Więcej światła

Światłowody stopniowo będą zastępować sieci miedziane łączące nas ze światem, ale to potrwa dłużej, niż można by oczekiwać, biorąc pod uwagę ich niską cenę i prawie nieograniczone możliwości transmisyjne.

Operatorzy telekomunikacyjni, jeżeli gdzieś kopią, to od dawna tylko po to, by budować sieci światłowodowe. Włókien światłowodowych nie da się wprawdzie łączyć jak miedzi, skręcając supeł za pomocą kombinerek, ale nikt już nie pamięta czasów, kiedy uważano spawanie światłowodów za skomplikowaną czynność, wymagającą studiów przynajmniej inżynierskich, białych fartuchów i sterylnego przewoźnego laboratorium.

W kanalizacji kablowej w miastach jest jeszcze mnóstwo kabli miedzianych. Jeżeli coś działa, to działa, ale starsze sieci są też są sukcesywnie modernizowane poprzez wymianę kabli miedzianych na światłowodowe. Kolorowe plastikowe rurki wciska się w otwory starej ciężkiej betonowej kanalizacji, by ułatwić wciąganie kolejnych kabli światłowodowych, a tam gdzie jej nie ma, plastikowe rury kładzie się wprost do ziemi. Światowi producenci miedzi jakoś przeboleli tę ewolucję technologii, tym bardziej że produkcja miedzi i tak wciąż rośnie, a prognozy na najbliższe lata przewidują, że dynamika wzrostu utrzyma się na poziomie 7-8% w stosunku rocznym.

Od kilku lat łącza światłowodowe stopniowo zbliżają się do użytkowników, ale obiecująca perspektywa doprowadzenia światłowodu FTTH do każdego mieszkania czy domu jest dla operatorów na razie problemem natury ekonomicznej. Sieć dostępowa to najdroższy segment sieci, którego wymiana jest poważną inwestycją. W prostym rachunku kwoty, jakie płaci każdy użytkownik za usługi dostępu do internetu, musiałyby sfinansować koszt wymiany ostatniego, choćby nawet kilkusetmetrowego, odcinka sieci, gdzie ruch jeszcze się nie agreguje na wielu użytkowników.

Konsumowanie sieci

Wciąż są eksperci starszej daty, którzy wątpią, po co komu takie szybkie wielomegabitowe łącza, czy konsumenci usług w ogóle tego oczekują. Operatorzy przyzwyczaili nas do oferowania łączy definiowanych parametrami przepływności, chociaż zdecydowana większość konsumentów nie ma pojęcia, co to jest to są te megabity na sekundę i gdzie biegną kable podłączone do domowego bezprzewodowego rutera. Konsument po prostu chce, żeby by mu się obraz nie zacinał, jak ogląda film.

Coś, co jest dzisiaj oferowane jako luksus, rynek za jakiś czas zredukuje do oferty standardowej, co zresztą widać po wyprzedzającej nasze skromne potrzeby polityce rozwojowej, kiedy Komisja Europejska żąda, by zapewniono większości z nas w mieszkaniach minimum 100 Mb/s do roku 2020, a jak się obiektywnie nie da, to przynajmniej 30 Mb/s. W praktyce oznacza to, że większość mieszkańców Europy będzie korzystać z łączy lepszych. To kumulowanie się zapotrzebowania będzie procesem naturalnym. Korzystamy równocześnie z coraz większej liczby urządzeń podłączonych do sieci w domu, w pracy, przemieszczając się. W naszym otoczeniu pojawiają się urządzenia połączone automatycznie z siecią bez potrzeby bezpośredniej interakcji z człowiekiem. Mamy wiele równocześnie podłączonych ekranów. Najróżniejsze wykorzystywane systemy i oprogramowanie przyzwyczai nas do przetwarzania informacji w chmurze.

Lepiej będzie później

Operatorzy w wielu krajach przyjęli strategie skracania istniejącej miedzianej pętli abonenckiej, wyposażając ją w nowe generacje urządzeń VDSL (np. Vectoring), Ethernet, a operatorzy telewizji kablowych DOCSIS 3.0. Tego rodzaju rozwiązania technicznie spełnią w sposób zadawalający minimalne wymagania Europejskiej Agendy Cyfrowej, ale nie wymagają tak poważnych inwestycji jak modernizacja i wymiana całej infrastruktury sieci dostępowych na światłowody.

Z drugiej jednak strony całkowity koszt budowy i późniejszego utrzymania sieci światłowodowej przez dłuższy okres eksploatacji będzie niższy niż utrzymanie sieci opartej o kable miedziane o 15-30%. Można już wskazać na świecie przykłady operatorów, którzy zdecydowali się na systematyczną wymianę miedzianych sieci dostępowych na światłowodowe, ale wielu innych zachowuje ostrożną wstrzemięźliwość przed zwiększaniem CAPEX w związku projektami inwestycyjnymi, które zmniejszą OPEX dopiero w długofalowej perspektywie.

Trzeba brać pod uwagę, że przedsiębiorcy telekomunikacyjni mają przecież zwykle do wyboru różne alternatywne sposoby zaangażowania wolnych od środków wpływających na wycenę wartości spółek, np.: wykup własnych akcji, inwestycje w dochodowe sieci mobilne, wypłatę dywidendy, inwestowanie w nowe rodzaje usług, przejęcia innych przedsiębiorstw w kraju lub za granicą. Niedawno opublikowany raport VenturaTeam zwraca pragmatycznie uwagę, że niełatwo też jest znaleźć prezesa spółki giełdowej, który myślałby o inwestycjach, jakie w wynikach finansowych dadzą efekt po upływie jego kadencji.

Śpieszą się powoli

Według danych Eurostat, przyjmuje się, że w państwach Unii Europejskiej jest obecnie 209,7 mln gospodarstw domowych. VenturaTeam podsumował, że na razie dopiero ok. 9% gospodarstw domowych w UE dysponuje łączami światłowodowymi. Łącznie dla całej Unii Europejskiej inwestycje utrzymują się na poziome 3 mld euro rocznie. Czyli utrzymanie dotychczasowej dynamiki inwestycji rozciągnęłoby je do 92 lat.

Światłowody to dobra, niedroga technologia, łatwiejsza w eksploatacji, która daje prawie nieograniczone możliwości przekazywania wysokiej jakości sygnałów, tylko że inwestowanie w tę infrastrukturę w warstwie dostępowej jest dla wielu operatorów nieopłacalne. Co się stało na rynku? Czy rzeczywiście jest za wcześnie, bo w sieci jest za mała podaż bardziej wymagających usług? A może państwo nieco przeholowało z polityką regulacyjną, obniżając i usztywniając ceny za hurtowy dostęp do infrastruktury zasiedziałych operatorów. Mamy efekt w postaci sporej konkurencji, czyli wyboru wielu dostawców, ale operatorom nie bardzo opłaca się budować nowe sieci.


TOP 200