Wielka restrukturyzacja w IBM

W poprzednim numerze CW opublikowaliśmy artykuł o "Wielkim Bluesie w Wielkim Niebieskim" czyli o wewnętrznych problemach największej firmy komputerowej świata - International Business Machines. Gdy numer poszedł do druku, świat obiegła wieść, że IBM zdecydowała się na wielką restrukturyzację. Ma ona polegać przede wszystkim na odejściu od formuły jednolitego supergiganta i podzieleniu się na mniejsze, samodzielne jednostki specjalistyczne.

W poprzednim numerze CW opublikowaliśmy artykuł o "Wielkim Bluesie w Wielkim Niebieskim" czyli o wewnętrznych problemach największej firmy komputerowej świata - International Business Machines. Gdy numer poszedł do druku, świat obiegła wieść, że IBM zdecydowała się na wielką restrukturyzację. Ma ona polegać przede wszystkim na odejściu od formuły jednolitego supergiganta i podzieleniu się na mniejsze, samodzielne jednostki specjalistyczne.

Tak samo jak w Polsce, restrukturyzacja oznaczać będzie redukcje pracowników (20 tysięcy spośród 370 tysięcy zatrudnionych w różnych krajach świata). Ponadto dalszych 20 tysięcy przestaje pracować w wyniku wcześniejszego przejścia na emerytury i nie będą oni zastępowani nowymi pracownikami. Zanim te operacje zaczną przynosić firmie dodatkowe pieniądze, najpierw trzeba będzie wydać na nie ok.3 mld USD, głównie na odprawy pracownicze.

Jedną z podstawowych przyczyn słabości IBM są ogromne dysproporcje między nakładami na badania i rozwój a stosunkowo niewielkim przyrostem efektów finansowych z tego tytułu. Korporacja wydaje rocznie na ten cel ok.6 mld USD. Jej naukowcy zdobyli 2 nagrody Nobla, a firmowy portfel z patentami zawiera przeszło 33 tysiące pozycji. W niektórych dziedzinach technologii komputerowej firma nie ma sobie równych. Ale powolne wcielanie w życie prac nad prototypami i przechodzenie do produkcji przemysłowej okazało się zbyt kosztowne. IBM prowadziła np. pionierskie prace nad RISC o dużej mocy obliczeniowej, ale była dopiero czwartą firmą pod względem rozpoczęcia ich produkcji na skalę przemysłową.

Istotnym czynnikiem jest również fakt, że konkurencja na globalnym rynku komputerowym doprowadziła do tego, że dziś również tańszy sprzęt jest - stwierdził to The Economist - cz ęsto podobnie niezawodny jak produkty IBM. Tak więc sama reputacja przestaje mieć na rynku czarodziejską moc oddziaływania na klienta.

Wcześniej firma zerwała z niektórymi żelaznymi do niedawna regułami. Utworzyła więc joint venture z konkurencyjnym koncernem Apple oraz rozpoczęła sprzedaż innym firmom IBM- owskich podzespołów i urządzeń peryferyjnych.

Prezes Big Blue, John Akers pozostał na swoim stanowisku i stanął na czele przemian. Ze swej kwatery głównej w Armonk zapowiedział, że "ciężar władzy" przesunięty zostanie teraz z rąk biurokratów w ręce ludzi , którzy ostatecznie wytwarzają i sprzedają produkty IBM. Sama firma ma się przekształcić w rodzaj federacji wielkich przedsiębiorstw.

Jeden z ekspertów przemysłu komputerowego, Frank Gens z Technology Investment Strategies (Framingham, Mass.) uważa, że ogłoszony program restrukturyzacji jest "ostatnią kulą" Akersa. Jeśli spudłuje, będzie musiał ustąpić z pola. Główną ofiarą personalną "tąpnięcia" w IBM jest dotychczas Georges Conrades, który został zwolniony z funkcji szefa operacji amerykańskich. To kluczowe stanowisko w firmie, uważane za odskocznię do fotelu prezesowskiego, powierzono teraz Robertowi LaBantowi. W ciągu ostatniego roku odniósł on spektakularny sukces, jakim było wprowadzenie linii stacji roboczych AS/400 (System Aplikacyjny/400) na czoło listy IBM-owskich bestsellerów.


TOP 200