Wieści z terenu

Licencja

Licencja

Zakupy wyposażenia informatycznego dla firmy mają jedną podstawową wadę - trzeba wydać pieniążki. Przełożeni bardzo nie lubią, gdy uszczupla się kasę firmy na jakieś dyrdymałki, co to niby w modzie są, ale tak do końca nie wiadomo, czy rzeczywiście pożytek z nich jakiś będzie, czy to tylko złudzenie optyczne. Niemniej życzą sobie modernizacji zaplecza informatycznego od czasu do czasu i chociaż bardzo przy tym marudzą, chęć posiadania bierze górę nad skąpstwem. Po każdej takiej akcji przychodzi czas na rozliczenia. Lokalny Informatyk musi przedstawić, ile zakontraktowanych w budżecie pieniędzy wydał na rzeczy istotne, czyli sprzęt, oraz ile zmarnował na zakup oprogramowania. Szef zaczął być nieco podejrzliwy, jeśli chodzi o oprogramowanie. Sprzęt zakupiony wyraźnie widać, bo ma swój rozmiar i masę, natomiast oprogramowanie jest zwiewną mgiełką, za którą trzeba bulić ciężkie pieniądze. Lokalny musiał ostatnio dokupić kilkanaście licencji systemu operacyjnego do nowych stacji roboczych. Prawdą jest, że cena wszystkich licencji była mniej więcej równoważna kosztowi jednego komputera, ale Zarząd wolałby za tę kwotę pozyskać jeszcze jeden komputer, zamiast pieniążki wyrzucać w błoto. Przybył więc Szef do Lokalnego i dalejże mącić: "Informatyku, a co jest na tym rachunku?". "To jest opłata licencyjna za oprogramowanie" - wyjaśnił Lokalny. "No to mi pokaż tę licencję". Szef okazał się bardziej niż zwykle dociekliwy. Lokalny wyciągnął więc segregator z szafy i wyszukał w nim stosowną kopertę z umową licencyjną. Fakt, że umowa była kartką nawet niezłego papieru z kolorowym hologramem, nie zrobił na Szefie większego wrażenia. Nie zrobiło na nim wrażenia nawet opakowanie umowy będące kolorową, tekturową kopertą z okienkiem. Nie mógł pogodzić wysokości kwoty skojarzonej z byle świstkiem papieru. "To musi tyle kosztować?" - drążył temat Szef. - "Mogłoby jeszcze drożej, ale mamy licencję otwartą, cena jest więc tu skalkulowana nieporównywalnie niżej" - pospieszył z wyjaśnieniem Lokalny. "No tak, widzę, że licencja jest otwarta" - skonstatował Szef, wskazując na ślad po urwanym perforowanym pasku zabezpieczającym opakowanie dokumentu. Cóż, siła wyższa i jak mus, to mus, więc Zarząd chcąc nie chcąc, pogodził się z wydatkiem. Po wyjściu Szefa Lokalny raz dwa przeistoczył otwartą licencję w zamkniętą, umieszczając ją ponownie w szafie. Na szczęście dla Zarządu operacja ta nie wpłynęła na zwiększenie kosztów oprogramowania.

Dziwić może sposób podejścia użytkowników do kosztów software'u. Program nie posiada masy, w związku z czym jest niewymierny. Umowa licencyjna jakąś tam szczątkową masę posiada, nie mówiąc o wartości farby zużytej na jej wydrukowanie, niemniej materiały te nie stanowią równoważnika ceny. Może dlatego Zarząd czuje się robiony w konia, podejrzewając Lokalnego Informatyka o potajemne układy z największymi programistycznymi firmami świata. Jednak nikogo jakoś nie dziwi, że za światło elektryczne, które także masy nie posiada, trzeba słono płacić. Na pewno mniej niż za oprogramowanie, ale - nikomu nie wytykając - jak ma się szata graficzna rachunków za elektryczność do piękna umowy licencyjnej?

Piotr Schmidt

(agent zakładowy)


TOP 200