Widmo

Lokalny Informatyk siedział przed komputerem, gdy nagle jasność jakaś ogromna w pokoju nastała i szum dał się słyszeć. Spojrzał wtedy w kierunku drzwi i ujrzał postać świetlistą, wielką mocą obdarzoną. Wystraszony zdołał wykrztusić: "Kto ty jesteś?". "Aniołem stróżem twoim jestem" - odrzekła postać. "A dlaczego mam ci wierzyć? Czy możesz mi to udowodnić?" - Lokalny wyraźnie wracał do siebie, skoro zaczynał szukać dziury w całym. "Pamiętasz, jak w wieku dwóch lat zjadłeś kilkadziesiąt babcinych tabletek na nadciśnienie, tylko dlatego że były w polewie czekoladowej. Łakomczuch byłeś.

Lokalny Informatyk siedział przed komputerem, gdy nagle jasność jakaś ogromna w pokoju nastała i szum dał się słyszeć. Spojrzał wtedy w kierunku drzwi i ujrzał postać świetlistą, wielką mocą obdarzoną. Wystraszony zdołał wykrztusić: "Kto ty jesteś?". "Aniołem stróżem twoim jestem" - odrzekła postać. "A dlaczego mam ci wierzyć? Czy możesz mi to udowodnić?" - Lokalny wyraźnie wracał do siebie, skoro zaczynał szukać dziury w całym. "Pamiętasz, jak w wieku dwóch lat zjadłeś kilkadziesiąt babcinych tabletek na nadciśnienie, tylko dlatego że były w polewie czekoladowej. Łakomczuch byłeś.

Sądziłeś, że nikt nie zauważy, bo wszyscy w kuchni byli. A jak myślisz, dzięki komu w porę zauważyli?". Lokalny pamiętał, zwłaszcza pompowanie żołądka na pogotowiu i pobyt w szpitalu. Anioł jednak nie ustawał: "A jak myślisz, kto mógł wyciągnąć cię za włosy z nurtu rwącej rzeczki. Żaden z obecnych na brzegu ludzi ani by nie zdążył ani nie dosięgnął. Zresztą i ja miałem kłopoty, bo dopiero przy trzecim wynurzeniu mi się udało". Lokalny musiał przyznać rację, bowiem jako kilkuletni chłopak w pewien marcowy dzień zsunął się ze stromego nabrzeża wprost w czeluść wodnych otmętów. Jedyne, co mu utkwiło w pamięci, to przelewająca się nad nim i przez jego płuca woda. No i okropne zimno, gdy jakimś cudem znalazł się na brzegu.

Anioł bezlitośnie kontynuował: "A gdy twój brat wywołał pożar mieszkania, to dzięki komu nie było w nim ciebie? A gdy prowadząc samochód, chyba setką, zrobiłeś zwrot o 180 stopni. I co? Nawet zadrapania na lakierze". Lokalny właściwie był już przekonany, ale poprosił o jeszcze jeden dobitny dowód. "Proszę bardzo" - rzekł anioł - "czy myślisz, że jak wybuchła wam motorówka z czterdziestoma litrami paliwa w baku, to beze mnie jeszcze byś istniał?". Rzeczywiście, wyjście cało z tego zdarzenia graniczyło z cudem. A te dwa miesiące w bandażach podczas upałów... cóż, mogło być znacznie gorzej.

Wobec przytłaczających dowodów Lokalny Informatyk był już pewny, z kim ma do czynienia. Czekał na tę chwilę - teraz wreszcie sobie uświadomił - czekał już od dwudziestu lat, od chwili, kiedy podjął pracę. Wziął do ręki ciężki dziurkacz do papieru, podniósł się z krzesła i zmierzając w kierunku zjawy z wyraźnie wrogimi zamiarami, cedził przez zaciśnięte zęby: "A gdzieś ty był, jak wybierałem zawód? A co robiłeś, jak przyjmowałem się do tej pracy? Dlaczego przegapiłeś, jak wybierali mój Zarząd?". Już zamachnął się, aby wymierzyć zjawie karę narzędziem biurowym i ... przebudził się. Rozejrzał się wkoło. "Żadnego anioła nie ma" - odetchnął z ulgą - "to wszystko mi się śniło". Po chwili oprzytomniał całkowicie, konkludując ze smutkiem: "Tylko anioł był snem, reszta, niestety, jest prawdą".

Piotr Schmidt (agent zakładowy)