie, w innych musi posiadać luki. Niech no któryś z profesorów, tak pięknie polszczyzną władających, spróbuje stworzyć niezawodny program! Na pewno nie ma co liczyć w tej mierze na profesorów Pisarka, Miodka i Bralczyka.

Pomny owych przykrych doświadczeń, szczególnie był wyczulony na poprawność ortograficzną swoich pism trafiających do szerszego grona odbiorców i z wytężoną uwagą śledził, czy aby edytor nie sygnalizuje mu kolorem czerwonym usterek.

Zasiadł więc i napisał takie oto pismo. "Leprze rozwiązanie tego problemu ma znaczenie okólne dla firmy, bo wiem niema w nim wielu ryzyk. Morze z byt duże koszty początkowe nie są zachęcające do przyjęcia proponowanej opcji, ale niech nikt nie wieży, że tanio znaczy dobrze. Warzyć się tu mogą przeciw stawne interesy firmy kupującej i sprzedającej. Nie zbyt dobrze sprecyzowana polityka zakupów morze wpływać na losy projektu i doprowadzić do za przestania pracy nad nim. Jerzy się włos na głowie, gdy pomyśleć o skutkach. Wobec nie mania innych alternatyw, skłony jestem od zstąpić od realizacji zadania. Jednocześnie chciał bym za znaczyć, że firma oferująca jest wstanie zwieźć klienta różnymi metodami i niema co ma żyć o poprawie w tym względzie. Wiadomo przecież, że każdy chce rzyć z czegoś. Dla przykładu należało by wspomnieć o nie dawnej aferze z firmą remontową, której staliśmy się ofiarami, co morze miedź od dźwięk dzisiaj lub w przyszłości. Nie wnikając w dalsze szczegóły, chciał bym zaproponować kup no komputera dla działu w obudowie mini wierzy".

Głowę daję, że w cytowanym tekście nie ma ani jednego miejsca, gdzie edytor sygnalizowałby na czerwono istnienie błędu ortograficznego. Nie oznacza to wszakże, że moduł kontroli pisowni jest zły, wprost przeciwnie, jest bardzo dobry. Natomiast wniosek z tego doświadczenia jest taki, iż nie wszystko co nie jest czerwone, od razu jest w porządku, poprawne i właściwe.

Piotr Schmidt

(agent zakładowy)


TOP 200