Wejście w kulturę

O zakresie pobierania opłat za treści w Internecie nie przesądzi nowa formuła praw autorskich, lecz możliwość zaspokojenia za pośrednictwem sieci nowych potrzeb związanych z rozrywką lub uczestnictwem w kulturze.

O zakresie pobierania opłat za treści w Internecie nie przesądzi nowa formuła praw autorskich, lecz możliwość zaspokojenia za pośrednictwem sieci nowych potrzeb związanych z rozrywką lub uczestnictwem w kulturze.

Gdy idziemy na wystawę do galerii czy muzeum, bez chwili wahania kupujemy bilet wstępu. W księgarni bez cienia wątpliwości płacimy za książkę, którą mamy ochotę przeczytać, a w kiosku za ulubiony tygodnik lub miesięcznik. Nie protestujemy, gdy przed wejściem na spektakl teatralny, seans filmowy czy na koncert muzyczny musimy uiścić w kasie stosowną opłatę. Dlaczego więc mielibyśmy nie płacić za treści udostępniane przez Internet? Z jakiego powodu, jednak, dzisiaj jeszcze tak niechętnie to robimy? Co się musi stać, byśmy co do opłat za zawartość dostępną w sieci nie mieli wątpliwości, tak jak w przypadku teatru, kina czy filharmonii.

Zwykło się dzisiaj powtarzać, że największą barierą w rozwoju sieciowych zasobów z filmami, muzyką, literaturą są - z jednej strony - anachroniczne, niedostosowane do warunków stwarzanych przez nowe technologie przepisy prawa autorskiego, a z drugiej - szerząca się plaga piractwa. Czy nie jest to jednak zbyt łatwe i proste wytłumaczenie sytuacji, z którą mamy obecnie do czynienia. Czy rzeczywiście, jak chcą to widzieć przedstawiciele wielkich koncernów medialnych, są to jedyne lub najważniejsze przyczyny perturbacji z wprowadzaniem różnego rodzaju treści w obieg sieciowy? A gdyby spojrzeć na nie jak na objawy procesu prowadzącego do powstania nowej płaszczyzny komunikacji, która zapewni twórcom i producentom treści kolejny, dodatkowy kanał docierania ze swymi wytworami do odbiorców? Nie chodzi tu bynajmniej o sankcjonowanie niezgodnego z prawem procederu piractwa, lecz o zauważenie innych, równie ważnych zjawisk, trudnych do rozpoznania, gdy się przyjmuje tylko perspektywę prawną.

Z perspektywy logiki rozwoju nowych form uczestnictwa w kulturze sytuacja w odniesieniu do Internetu wcale nie musi być tak wyjątkowa i unikalna, jak próbuje się to zazwyczaj przedstawiać. Kłopoty z ochroną praw autorskich i praw do własności intelektualnej towarzyszyły, w zasadzie, każdorazowo wprowadzaniu nowych technologii w obszar rozpowszechniania wytworów kultury. Tak było w przypadku filmu, radia, telewizji, magnetofonu, magnetowidu. Ba, sąd musiał rozstrzygać nawet, w jaki sposób powinny być regulowane należności dla twórców w przypadku odtwarzania utworów muzycznych na pianoli.

Pojawieniu się każdej nowej technologii powielania i upowszechniania produktów kulturalnych towarzyszyły również obawy, że doprowadzi ona do zniszczenia dawnych, poprzednich form uczestniczenia w kulturze. Płyty gramofonowe miały zniechęcić ludzi do chodzenia na koncerty, magnetofony przyczynić się do zmniejszenia zainteresowania kupowaniem płyt, a magnetowidy odstraszyć ludzi od oglądania filmów w kinach. Jak widać, nic takiego się dotychczas nie stało. Podobne argumenty pojawiają się również i dzisiaj, przy okazji rozwoju Internetu i starań o udostępnienie w sieci jak największych zasobów produkcji kulturalnej. Wygląda jednak na to, że opinie te za lat kilka czy kilkanaście będą brzmiały równie śmiesznie i bezsensownie jak tamte.

Każdy zapłaci

Bezzasadne wydają się również toczone dzisiaj spory o najlepszą, najefektywniejszą formę finansowania serwisów z treściami w Internecie. Nie ma sensu spierać się, czy przedsięwzięcia sieciowe będą utrzymywać się głównie z reklamy czy z opłat użytkowników. Wydaje się, że na równych prawach będą funkcjonowały obok siebie różnorakie formy finansowania. Zapłaci ten, kto będzie miał taką możliwość, potrzebę, interes. Tak jak i w tradycyjnych formach dostępu do kultury i rozrywki. Idąc na koncert tego samego wykonawcy, raz kupujemy bilet sami, innym razem mamy opłacony wstęp przez sponsora, który reklamuje w ten sposób swój produkt czy markę, a kiedy indziej uczestniczymy w projekcie kulturalnym opłaconym z funduszy publicznych. Nie widać powodów, by w sieci miało być inaczej.

