Wieści z terenu

Jeden

Jeden

Zakupy oprogramowania użytkowego wymagają poniesienia określonych nakładów, które - jak się okazuje - są jedynie kosztami wstępnymi. Po udanym wdrożeniu należy pomyśleć o finansach na zabezpieczenie eksploatacji, czyli opłaceniu personelu utrzymującego oprogramowanie w gotowości, nadzorującego jego poprawną konfigurację oraz wykonującego wszelkie inne rutynowe i mniej rutynowe czynności zgodnie z fanaberiami użytkowników. Kto miał kiedykolwiek do czynienia z niezbyt nawet rozbudowanymi systemami, zdaje sobie sprawę, że jedna aplikacja przy odpowiednio dużej liczbie użytkowników potrafi na stałe wyłączyć informatyka z innych zadań.

Zarząd od dłuższego czasu drążył tematykę radykalnego doinwestowania zaplecza informatycznego firmy. "Informatyku, to jak w końcu będzie? Miałeś się opowiedzieć za jakąś nową platformą. Zanotowaliśmy na ostatnim posiedzeniu, że opowiadasz się albo za Mykrosoftem albo za Lotosem". "Za jakim znowu Lotosem" - pomyślał Lokalny, głośno prostując - "za Lotusem". "Ano właśnie, wiedzieliśmy, że coś z branży motoryzacyjnej, ale te nazwy takie udziwnione, że nam się po prostu mylą" - Zarząd wyznał szczerze swą niekompetencję w zakresie wiedzy o produktach i firmach. "W tej chwili nie mogę jednak wypowiedzieć się do końca, bo chciałbym poznać wprzód, jakie systemy użytkowe mają funkcjonować". - Lokalny rzeczowo brnął dalej - "może by tak nasze rozdrobnione oprogramowanie zastąpić jednym zgrabnym systemem zarządzania i byłoby po kłopocie". "Boimy się, że nas na to nie stać. Chociaż gdyby program był jeden, wówczas dałbyś radę sam nim zarządzać, co przyniosłoby nam obniżkę kosztów osobowych" - w słowach Zarządu ujawniły się zwyczajne tendencje do oszczędności. "Chwila, chwila" - Lokalny przyjmował postawę defensywną - "duży system, duża odpowiedzialność i duża robota. Jedna osoba w żaden sposób nie poradzi".

Wobec takiego stanowiska Zarząd wybrał więc alternatywne rozwiązanie - "Mamy już program obsługi sprzedaży i kasy. Do opieki nad nimi wystarcza jeden informatyk. Dokupimy osobny program do prowadzenia zamówień. Ilu ludzi musi się nim opiekować?" - padło podstawowe pytanie. "Myślę, że jeden informatyk wystarczy" - odpowiedział Lokalny. "W porządku. Do tego jeszcze będziemy musieli zakupić oprogramowanie do zarządzania dokumentami. Chyba jeden informatyk wystarczy do trzymania nad nim pieczy?" - chciał wiedzieć Zarząd. "Oczywiście, jak najbardziej" - Lokalny z nieukrywanym zadowoleniem udzielał odpowiedzi, domniemywując, że wreszcie będzie miał całe grono pomocników. "Aha! Zapomnieliśmy jeszcze o oprogramowaniu do prowadzenia sprzedaży przez Internet. Tutaj chyba też wystarczy jeden informatyk?" - Zarząd miał niesłychane wprost zapędy. "Powinien, aczkolwiek jeśli musiałby też aktualizować witrynę co najmniej raz dziennie, byłby bardzo zapracowany" - Lokalny musiał odpowiedzieć wyczerpująco, aby nie przydzielono temu informatykowi jeszcze jakiejś innej działki. "No to mamy chyba wszystkie działy rozplanowane i rzeczywiście nie musimy kupować systemu zarządzania, który angażowałby cały zespół informatyków. W takim układzie załatwimy wszystko przy pomocy jednego informatyka" - podsumował Zarząd. - "Będziesz jednak musiał doprowadzić Lokalny do tego, aby informacje mogły być wymieniane między tymi programami. Wiemy, że jest to trochę pracy, ale zauważ, że oszczędzając na dodatkowych etatach, trzeba zmusić się do większej wydajności".

Podsumowując mogę jedynie stwierdzić, że Zarząd zna doskonale zasady algebry boolowskiej: jeden i jeden i jeden i jeden równa się... jeden.

Piotr Schmidt

(agent zakładowy)