Wielkość człowieka

Informatyzacja 'awansowała' do grona tych kilku specyficznych przedsięwzięć w przedsiębiorstwach, urzędach i instytucjach, których los zależy nie od czynników merytorycznych, lecz od aktualnego układu interesów i charakteru osób realizujących projekt.

Informatyzacja 'awansowała' do grona tych kilku specyficznych przedsięwzięć w przedsiębiorstwach, urzędach i instytucjach, których los zależy nie od czynników merytorycznych, lecz od aktualnego układu interesów i charakteru osób realizujących projekt.

Innymi słowy, powodzenie informatyzacji - podobnie jak konkretnych prywatyzacji, reprywatyzacji, reform strukturalnych czy jeszcze kilku innych inicjatyw - jest kwestią przypadku, a nie pilności potrzeby. Jeśli jednak nie potrzeby, to co jest przesłanką do podejmowania przedsięwzięć, udoskonaleń, kto ponosi za nie odpowiedzialność, czemu i komu mają służyć? Potrzeba i jej zaspokojenie powinno nadawać odpowiednią rangę i dynamikę działaniom. Przedsięwzięcia, pozbawione takiej kotwicy, unoszą się ponad realnym życiem. Jak mawia jeden z wytrawnych konsultantów przemysłowych: projekty informatyczne unoszą się w wirtualnej przestrzeni ludzkich słabości.

A więc jednak człowiek

O ile znawcy literatury fachowej skłonni są rozmawiać o rozmaitych ekonomicznych, technicznych i społecznych uwarunkowaniach, o tyle praktycy życia gospodarczego, np. menedżerowie projektów informatycznych, od razu mówią o ludziach, z którymi mają kontakt podczas projektów. Oczywiście, tamte uwarunkowania są superważne, ale stanowią jedynie zasób różnie wykorzystywany przez konkretne osoby: ministrów, dyrektorów, robotników, księgowych i informatyków. Ogromne emocje, jakie zwykle wywołuje w przedsiębiorstwie projekt informatyzacji, tylko mało spostrzegawczy obserwator mógłby przypisać strachowi i niewiedzy laików komputerowych czy też brakowi doświadczenia w przeprowadzaniu wielkich przedsięwzięć, a więc i zrozumiałemu zdenerwowaniu nowością.

Tak naprawdę informatyzacja ujawnia jedną, ale ogromnie ważną i powszechnie występującą w społeczeństwie, cechę charakterystyczną dla naszego etapu rozwoju gospodarczego i społecznego. Jest nią chwiejność postaw, poglądów, interesów, motywacji, uczuć i przekonań; chwiejność ludzkich charakterów i aspiracji, chwiejność wyznawanych i praktykowanych norm, zasad i zachowań.

Nie należy jej mylić ze zmiennością otoczenia i wymaganej zdolności szybkiego adaptowania się do tych zmian. Szybkość przekształceń biznesu i technologii jest istotnym faktem naszej rzeczywistości, nie podlegającym żadnej ocenie etycznej, ale też nie mającym nic wspólnego z losem i moralnością człowieka. Jest cechą świata zewnętrznego. Chwiejność, o której mówię i która stawia pod znakiem zapytania sensowność i powodzenie ważnych przedsięwzięć gospodarczych, pochodzi z wnętrza człowieka i bynajmniej nie została wygenerowana przez postęp technologiczny czy ewolucję struktur biznesu lub zmianę wymagań konsumentów. Jest świadectwem miernej - w większości przypadków - formacji umysłowej, osobowościowej i etycznej głównych uczestników wydarzeń gospodarczych: od ministrów, poprzez dyrektorów, aż po robotników.

Nieudane przypadki

Z pozoru jest to teza całkowicie nietrafna. Wszak obserwujemy erupcję indywidualnych karier, aspiracji, mnogość inicjatyw ekonomicznych, pęd do nauki, poświęcenie czy wręcz zapamiętanie się w pracy, niezłe wyniki gospodarki... Młodzi Polacy są zdolni i wyedukowani, zasiadają w kierownictwach zachodnich koncernów. Nawet starsi dyrektorzy podejmują ambitne projekty reform, np. reengineeringu, informatyzacji, ISO 9000. Czegóż więcej wymagać od ludzi?! A jednak.... Prześledźmy główne przyczyny upadania projektów, skatalogowane przez menedżerów, konsultantów, informatyków.

Niepokój ogarnia już po przyjrzeniu się motywacji do podejmowania wielkich przedsięwzięć informatycznych w przedsiębiorstwach, urzędach i instytucjach. Nawet jeśli rzeczywiście istnieje pilna potrzeba i silne merytoryczne uzasadnienie dla informatyzacji, to i tak nie ono przesądza o podjęciu działań. W najlepszym przypadku motorem informatyzacji jest ambicja i pasja głównego informatyka lub któregoś z ważniejszych menedżerów, w najgorszym - podążanie za modą lub konieczność, ewentualnie okazja do wydania nie swoich pieniędzy (np. pożyczonych, budżetowych, pomocowych, itd.). Pozostałe przypadki to mozaika układana przez lokalne, a czasem i centralne interesy i interesiki różnych grup, którym zależy na powiększeniu swojej władzy, innym na argumentach wobec zwierzchników (również politycznych) czy struktur pozakorporacyjnych np. banków, jeszcze inni traktują projekt, jak podkładanie przysłowiowej świni tym, którzy sobie z nim nie poradzą, jeszcze inni widzą w informatyzacji sposób, w jaki komuś da się zarobić, po to, aby on potem też się odwdzięczył. Nierzadkie są przypadki zdobywania tą metodą przyczółków politycznych. Pochodną pokrętnej motywacji do informatyzacji jest równie pokrętny sposób wybierania systemu i jego dostawcy. Argumenty merytoryczne wypływają dopiero wtedy, gdy tak naprawdę wszystko zostało rozstrzygnięte na podstawie innych przesłanek.