Miejsce dla każdego

Historia lubi się powtarzać. Twórcy filmów protestują dzisiaj przeciwko bezprawnemu wykorzystywaniu ich produkcji w Internecie, wytwórnie filmowe ścigają tych, którzy udostępniają sobie nagrania poprzez sieć za pomocą programów P2P. Branża filmowa nie pamięta jednak, lub nie chce pamiętać, że przemysł filmowy narodził się i osiągnął swoją dzisiejszą potęgę po części również dzięki swoistej formie piractwa.

Hollywood mogło powstać m.in. dzięki temu, że producenci i reżyserzy uciekali ze Wschodniego Wybrzeża do Kalifornii, aby uniknąć opłat patentowych przysługujących twórcy techniki filmowej - Thomasowi Edisonowi. Korzystali z nielegalnego sprzętu i importowanych materiałów filmowych. Nazywali siebie samych "niezależnymi". Zanim powołana do egzekwowania praw Thomasa Edisona organizacja Motion Pictures Patents Company zaczęła skutecznie kontrolować Zachodnie Wybrzeże, wiele patentów straciło już ważność, a przemysł filmowy umocnił się na tyle, by efektywnie bronić swoich interesów.

Dzisiaj równie dobrze funkcjonuje zarówno branża twórców i producentów filmów, jak i branża producentów oraz wytwórców sprzętu filmowego. Jedni i drudzy działają obecnie w tym samym obszarze przemysłu filmowego nie wchodząc sobie w drogę. Mimo pierwotnie krytycznego, czy wręcz nawet wrogiego nastawienia ze strony środowisk artystycznych i intelektualnych, film stał się pełnoprawną dziedziną kultury - sztuki i rozrywki. Widzowie bez protestu płacą za wejście na seans do kina czy za możliwość wypożyczenia do domu płyty z filmem. W niedalekiej przyszłości równie chętnie zapłacą także i za ściągnięcie filmu przez sieć.

Kiedy się to stanie? Kiedy twórcy internetowych serwisów zapewnią ludziom ofertę, która nie będzie dostępna gdzie indziej, ofertę o unikalnym, niepowtarzalnym charakterze. I nie chodzi tu wcale o zestaw tytułów filmów czy utworów muzycznych. Chodzi raczej o niepowtarzalność w zakresie możliwości zaspokojenia potrzeb mieszkańców współczesnego świata, potrzeb związanych z życiem kulturalnym, rozrywką, sposobem pracy, życia, spędzania wolnego czasu przez współczesnego człowieka.

Zasoby sieciowe muszą stać się, tak jak film, samodzielną sferą kultury, w której ludzie będą czuli potrzebę uczestniczenia. Internet musi stać się, tak jak kina czy wypożyczalnie DVD, osobną formą dystrybucji dóbr kultury, z której ludzie będą mieli potrzebę korzystania. Wtedy będą skłonni zapłacić za otrzymywane w ten sposób dobra. I tak się z pewnością w niedalekiej przyszłości stanie - gdy okaże się, że Internet jest w stanie zaspokoić potrzeby (co by o nich nie sądzić), których nie były w stanie zaspokoić dotychczasowe formy rozrywki czy uczestnictwa w kulturze, np. potrzebę ciekawości, wyrażenia swojej opinii czy nawet zamanifestowania swojej władzy nad innymi. Już dzisiaj coraz więcej osób jest skłonnych zapłacić za możliwość obejrzenia kolejnego odcinka serialu przed jego telewizyjną premierą. Tłumy telewidzów nie żałują pieniędzy na SMS-y, które mają wskazać tego, kto odpadnie z dalszej gry albo wygra zawody.

Historia się powtarza

Twórcy filmów protestują dzisiaj przeciwko bezprawnemu wykorzystywaniu ich produkcji w Internecie. Branża nie pamięta jednak, że przemysł filmowy osiągnął dzisiejszą potęgę po części dzięki swoistej formie piractwa. Hollywood powstało m.in. dzięki temu, że producenci i reżyserzy uciekali do Kalifornii, aby uniknąć opłat patentowych przysługujących twórcy techniki filmowej - Thomasowi Edisonowi.


TOP 200